Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
-Świetnie. - powiedział, złapał mnie za szyję, tak, że nie mogłem wziąć oddechu i powlókł po ziemi. Wrzucił mnie do zimnego pomieszczenia i zatrzasnął drzwi. Z nosa leciała mi krew. Przede mną stał stół i zakapturzona postać. Kredowobiały mężczyzna popchnął mnie w jego kierunku. Upadłem twardo na kolana. Miałem ochotę go trzasnąć w twarz. Za kogo on się uważał? Już miałem się odwrócić, gdy powróciło do mnie wspomnienie siostry. Siedziałem cicho.
-Nie spełnię twojego życzenia za darmo... - zaczął czarnooki.
Żadnego ruchu.
Podszedł do mnie od tyłu, złapał za ręce i brutalnie przycisnął je do metalowego blatu stołu.
-Zawsze myślałem, że złota rybka była bezinteresowna. -dodałem.
-Dla odmiany ja się nie błyszczę - odpowiedział.
W tym samym czasie zauważyłem, że zakapturzony mężczyzna trzyma połyskujący przedmiot w ręce za plecami.
Szybki ruch stojącego za mną i moje ręce były kajdankami przykute do stołu.
W moich oczach pojawiła się panika.
-Nie! Nie, nie ,nie, nie ,nie nni..e. Oczy zaczęły mi biegać na wszystkie strony. Próbowałem wyrwać ręce z uścisku, ale ani drgnęły. Zacząłem się kulić i błagać. Cały się trząsłem.
Zakapturzony wyciągnął ostre narzędzie. Nie byłem pewien, ale chyba to było coś takiego czym jednym cięciem się ryby zabija i odcina płetwy. To samo miało się najprawdopodobniej stać z moimi palcami. Zacząłem kopać i wrzeszczeć. W mojej głowie pojawiały się coraz gorsze obrazy, że to nie mi, ale dziewczynie odpadają palce. Moje usta były całe opuchnięte i popękane przez zaciskające się na nich zęby. Zacisnąłem ręce w pięści. Ktoś próbował mi je rozprostować, ale ja ciągle się szarpałem. Poczułem, że ktoś z ogromną siłą stopą uderzył w moje kolano. TRZASK! ogromny ból w lewej kończynie. Byłem okładany czyimiś pięściami, ale i tak nic nie równało się z bólem, gdy w następnej chwili, za jednym zamachem zostałem pozbawiony trzech palców. Wrzask. Mój wrzask, po czym pożegnanie następnych dwóch palców. Plułem, kopałem, wiłem się z bólu, ale to nic nie dało... Po pewnym czasie już nic nie widziałem. Moje oczy zaszły mgłą. Już nie rozpoznawałem niczyjego głosu. Nastawała coraz większa cisza i w ostatnim momencie przed całkowitą utratą przytomności poczułem czyjś oddech przy uchu i usłyszałem już tylko jako najcichszy szept:
-Uczta się zaczęła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~``````~~~~~~~~~~~~``
`````````~~~~~~~~~~~~~~~`````
Obudziłem się nie widząc na jedno oko. Nie chciałem patrzeć na lewą rękę, ale moje oczy jakby same tam powędrowały. Zero palców. Tam gdzie powinny być sterczały małe kikuty paliczków, całe w brudzie. Z otwartych ran wylewała się dziwna maź, a reka do połowy była sina. Nic nie czułem, gdy dotykałem swojego ciała, tylko w miejscu, gdzie powinny być palce gromadził się cały ból. Najgorsze było to, że czułem jakby tam dalej były, Ale zamiast nich było tam tylko powietrze.
Zgrzyt. Trzaśnięcie. Obejrzałem się w drugą stronę. On tam stał. Wystarczył jeden krok. Ale krok do czego? Zanim bym się zorientował znów bym oberwał i leżał nieprzytomny. A może to i nawet lepiej? Spróbowałem się przesunąć, ale uniemozliwila mi to jego stopa na mojej lewej i promieniującej bólem dłoni.
-Aishhh. - zasyczałem.
-Wymyśliłeś już jakieś drugie życzenie? -zapytał przekrzywjając głowę.
Splunąłem mu pod nogi.
-No cóż... widzę, że trzeba je u Ciebie wymusić siłą.
Drzwi się otworzyły i do środka wparowało dwóch mężczyzn. Przygnietli mnie do ściany i jeden z nich wbił mi strzykawkę w zagięcie łokcia. Straciłem czucie w nogach i osunąłem się na zimną podłogę. Teraz widziałem tylko jego połyskujące buty. Dwójka mężczyzn przygniatała teraz moje ręce i nogi. Usłyszałem szelest i znów poczułem kłucie na ręce, a potem dwa kolejne. Nie byłem się w stanie ruszyć. Moje oczy się rozszerzyły. Zacząłem ciężko oddychać.
-Nie martw się. To tylko jakieś dwie godziny halucynacji. -usłyszałem.
Wiedziałem z czym się to wierze, z jakimi obrazami, dlatego też przybyła nowa fala paniki.
-Yhmm. -usłyszałem pomruk rozkoszy z jego ust.
-Cczego chcesz? -wydukałem.
-Narazie wystarczy mi twój strach. Przez te dwie godziny nieźle się posilę, a może i w trakcie wypowiesz drugie życzenie. - odpowiedział.
~~~~~~~~
Odwróciłem się na plecy, po czym wstałem. Byłem sam zamknięty w tej ciasnej celi. Gdzie oni się podziali? Podszedłem do miejsca gdzie powinny być drzwi, ale ich nie było... Zacząłem walić w ścianę, ale po pewnym czasie zrozumiałem, że to bez sensu. Znowu się odwróciłem i zamarłem. Z sufitu wisiał sznur, A na nim człowiek. Zaczął się obracać, miał worek na głowie. Zasłoniłem oczy dłońmi. Nie chciałem na to patrzeć. Nagle coś dotknęło mojej stopy. Podkuliłem nogi, ale moje dłonie bez mojego pozwolenia opadły i odsłoniły mi widok. Krzyczałem. Wiem to. Teraz ciało było tuż przede mną. Bez worka. To był barman. Pracował w klubie, w którym tak niedawno byłem. Jego ręka drgnęła. Niemożliwe. Nagle złapał mnie za kark, wykrzywił moją szyję pod takim kątem, że już powinny mi pęknąć kręgi szyjne i wsadził moją głowę do lodowatej wody. Wrzeszczałem, co odbierało mi tlen z płuc i zacząłem się dławić. Otworzyłem oczy... teraz scena się odwróciła. To ja kogoś unieruchamiałem. W ręce trzymałem nóż i zadawałem raz za razem cięcia nożem w klatkę piersiową tej osoby.
-Przestań! -wrzeszczałem sam do siebie.
Ciało zamieniło się w tułów jelenia.
Obok leżała siekiera, a ja trzymałem jego odciętą głowę. Gwałtownie ją wypuściłem. Ona poturlała się po podłodze i zamieniła w wypchane trofeum na ścianie.
-Przestań! -wrzeszczałem raz za razem. -przestań...
~~~~~~~~~~~
Leżałem na podłodze i ciężko oddychałem. Znów byłem przeciśnięty do podłogi, a przede mną stał kredowobiały mężczyzna.
-Wypowiedziałeś drugie życzenie. -uśmiechnął się. -szkoda, że tak krótko wytrzymałeś. Minęła dopiero godzina. No, ale życzenie to życzenie.
Płakałem, szlochałem. Za co?! Kto by tyle wytrzymał? Czy ktoś przeżywa teraz to samo co ja? Jest nas więcej?
-Dajcie mu chwilę, a potem zanieście do mojego gabinetu. -powiedział czarnowłosy do dwóch mężczyzn i wyszedł.
~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~
Zostałem brutalnie zaczołgany do jego gabinetu.
Siedział tam sobie jakby nigdy nic i czekał. Przywołał mnie skinieniem ręki. Podszedłem do niego i tak nie było już dla mnie ratunku. Byłem chodzącym wrakiem. Staliśmy przed oknem. Widok na świat. Był przede mną, ale czułem jakby był oddalony o setki kilometrów. Szła tam. Ulicą przez pasy. Moja siostra. Serce przestało mi bić. Przycisnąłem ciało do szyby. Na nią pędziła ciężarówka. Ona jakby tego nie widziała szła dalej. Gdy już miało się "to" zdarzyć czas jakby stanął.
-Chcesz ją ocalić? -usłyszałem, ale nie dowierzałem.
-Skinąłem głową.
-Możesz to zrobić pod warunkiem, że ja zabiorę Ciebie. Ona będzie już ode mnie uwolniona... na zawsze, ale ty ze mną zostaniesz.
Przełknąłem ślinę.
-Na zawsze- dodał.
-Kim ty jesteś? - zapytałem.
-Ehm. Odwrócenie tego co na górze. - odpowiedział.
Zamknąłem oczy i skinąłem głową, chciałem by ona tam trafiła. Do góry.
-Dasz mi kiedyś umrzeć? - zapytałem z nadzieją.
-Tu nikt nie umiera. -szybko odpowiedział. - tu ludzie karmią mnie strachem.
Zacisnąłem zęby.
-Czy to znaczy, że jak z tobą zostanę to uratuję kilka dusz? - zapytałem.
-Tak. To jedyna zasada, do której nie mam nic do gadania, bo zawarłem z Nim umowę. Co jakiś czas zabieram jedną osobę, która mnie żywi, a uwalniam wiele innych.
-Zgadzam się. - odpowiedziałem tym samym oddając ogromną i niesamowitą przysługę innym. Nie mogłem dopuścić do tego, by innych spotkało to co mnie.
Czas znowu ruszył. Ona spokojnie poszła dalej. Tam czekali na nią znajomi. Uscisnęli się i zniknęli za rogiem. Gdy już ich nie było widać okno zaszło czarną mgłą i straciłem kontakt ze światem.
-Już o tobie nie pamięta. -usłyszałem i poczułem jego rękę na ramieniu. Tak naprawdę to on od początku by jej nic nie zrobił. Poprostu chodziło mu o to, by mnie zatrzymać. Ona była tylko obrazami w mojej głowie. Ona przez cały ten czas nie pomyślała o mnie, bo wymazał mnie jej z pamięci. Pokręciłem głową, bo dopiero teraz to zrozumiałem. Wiedziałem chociaż, że jednak na kimś mi zależało i nie byłem kompletnym zerem. Zniknęliśmy w głębi korytarzy, ale moje serce na zawsze pozostało przy oknie czekając na ponowny kontakt z tamtym światem, który jednak jak to było w umowie nie nadchodził.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to tak jak obiecałam macie drugą część ; ) Moja siostra twierdzi że opo jest trochę brutalne, zobaczymy co wy o tym powiecie; ) Miłego czytanka życzę. //Junsu
niedziela, 11 stycznia 2015
środa, 7 stycznia 2015
... 1/2
"Nigdy nie skręcaj w lewo" mówił. Nie chodzi tu o dosłowne znaczenie tych słów. Chodziło mu o to, bym szedł "tą" wyznaczoną ścieżką i trzymał się jej do końca, nawet gdyby to lewo było bardzo kuszące. Jednak ja nie słuchałem. Byłem wtedy mały. Bardzo mały, a on nie zdążył mi tego wytłumaczyć, gdyż odszedł. No cóż, nie dziwię się gdyż w moim sercu od początku nie było dla niego miejsca, co jest bardzo przykre, ale prawdziwe. Miałem wrażenie, że żyję bez żadnej potrzeby i dla nikogo nic nie znaczę i nikt nic nie znaczy dla mnie. Teraz już wiem, że on od początku o wszystkim wiedział i choć znał zakończenie, codziennie to powtarzał. Rano, wieczorem, gdy przykrywał mnie kołdrą, nocą, gdy do niego przychodziłem, gdy miałem koszmary. On nie był moim tatą. Wiedziałem to od początku. Dotąd nie wiem kim był. Po prostu stał obok mnie od zawsze, aż do pewnego dnia. Zniknął za rogiem. Pocałował mnie w czoło. Im bliżej był zakrętu, tym gorzej wyglądał, ale nie było dla mnie ratunku musiał mnie zostawić i chronić kogoś, kto jeszcze ma szansę przeżyć. Nie rozumiałem tego. Dorastałem w niewiedzy.
Dotarłem tak do siedemnastego roku życia. Zapomniałem o wszystkim. Całą moją przeszłość ukryłem w zakamaru mojego umysłu, schowałem do pudła i przykryłem kocem. Mieszkałem w jakiejś dziurze na obrzeżach miasta. Mój dzień codziennie wyglądał tak samo. Spałem do 12, bo miałem kaca. 2 tabletki przeciwbólowe. Znowu spałem. Zjadłem naleśnika. Spałem. Wieczorem impreza i od nowa. Nie miałem pieniędzy. Moje życie nic dla nikogo nie znaczyło. Powoli się wykolejałem. Nie miałem dla kogo żyć.
Pewnego dnia, po 2 piwach i kilku drinkach wyszedłem z baru. Miałem następne długi, których oczywiście nie zamierzałem uregulować. I tak nie dożyłbym dnia, w którym by mnie zbili. zanim przyjdą, ja już będę miał przygotowany sznur, a gdy wejdą moje stopy choć brudne od piachu już nie będą dotykać ziemi. Tak więc myśląc, że idę prosto tak naprawdę prawie wpadłem pod samochód. Moja noga o coś zahaczyła i upadłem na ziemię. Leżałem tak przez kilka minut lecz nagle poczułem jak ktoś mnie bierze pod ramię. Wiedziałem kto to. Tylko ta osoba by mnie podniosła, bo tej drugiej już nie ma. Chyba wam jeszcze nie wspominałem, że miałem siostrę. Znaczy nie prawdziwą, tylko po prostu ona też była sierotą. Pewnego dnia zobaczyliśmy się pod murem i wtuliliśmy się w swe ramiona, gdy inni wychodząc ze szkoły rzucali w nas ołówkami. Szliśmy w kierunku domu, w którym razem mieszkaliśmy. Ona zawsze była tym przewodnikiem. Ja nigdy nie miałem na nic sił. Jednak skręciliśmy w lewo. Dlaczego? Nasz dom jest dalej. Ręce już mnie nie trzymały. Upadłem twarzą na ziemię, ale to i tak nie bolało. "Wstawaj" ktoś powiedział, a to nie był głos mojej siostry. Podniosłem głowę. Nigdzie jej nie było. Przede mną stał jakiś koleś. Dodam, że przystojny facet. Nic mu nie brakowało. Nie miał na sobie koszulki. Miał idealnie wyrzeźbiony tors. Czarne oczy, lecz pod światłem w odcieniu czerwieni niesamowicie przyciągały. Miał bladą kredowobiałą cerę i kontrastujące z tym czarne włosy z czerwonymi końcówkami.
- Umyjcie go i przebierzcie. - powiedział tak, że miałem wrażenie iż syczy. Nikt mu nie odpowiedział, ale po chwili już ktoś mnie ciągnął tyłkiem po podłodze.
Wrzucili mnie do pokoju i zamknęli za sobą drzwi. Odwróciłem się i zobaczyłem za sobą dużą, białą wannę. Po lewej stronie stała półka z mydłami, żelami, kremami i balsamami. Choć widziałem to wszystko nie byłem jakoś bardzo wzruszony, bo przecież po co mam się cieszyć jeżeli to nie jest moje. Po chwili do pomieszczenia weszły dwie kobiety i stanęły po mojej lewej stronie. Wiedziałem po co tu są, ale tylko pokręciłem głową dając znak, że sam się umyję. One jeszcze wskazały na kosz na pranie, a obok postawiły nowe ubrania. Dlaczego one nic nie mówią? pytałem samego siebie. Gdy wyszły wskoczyłem do wanny. Po poł godzinie otuliłem się ręcznikiem i już miałem iść po ubrania, kiedy drzwi się otworzyły. Stanął w nich kredowobiały mężczyzna.
-Co do cholery jasnej?! Ja tu się przebieram! -(czułem jak mój głos cichnie)- Zboczeniec. Nieletniego chciał nago widzieć. PEDOFIL. -Jednak tego ostatniego słowa już nie było słychać. On się do mnie zbliżał. Zacisnąłem pięści na ręczniku, a on za nie złapał.
-Mam ci się pomóc ubrać?-szepnął do mojego ucha. Przełknąłem głośno ślinę.
-Nnie. -odpowiedziałem ledwie szeptem. W moich oczach już czaiły się zdradzieckie łzy, których tak nie chciałem teraz ukazywać. On się uśmiechnął spojrzał na mnie przelotnie i wyszedł. W głowie pojawił mi się obraz pokoju, do którego jak przypuszczałem miałem się udać. Po nałożeniu na siebie wszystkich warstw ruszyłem w lewo. Tam były uchylone drzwi. Nie ukrywam, że moje nogi były jak z waty, a oddech przyspieszony. Ujrzałem go jak stał tyłem do mnie i patrzył się przez okno. W odbiciu widziałem jego szeroki uśmiech. Momentalnie się do mnie odwrócił.
-Kim jesteś?- zapytałem.
-Możesz mnie nazywać jak chcesz. Mogę być kim chcesz.- odpowiedział chrapliwym głosem.
...
-Zagrajmy w złotą rybkę. -zaproponował.- Mogę zrealizować twoje trzy życzenia.
-NIE BĘDĘ Z TOBĄ GRAŁ W ZŁOTĄ, ANI ŻADNĄ INNĄ RYBKĘ!!!- wykrzyknąłem i poczułem drapanie w gardle. Czarnowłosy przekrzywił głowę. Znowu się do mnie zbliżał i położył rękę na mojej głowie. Zobaczyłem moją siostrę. Leżała na podłodze była cała zakrwawiona. Wokół niej było pełno martwych ptaków. Na jej policzkach widziałem zaschniętą dróżkę łez. Brudna woda kapała na jej plecy.
-NIEEEEEEEE! - wykrzyknąłem i upadłem na ziemię.
- Ona jest dla ciebie ważna prawda?- wysyczał. - No to zagrasz ze mną?
-Kim jesteś? - zapytałem jeszcze raz. Miałem Saharę w ustach.
- Nie lubię się powtarzać. - odpowiedział.
-Ona ma być bezpieczna. - powiedziałem już cały we łzach.
-Czy to jest twoje pierwsze życzenie? - zapytał i ugryzł mnie w ucho.
Nie odpowiedziałem.
- Tak? - szepnał, a przed oczami ukazał mi się obraz mojej siostry, gdy bierze ostatni oddech, a oczy robią się szkliste i bez cienia życia zapatrzone w dal.
Kręciłem głową. W głębi duszy coś mi mówiło, by odpowiedzieć NIE. Jak trzeba być od środka zepsutym jeśli nawet w takiej sytuacji twoje sumienie mówi nie?
Teraz pokazał mi się obraz jak wynoszą ją z celi, nie, ciągną ją twarzą w dół, całkiem już zniszczoną i palą jej zimne ciałko na stosie.
- Taak- nie byłem w stanie nawet dobrze tego powiedzieć, bo od płaczu miałem już urywający się głos - ma być bezpieczna..- wychrypiałem. I to był błąd, bo jednak to co mi mówiło w duszy wiedziało jak to się skończy, a ja zostałem zwiedziony, ale jeszcze o tym nie wiedziałem i wy też jeszcze nie wiecie.
~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~
Obiecuję, że druga część (i ostatnia) pojawi się do końca tego tygodnia :D Natomiast 3 cz. Bezdomny Bang.A.P jeszcze w tym miesiącu ;) Blog się odradza. Nasze dwie zguby (Suho i Neko) też pracują nad swoimi oneshotami i rozdziałowcami, więc w najbliższym czasie może się coś pojawić ;)
Mam nadzieję, że pierwszy dzień po świętach jeszcze was nie wykończył ;) //Junsu
Dotarłem tak do siedemnastego roku życia. Zapomniałem o wszystkim. Całą moją przeszłość ukryłem w zakamaru mojego umysłu, schowałem do pudła i przykryłem kocem. Mieszkałem w jakiejś dziurze na obrzeżach miasta. Mój dzień codziennie wyglądał tak samo. Spałem do 12, bo miałem kaca. 2 tabletki przeciwbólowe. Znowu spałem. Zjadłem naleśnika. Spałem. Wieczorem impreza i od nowa. Nie miałem pieniędzy. Moje życie nic dla nikogo nie znaczyło. Powoli się wykolejałem. Nie miałem dla kogo żyć.
Pewnego dnia, po 2 piwach i kilku drinkach wyszedłem z baru. Miałem następne długi, których oczywiście nie zamierzałem uregulować. I tak nie dożyłbym dnia, w którym by mnie zbili. zanim przyjdą, ja już będę miał przygotowany sznur, a gdy wejdą moje stopy choć brudne od piachu już nie będą dotykać ziemi. Tak więc myśląc, że idę prosto tak naprawdę prawie wpadłem pod samochód. Moja noga o coś zahaczyła i upadłem na ziemię. Leżałem tak przez kilka minut lecz nagle poczułem jak ktoś mnie bierze pod ramię. Wiedziałem kto to. Tylko ta osoba by mnie podniosła, bo tej drugiej już nie ma. Chyba wam jeszcze nie wspominałem, że miałem siostrę. Znaczy nie prawdziwą, tylko po prostu ona też była sierotą. Pewnego dnia zobaczyliśmy się pod murem i wtuliliśmy się w swe ramiona, gdy inni wychodząc ze szkoły rzucali w nas ołówkami. Szliśmy w kierunku domu, w którym razem mieszkaliśmy. Ona zawsze była tym przewodnikiem. Ja nigdy nie miałem na nic sił. Jednak skręciliśmy w lewo. Dlaczego? Nasz dom jest dalej. Ręce już mnie nie trzymały. Upadłem twarzą na ziemię, ale to i tak nie bolało. "Wstawaj" ktoś powiedział, a to nie był głos mojej siostry. Podniosłem głowę. Nigdzie jej nie było. Przede mną stał jakiś koleś. Dodam, że przystojny facet. Nic mu nie brakowało. Nie miał na sobie koszulki. Miał idealnie wyrzeźbiony tors. Czarne oczy, lecz pod światłem w odcieniu czerwieni niesamowicie przyciągały. Miał bladą kredowobiałą cerę i kontrastujące z tym czarne włosy z czerwonymi końcówkami.
- Umyjcie go i przebierzcie. - powiedział tak, że miałem wrażenie iż syczy. Nikt mu nie odpowiedział, ale po chwili już ktoś mnie ciągnął tyłkiem po podłodze.
Wrzucili mnie do pokoju i zamknęli za sobą drzwi. Odwróciłem się i zobaczyłem za sobą dużą, białą wannę. Po lewej stronie stała półka z mydłami, żelami, kremami i balsamami. Choć widziałem to wszystko nie byłem jakoś bardzo wzruszony, bo przecież po co mam się cieszyć jeżeli to nie jest moje. Po chwili do pomieszczenia weszły dwie kobiety i stanęły po mojej lewej stronie. Wiedziałem po co tu są, ale tylko pokręciłem głową dając znak, że sam się umyję. One jeszcze wskazały na kosz na pranie, a obok postawiły nowe ubrania. Dlaczego one nic nie mówią? pytałem samego siebie. Gdy wyszły wskoczyłem do wanny. Po poł godzinie otuliłem się ręcznikiem i już miałem iść po ubrania, kiedy drzwi się otworzyły. Stanął w nich kredowobiały mężczyzna.
-Co do cholery jasnej?! Ja tu się przebieram! -(czułem jak mój głos cichnie)- Zboczeniec. Nieletniego chciał nago widzieć. PEDOFIL. -Jednak tego ostatniego słowa już nie było słychać. On się do mnie zbliżał. Zacisnąłem pięści na ręczniku, a on za nie złapał.
-Mam ci się pomóc ubrać?-szepnął do mojego ucha. Przełknąłem głośno ślinę.
-Nnie. -odpowiedziałem ledwie szeptem. W moich oczach już czaiły się zdradzieckie łzy, których tak nie chciałem teraz ukazywać. On się uśmiechnął spojrzał na mnie przelotnie i wyszedł. W głowie pojawił mi się obraz pokoju, do którego jak przypuszczałem miałem się udać. Po nałożeniu na siebie wszystkich warstw ruszyłem w lewo. Tam były uchylone drzwi. Nie ukrywam, że moje nogi były jak z waty, a oddech przyspieszony. Ujrzałem go jak stał tyłem do mnie i patrzył się przez okno. W odbiciu widziałem jego szeroki uśmiech. Momentalnie się do mnie odwrócił.
-Kim jesteś?- zapytałem.
-Możesz mnie nazywać jak chcesz. Mogę być kim chcesz.- odpowiedział chrapliwym głosem.
...
-Zagrajmy w złotą rybkę. -zaproponował.- Mogę zrealizować twoje trzy życzenia.
-NIE BĘDĘ Z TOBĄ GRAŁ W ZŁOTĄ, ANI ŻADNĄ INNĄ RYBKĘ!!!- wykrzyknąłem i poczułem drapanie w gardle. Czarnowłosy przekrzywił głowę. Znowu się do mnie zbliżał i położył rękę na mojej głowie. Zobaczyłem moją siostrę. Leżała na podłodze była cała zakrwawiona. Wokół niej było pełno martwych ptaków. Na jej policzkach widziałem zaschniętą dróżkę łez. Brudna woda kapała na jej plecy.
-NIEEEEEEEE! - wykrzyknąłem i upadłem na ziemię.
- Ona jest dla ciebie ważna prawda?- wysyczał. - No to zagrasz ze mną?
-Kim jesteś? - zapytałem jeszcze raz. Miałem Saharę w ustach.
- Nie lubię się powtarzać. - odpowiedział.
-Ona ma być bezpieczna. - powiedziałem już cały we łzach.
-Czy to jest twoje pierwsze życzenie? - zapytał i ugryzł mnie w ucho.
Nie odpowiedziałem.
- Tak? - szepnał, a przed oczami ukazał mi się obraz mojej siostry, gdy bierze ostatni oddech, a oczy robią się szkliste i bez cienia życia zapatrzone w dal.
Kręciłem głową. W głębi duszy coś mi mówiło, by odpowiedzieć NIE. Jak trzeba być od środka zepsutym jeśli nawet w takiej sytuacji twoje sumienie mówi nie?
Teraz pokazał mi się obraz jak wynoszą ją z celi, nie, ciągną ją twarzą w dół, całkiem już zniszczoną i palą jej zimne ciałko na stosie.
- Taak- nie byłem w stanie nawet dobrze tego powiedzieć, bo od płaczu miałem już urywający się głos - ma być bezpieczna..- wychrypiałem. I to był błąd, bo jednak to co mi mówiło w duszy wiedziało jak to się skończy, a ja zostałem zwiedziony, ale jeszcze o tym nie wiedziałem i wy też jeszcze nie wiecie.
~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~
Obiecuję, że druga część (i ostatnia) pojawi się do końca tego tygodnia :D Natomiast 3 cz. Bezdomny Bang.A.P jeszcze w tym miesiącu ;) Blog się odradza. Nasze dwie zguby (Suho i Neko) też pracują nad swoimi oneshotami i rozdziałowcami, więc w najbliższym czasie może się coś pojawić ;)
Mam nadzieję, że pierwszy dzień po świętach jeszcze was nie wykończył ;) //Junsu
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Bohaterowie: Moc=Problem?
Suga (Min YoonGi):
Moc: Telekineza
Cechy charakterystyczne: Leniwy, zabawny, często wykorzystuje swoją moc, dosyć naiwny, pewny siebie, lubi dobrą zabawę.
„Uwaga! Uh! Sorki! Krzyczałem uwaga! Nie moja wina, że
nie widzisz lecącej cegły!”
Ruki (Takanori Matsumoto)
Postać: Pół wampir
Cechy charakterystyczne: Dystyngowany, elokwentny, czasem nonszalancki*, potrafi być słodki gdy tego chce, mimo że tego po nim nie widać.
„Nie piję krwi, ale zawsze mogę zacząć… Tak, to groźba”
Lee Yuna
Moc: Telepatia (poziom 5/6)Cechy charakterystyczne: Wesoła, urocza, ale potraf pokazać "pazurki", wydaje się delikatna, ale jak ci przyłoży to nie ruszysz się przez tydzień, dla przyjaciół zrobi wszystko.
„Nawet nie wiesz że siedzę ci w głowie”
Kai (Kim JongIn)
Moc: Teleportacja
Cechy charakterystyczne: Zarozumiały, zbyt pewny siebie, uwielbiany przez dziewczyny, chłopaków, jak i ludzi dorosłych, dobrze śpiewa i tańczy, potrafi być uroczy.
„Uważaj, bo mogę właśnie stać za tobą, kiedy napalasz się na moje zdjęcie"
Park HyungSeok
Moc: Brak, bawi się iluzją (co czasem się przydaje)
Cechy charakterystyczne: Miły, zabawny, jest ulzzang'iem, pewny siebie, wszechstronny, często farbuje włosy, dobrze śpiewa i tańczy, ma kilka tatuaży, kiedy chce coś koniecznie dostać robi aegyo.
„Jestem zwykły, ale czy aby na pewno?”
Rap Monster (Mon, Kim NamJoon, Joon) ("Nowy")
Moc: Telepatia (poziom 3/6) i.....(dowiecie się później)
Cechy charakterystyczne: Pewny siebie, nonszalancki*, przekupny, posłuszny niektórym osobom, dobry aktor, dobrze tańczy, nie jest człowiekiem, ani nawet pół człowiekiem, ale poza telepatią wyróżnia go coś dużo ważniejszego...
„Uważaj, bo przeze mnie możesz stracić dech w piersiach”
---------------------------------------------------------------
Zwykła szkoła, a w niej czwórka, za chwilę piątka, osób z mocami nadprzyrodzonymi, wszyscy o nich wiedzą, jednak mają to gdzieś. Życie w miarę normalne, jednak może się to zmienić, gdy przybędzie nowa-piąta osoba, która prawdopodobnie wywoła kilka problemów.
---------------------------------------------------------------
*Nonszalancki - odznaczający się nonszalancją*, wyrażający lekceważący stosunek do otoczenia; protekcjonalny, wyniosły, arogancki
*Nonszalancja - niedbały, swobodny, bezceremonialny sposób zachowania się; lekceważący stosunek do otoczenia; dezynwoltura*
*Dezynwoltura - nadmierna swoboda w zachowaniu; nonszalancja
Mam nadzieję że tego nie zjebię :D
*Nonszalancja - niedbały, swobodny, bezceremonialny sposób zachowania się; lekceważący stosunek do otoczenia; dezynwoltura*
*Dezynwoltura - nadmierna swoboda w zachowaniu; nonszalancja
Mam nadzieję że tego nie zjebię :D
Suho
wtorek, 9 grudnia 2014
praca
Hej :D Poszukuję osób chętnych do pracy jako konsultant w firmie Oriflame, a oto kilka informacji:
Współpracuję z Oriflame i aktualnie szukam paru osób do promowania internetowego sklepu z kosmetykami i suplementami diety. Jest to praca na tylko parę godzin w miesiącu początkowo zarobki to 500 zł i więcej , kilka godzin pracy w tygodniu, mile widziane osoby które mają inne zajęcia, proponuję spotkanie informacyjne organizowane przez internet, oczywiście niezobowiązujące, jak chcesz mogę ci o wszystkim opowiedzieć :D
Osoby chętne proszę o dodanie komentarza z adresem e-mail lub facebooka. :D naprawdę zapraszam ;)
Współpracuję z Oriflame i aktualnie szukam paru osób do promowania internetowego sklepu z kosmetykami i suplementami diety. Jest to praca na tylko parę godzin w miesiącu początkowo zarobki to 500 zł i więcej , kilka godzin pracy w tygodniu, mile widziane osoby które mają inne zajęcia, proponuję spotkanie informacyjne organizowane przez internet, oczywiście niezobowiązujące, jak chcesz mogę ci o wszystkim opowiedzieć :D
Osoby chętne proszę o dodanie komentarza z adresem e-mail lub facebooka. :D naprawdę zapraszam ;)
poniedziałek, 3 listopada 2014
Przepraszamy! Zawieszamy bloga :(
Niestety musimy zawiesić bloga, ponieważ nie mamy czasu na pisanie, gdyż mamy ostatnio multum nauki :( Postaramy się wrócić jak najszybciej, dla osób które nas czytają albo czekają na nowe części opowiadań lud nowe oneshoty :)
niedziela, 5 października 2014
Moglibyśmy być razem...
Autor: Neko
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Jeszcze tylko jeden zakręt i będę, jeszcze tylko parę minut. I znów tam będę, tylko ja i nikt więcej. Nie będzie Jego...
Nie będzie człowieka, który mnie tak okropnie skrzywdził... Człowieka, który złamał mi serce. Który obiecał wierność... Miłość... Wspólne życie...
Mieliśmy być szczęśliwi, mieć dużo dzieci, mieliśmy plany... A On? A On to wszystko zniszczył w parę minut.
Mieliśmy się spotkać, spędzić razem popołudnie. Mieliśmy pójść do kawiarni, wypić kawę, zjeść ciasto. A zamiast tego widziałam jak całował się z jakąś lafiryndą na tyłach kafejki. Jak tylko to zobaczyłam...
Uciekłam.
Nie mogłam tam zostać. Nie wytrzymałabym tego, mam nadzieje że mnie nie zauważył, że nie biegnie za mną.
Jestem... Dobiegłam... Nasz klif... Tyle wspaniałych wspomnień, nasza pierwsza randka, nasz pierwszy pocałunek.
A teraz... A teraz stoję na krawędzi i chcę skoczyć.
Nie potrafię bez niego żyć. Bez niego to nie będzie to samo. Życie bez niego nie ma sensu.
Zrobię to. Teraz. Skończę swoje życie.
Zrobiłam to. Skoczyłam.
~~
Widziałem Ją. Widziała mnie. Wiem, że nie powinienem, ale to było silniejsze ode mnie. Ja po prostu nie jestem stworzony do dłuższych związków. Ale... Ale kocham ją i nie wybaczę sobie jeśli jej się coś stanie.
Pobiegłem za nią.
Zostawiając dziewczynę z którą się całowałem.
Dobiegłem.
Widzę Ją stoi na krawędzi klifu i wygląda jakby chciała.... skoczyć... Krzyczę, żeby tego nie robiła.
Zauważyła mnie...
Ostatnie słowa jakie do mnie powiedziała to....
"Przepraszam... Jonghyun..."
Zacząłem krzyczeć, panikować, chciałem skoczyć, ale coś mnie powstrzymało...
Nie skoczyłem.
Od tego zdarzenia minęło pięćdziesiąt lat, a ja... a ja jestem sam... na łożu śmierci. Nie założyłem rodziny, z nikim się więcej nie spotykałem, nie całowałem.
To już mój koniec.
Widzę ją jak stoi i na mnie czeka, a ja nie mogę się doczekać, aż znowu będę mógł ją przytulić, wszystko wytłumaczyć.
Widzę ją coraz wyraźniej... Już jest przy mnie... I mnie przytula, a ja... a ja.... Umarłem...
-------------
O to taki mały one shot. Mój pierwszy >.< Mam nadzieje że się wam spodoba xD
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Jeszcze tylko jeden zakręt i będę, jeszcze tylko parę minut. I znów tam będę, tylko ja i nikt więcej. Nie będzie Jego...
Nie będzie człowieka, który mnie tak okropnie skrzywdził... Człowieka, który złamał mi serce. Który obiecał wierność... Miłość... Wspólne życie...
Mieliśmy być szczęśliwi, mieć dużo dzieci, mieliśmy plany... A On? A On to wszystko zniszczył w parę minut.
Mieliśmy się spotkać, spędzić razem popołudnie. Mieliśmy pójść do kawiarni, wypić kawę, zjeść ciasto. A zamiast tego widziałam jak całował się z jakąś lafiryndą na tyłach kafejki. Jak tylko to zobaczyłam...
Uciekłam.
Nie mogłam tam zostać. Nie wytrzymałabym tego, mam nadzieje że mnie nie zauważył, że nie biegnie za mną.
Jestem... Dobiegłam... Nasz klif... Tyle wspaniałych wspomnień, nasza pierwsza randka, nasz pierwszy pocałunek.
A teraz... A teraz stoję na krawędzi i chcę skoczyć.
Nie potrafię bez niego żyć. Bez niego to nie będzie to samo. Życie bez niego nie ma sensu.
Zrobię to. Teraz. Skończę swoje życie.
Zrobiłam to. Skoczyłam.
~~
Widziałem Ją. Widziała mnie. Wiem, że nie powinienem, ale to było silniejsze ode mnie. Ja po prostu nie jestem stworzony do dłuższych związków. Ale... Ale kocham ją i nie wybaczę sobie jeśli jej się coś stanie.
Pobiegłem za nią.
Zostawiając dziewczynę z którą się całowałem.
Dobiegłem.
Widzę Ją stoi na krawędzi klifu i wygląda jakby chciała.... skoczyć... Krzyczę, żeby tego nie robiła.
Zauważyła mnie...
Ostatnie słowa jakie do mnie powiedziała to....
"Przepraszam... Jonghyun..."
Zacząłem krzyczeć, panikować, chciałem skoczyć, ale coś mnie powstrzymało...
Nie skoczyłem.
Od tego zdarzenia minęło pięćdziesiąt lat, a ja... a ja jestem sam... na łożu śmierci. Nie założyłem rodziny, z nikim się więcej nie spotykałem, nie całowałem.
To już mój koniec.
Widzę ją jak stoi i na mnie czeka, a ja nie mogę się doczekać, aż znowu będę mógł ją przytulić, wszystko wytłumaczyć.
Widzę ją coraz wyraźniej... Już jest przy mnie... I mnie przytula, a ja... a ja.... Umarłem...
-------------
O to taki mały one shot. Mój pierwszy >.< Mam nadzieje że się wam spodoba xD
I ma do was prośbę, żebyście komentowali, chociaż jedno słowo bo to strasznie motywuje :D
Neko :*
Jezu! Neko to było... było... agsdfghygh xD To jest piękne <3 - Suho
sobota, 27 września 2014
Ja + 12 Świrów = ? cz.4
Już podczas pierwszej sceny zakrywałam oczy rękoma. Tao i Sehun spojrzeli na mnie w tym samym momencie. Zboczona tęcza już chciała mnie objąć ramieniem i przesunąć tak, bym mogła się w niego wtulić, jednak przerśnięta panda była szybsza.
Przez resztę filmu, jak i wieczoru, gdy tylko pojawiało się coś strasznego chowałam głowę w ramię wielkoluda. Xiumin patrzył podejrzliwie na moją "poduszkę".
Jakoś po trzecim filmie odleciałam, nie wiem jak mi się to udało. Obudziłam się około 3 rano w ciemnej sypialni, mojej nowej ciemnej sypialni. Jak ja się tu znalazłam, przecież dobrze pamiętam, że zasypiałam w salonie.
- Jeny! Jak ty ciemno! Aish, gdzie mój telefon? - Wymacałam urządzenie na półce obok łóżka. - Co? Rozładował się? Cholera!
Już wiem! Wstałam ostrożnie z mego łoża (xD) i podeszłam do drzwi łazienki. Weszłam do środka i jak najszybciej zapaliłam światło. "Nareszcie jasno! Ja ich kiedyś zabiję za te filmy!" - Pomyślałam i ruszyłam w stronę pokoju Tao, bo jest najbliżej i zna sztuki walki, to tylko dlatego. Zapukałam i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że jak taka kretynka pukam do niego z łazienki.
Wrota otworzył mi zaspany chłopak.
- Jest wpół do czwartej rano, o co chodzi? - Zapytał na wpół przytomny Tao.
Połączenie śpiącej, ale zdziwionej miny z roztrzepanymi na wszystkie strony włosami wygląda u niego naprawdę uroczo.
- Tak wiem, ale to wszystko przez was Oppa. - Zrobiłam minkę zbitego psiaka. - Przez te filmy śnią mi się koszmary! I mam pytanko: Oppa mogę dzisiaj z Tobą spać? - Zrobiłam czy kota ze Shrek'a. Nie może mi odmówić! Jak powie że nie, to śpię w łazience, w wannie i to przy zapalonym świetle.
- Aish. Chincha? - Chyba nie jest zadowolony z tego co powiedziałam. - Chodź, tylko ani słowa Minseok'owi, bo Hyung mnie zabije jak się dowie. - Pokazał ręką bym weszła.
Podeszłam od razu do łóżka i położyłam się z jednej strony, chłopak poszedł z drugiej i również się położył. Przykryliśmy się kołdrą i już prawie zasypiałam, gdy nagle poczułam ręce obejmujące mnie w talii i przyciągające do właściciela owych ramion.
- Co ty... - Zaczęłam, ale przerwano mi.
- Mówiłaś, że śnią ci się koszmary, a tak będziesz się czuła bezpieczniej. A poza tym nie umiem zasnąć, gdy czegoś nie przytulam, a ty śpisz na mojej poduszce, którą zawsze przytulam.
Po kilku minutach już odleciałam w krainę sennych marzeń.
Rano, przez okno w pokoju wpadało bardzo nieprzyjemne, jasne światło. Nie ma mowy, nie wstaję, jest mi za wygodnie. Położyłam się twarzą do poduchy i zakryłam się szczelniej kołdrą. Już prawie udało mi się znowu zasnąć, ale ktoś musiał zapukać do drzwi. Chwila ciszy i kolejne trzy stuknięcia i tak chyba jeszcze z trzy razy. Myślałam, że osoba po drugiej stronie ściany odpuściła, jednak myliłam się. Zaraz po ostatnim uderzeniu w drzwi tajemniczy ktoś nacisnął klamkę. Postanowiłam udawać, że nadal śpię.
- Pora wstać, koniom wody dać! Budzę cię już od godziny, a ty tu... - Po głosie poznałam, że to Chanyeol, z początku krzyczał, ale skończył prawie szepcząc. Zupełnie jakby był czymś zdziwiony, ale czym?
Mmmm, tu jest tak ciepło, chyba dalej będę udawać.
Udało mi się, chłopak wyszedł z pokoju, a ja wróciłam do poprzedniej czynności, czyli próby zaśnięcia. Jednak mój spokój nie trwał długo, chwilę po opuszczeniu pomieszczenia wcześniej wspomniany przyszedł z Che'em i Baekhyun'em. Ja dalej się nie ruszałam, jedynie wsłuchiwałam się o czym szepcze tamta trójka.
- Nieźle! Ale Xiu będzie zły! - Powiedział trochę zbyt głośno roześmiany Chen.
- Ciszej bądź, idioto! - Krzyknął szeptem Yeol.
- No raczej, że będzie i biedny Tao chyba tego nie przeżyje. - Zaśmiał się Baek.
Czekajcie! Tao? Momentalnie przypomniało mi się wszystko i jak oparzona wyskoczyłam z łóżka, budząc przy tym śpiącą Pandę, która niezbyt ogarnia całą sytuację.
Patrzyłam na wszystkich wzrokiem przerażonego królika, a nasi "fotoreporterzy" stali w milczeniu, jakby ich zamroziło.
W mgnieniu oka wyrwałam telefony otępionej trójce i wybiegłam z pomieszczenia, kierując się do swojego pokoju. Gdy tylko znalazłam się w środku prze kluczyłam zamek, by reszta się tu nie dostała.
Pierwsze urządzenie należało do Baekhyun'a, na szczęście nie zdążyło sie zablokować, więc szybko usunęłam zdjęcia, to samo stało się z telefonem Chanyeol'a. Niestety ten należący do Chen'a zdążył się zablokować, w tej chwili ktoś zaczął mocno uderzać w drzwi.
- Yah! Otwieraj! Oddaj te telefony! - Chen zaczął krzyczeć po drugiej stronie.
- O ile podasz mi pin do swojego telefonu!
- Aish! Chincha? 5555 - Powiedział lekko zażenowany.
- Serio Oppa? Czy te piątki ci się nie mylą? - Wybuchnęłam głośnym śmiechem, jednak po chwili się uspokoiłam i usunęłam zdjęcia.
Otworzyłam drzwi za którymi, stała już dość zła trójka, czekając na swoje "dzieci". Już zbliżałam rękę, by dać im urządzenia, ale w ostatniej chwili cofnęłam dłoń, a Beak wytrzeszczył na mnie swe oczy.
- Pod jednym warunkiem. - Zagroziłam. - Ani słowa Xiumin'owi, a poza tym to nie było to co myślicie.
- Arasso. - Powiedzieli chórkiem ze spuszczonymi głowami i już wyciągali ręce po telefony.
- A i widziałam pewne ciekawe zdjęcia... - Uśmiechnęłam się słodko, na tą wiadomość wszyscy wytrzeszczyli oczy. Tak naprawdę to nic nie widziałam, ale muszę ich trochę postraszyć.
- Aish! Ty mała, wredna... - Zaczął Chanyeol, ale przerwała mu osoba idąca w naszą stronę.
- D.O kazał wam przyjść w końcu na śniadanie. O cześć Yuki. - Lulu uśmiechnął się do mnie. - I jak twój palec? Naprawdę nie chciałem puścić w tedy ciepłej wody! Mianhe.
- Nic się nie stało i już jest dobrze. - Pozostała trójka już poszła na dół, więc staliśmy sami na korytarzu.
- Chodź na śniadanie. - Już chciał pociągnąć mnie za rękę i zaprowadzić do jadalni.
- Czekaj chwilę, muszę się ubrać, a ty idź obudź jeszcze Tao. Jak go obudzisz to na mnie poczekaj.
- Okay. - I ruszył do pokoju obok mojego.
Szybko założyłam jeansowe rurki i białą koszulkę z nadrukiem... pandy? To ja mam taką bluzkę?
No dobra, nie ważne. Luhana'a nie był na korytarzu, czyli nie obudził jeszcze śpiącej, przerośniętej pandy.
Podeszłam do drzwi i uchyliłam je. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale udało mi się opanować i weszłam do środka. Widok był przezabawny...
-------------------------------------------
Dawno nie było żadnej części, ale nareszcie udało mi się skończyć przepisywać tą część ^^ Zaczęłam około 3 tygodnie temu xD Mam nadzieję że się podoba ^^
Przez resztę filmu, jak i wieczoru, gdy tylko pojawiało się coś strasznego chowałam głowę w ramię wielkoluda. Xiumin patrzył podejrzliwie na moją "poduszkę".
Jakoś po trzecim filmie odleciałam, nie wiem jak mi się to udało. Obudziłam się około 3 rano w ciemnej sypialni, mojej nowej ciemnej sypialni. Jak ja się tu znalazłam, przecież dobrze pamiętam, że zasypiałam w salonie.
- Jeny! Jak ty ciemno! Aish, gdzie mój telefon? - Wymacałam urządzenie na półce obok łóżka. - Co? Rozładował się? Cholera!
Już wiem! Wstałam ostrożnie z mego łoża (xD) i podeszłam do drzwi łazienki. Weszłam do środka i jak najszybciej zapaliłam światło. "Nareszcie jasno! Ja ich kiedyś zabiję za te filmy!" - Pomyślałam i ruszyłam w stronę pokoju Tao, bo jest najbliżej i zna sztuki walki, to tylko dlatego. Zapukałam i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że jak taka kretynka pukam do niego z łazienki.
Wrota otworzył mi zaspany chłopak.
- Jest wpół do czwartej rano, o co chodzi? - Zapytał na wpół przytomny Tao.
Połączenie śpiącej, ale zdziwionej miny z roztrzepanymi na wszystkie strony włosami wygląda u niego naprawdę uroczo.
- Tak wiem, ale to wszystko przez was Oppa. - Zrobiłam minkę zbitego psiaka. - Przez te filmy śnią mi się koszmary! I mam pytanko: Oppa mogę dzisiaj z Tobą spać? - Zrobiłam czy kota ze Shrek'a. Nie może mi odmówić! Jak powie że nie, to śpię w łazience, w wannie i to przy zapalonym świetle.
- Aish. Chincha? - Chyba nie jest zadowolony z tego co powiedziałam. - Chodź, tylko ani słowa Minseok'owi, bo Hyung mnie zabije jak się dowie. - Pokazał ręką bym weszła.
Podeszłam od razu do łóżka i położyłam się z jednej strony, chłopak poszedł z drugiej i również się położył. Przykryliśmy się kołdrą i już prawie zasypiałam, gdy nagle poczułam ręce obejmujące mnie w talii i przyciągające do właściciela owych ramion.
- Co ty... - Zaczęłam, ale przerwano mi.
- Mówiłaś, że śnią ci się koszmary, a tak będziesz się czuła bezpieczniej. A poza tym nie umiem zasnąć, gdy czegoś nie przytulam, a ty śpisz na mojej poduszce, którą zawsze przytulam.
Po kilku minutach już odleciałam w krainę sennych marzeń.
Rano, przez okno w pokoju wpadało bardzo nieprzyjemne, jasne światło. Nie ma mowy, nie wstaję, jest mi za wygodnie. Położyłam się twarzą do poduchy i zakryłam się szczelniej kołdrą. Już prawie udało mi się znowu zasnąć, ale ktoś musiał zapukać do drzwi. Chwila ciszy i kolejne trzy stuknięcia i tak chyba jeszcze z trzy razy. Myślałam, że osoba po drugiej stronie ściany odpuściła, jednak myliłam się. Zaraz po ostatnim uderzeniu w drzwi tajemniczy ktoś nacisnął klamkę. Postanowiłam udawać, że nadal śpię.
- Pora wstać, koniom wody dać! Budzę cię już od godziny, a ty tu... - Po głosie poznałam, że to Chanyeol, z początku krzyczał, ale skończył prawie szepcząc. Zupełnie jakby był czymś zdziwiony, ale czym?
Mmmm, tu jest tak ciepło, chyba dalej będę udawać.
Udało mi się, chłopak wyszedł z pokoju, a ja wróciłam do poprzedniej czynności, czyli próby zaśnięcia. Jednak mój spokój nie trwał długo, chwilę po opuszczeniu pomieszczenia wcześniej wspomniany przyszedł z Che'em i Baekhyun'em. Ja dalej się nie ruszałam, jedynie wsłuchiwałam się o czym szepcze tamta trójka.
- Nieźle! Ale Xiu będzie zły! - Powiedział trochę zbyt głośno roześmiany Chen.
- Ciszej bądź, idioto! - Krzyknął szeptem Yeol.
- No raczej, że będzie i biedny Tao chyba tego nie przeżyje. - Zaśmiał się Baek.
Czekajcie! Tao? Momentalnie przypomniało mi się wszystko i jak oparzona wyskoczyłam z łóżka, budząc przy tym śpiącą Pandę, która niezbyt ogarnia całą sytuację.
Patrzyłam na wszystkich wzrokiem przerażonego królika, a nasi "fotoreporterzy" stali w milczeniu, jakby ich zamroziło.
W mgnieniu oka wyrwałam telefony otępionej trójce i wybiegłam z pomieszczenia, kierując się do swojego pokoju. Gdy tylko znalazłam się w środku prze kluczyłam zamek, by reszta się tu nie dostała.
Pierwsze urządzenie należało do Baekhyun'a, na szczęście nie zdążyło sie zablokować, więc szybko usunęłam zdjęcia, to samo stało się z telefonem Chanyeol'a. Niestety ten należący do Chen'a zdążył się zablokować, w tej chwili ktoś zaczął mocno uderzać w drzwi.
- Yah! Otwieraj! Oddaj te telefony! - Chen zaczął krzyczeć po drugiej stronie.
- O ile podasz mi pin do swojego telefonu!
- Aish! Chincha? 5555 - Powiedział lekko zażenowany.
- Serio Oppa? Czy te piątki ci się nie mylą? - Wybuchnęłam głośnym śmiechem, jednak po chwili się uspokoiłam i usunęłam zdjęcia.
Otworzyłam drzwi za którymi, stała już dość zła trójka, czekając na swoje "dzieci". Już zbliżałam rękę, by dać im urządzenia, ale w ostatniej chwili cofnęłam dłoń, a Beak wytrzeszczył na mnie swe oczy.
- Pod jednym warunkiem. - Zagroziłam. - Ani słowa Xiumin'owi, a poza tym to nie było to co myślicie.
- Arasso. - Powiedzieli chórkiem ze spuszczonymi głowami i już wyciągali ręce po telefony.
- A i widziałam pewne ciekawe zdjęcia... - Uśmiechnęłam się słodko, na tą wiadomość wszyscy wytrzeszczyli oczy. Tak naprawdę to nic nie widziałam, ale muszę ich trochę postraszyć.
- Aish! Ty mała, wredna... - Zaczął Chanyeol, ale przerwała mu osoba idąca w naszą stronę.
- D.O kazał wam przyjść w końcu na śniadanie. O cześć Yuki. - Lulu uśmiechnął się do mnie. - I jak twój palec? Naprawdę nie chciałem puścić w tedy ciepłej wody! Mianhe.
- Nic się nie stało i już jest dobrze. - Pozostała trójka już poszła na dół, więc staliśmy sami na korytarzu.
- Chodź na śniadanie. - Już chciał pociągnąć mnie za rękę i zaprowadzić do jadalni.
- Czekaj chwilę, muszę się ubrać, a ty idź obudź jeszcze Tao. Jak go obudzisz to na mnie poczekaj.
- Okay. - I ruszył do pokoju obok mojego.
Szybko założyłam jeansowe rurki i białą koszulkę z nadrukiem... pandy? To ja mam taką bluzkę?
No dobra, nie ważne. Luhana'a nie był na korytarzu, czyli nie obudził jeszcze śpiącej, przerośniętej pandy.
Podeszłam do drzwi i uchyliłam je. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale udało mi się opanować i weszłam do środka. Widok był przezabawny...
-------------------------------------------
Dawno nie było żadnej części, ale nareszcie udało mi się skończyć przepisywać tą część ^^ Zaczęłam około 3 tygodnie temu xD Mam nadzieję że się podoba ^^
Suho :D
czwartek, 25 września 2014
Bezdomny Bang.A.P cz.2
… Zaczynam
wrzeszczeć i zataczam się do tyłu. Wpadam na balustradę, a głową uderzam w
lampę – będzie siniak.
-Auuuć. – Pocieram bolące miejsce na głowie. Po chwili znów zerkam na nieznajomego. Przez mrok widzę, że usiadł na kanapie i bacznie przygląda się temu, co przed chwilą zaszło, czyli jak zrobiłam z siebie durnia.
-No dobra, teraz możesz mi podziękować i sobie pięknie odejść. – Szybko oznajmiłam. On, gdy to usłyszał szybko się rozejrzał, jakby dopiero teraz zauważył gdzie jest. Zrzucił z siebie wszystkie warstwy koców i spróbował wstać, po czym szybko złapał się za głowę i znów usiadł, lecz tym razem na podłodze. Nie wiedziałam, co zrobić. Może mu pomóc? Dwudziesto kilku latek spróbował jeszcze raz, ale nic z tego. Nawet go rozumiem, no wiecie gdyby mi się przytrafiło to, co jemu, to bym pewnie leżała w szpitalu ze wstrząsem mózgu. Zacisnęłam ręce w pięści i szybko do niego podbiegłam. Pomogłam mu wstać, po czym ruszyliśmy w kierunku drzwi do… środka. Żółwim tempem dotarliśmy do stołu. Posadziłam go na jednym z dość wygodnych krzeseł i ruszyłam do kuchni. Co ja zrobiłam? Obcy facet w domu – Koreańczyk, ranny OMG. Zaparzyłam herbatę (Mam nadzieję, że lubi) i wróciłam do salonu. Postawiłam kubek przed nim tak by wiedział, że to dla niego, skinął głową. Usiadłam naprzeciwko niego, lecz nie odważyłam się na niego spojrzeć, więc mój wzrok błądził po gładkim stole. Minęło 5 minut i żaden z nas się nie odezwał. Wiedziałam, że nie jestem w stanie z nim rozmawiać, więc znów wstałam i ruszyłam w kierunku schodów, weszłam na górę. Czułam jego wzrok na sobie, a w powietrzu zdziwienie. Rzuciłam krótkie dobranoc i zamknęłam drzwi do pokoju. Jutro rano go nie będzie- takie były moje przypuszczenia.
~~~~~~~~~~```~~~~~~~~~~
7:30 Sobota – tak twierdzi mój budzik. Nakładam kapcie i schodzę na dół do kuchni. Otwieram lodówkę i wyciągam jogurt naturalny. Na półce leżą borówki (je też biorę) i otręby. Wszystko wrzucam do miski i mieszam. Zdrowe śniadanko. Nalewam wrzątek do filiżanki z kawą, nie używam mleka, ani cukru – gorzka najlepsza. Siadam przy stole, włączam telewizor na kanale z wiadomościami. Po 5-ciu minutach już wszystko zostało zjedzone. Teraz trzeba się umyć. Przechodzę obok kanapy i się potykam upadając na coś miękkiego. Ugh czy to mnie musi się zawsze coś takiego zdarzyć?
-Czy mogłabyś ze mnie zejść? – Pyta jakiś głos i dopiero wtedy przypomina mi się cała noc. Szybko podnoszę się na nogi i przepraszam poszkodowanego przeze mnie mężczyznę, on tylko się śmieje, po czym mówi, że nic się nie stało. Jestem cała czerwona na policzkach, co znowu wywołuje na jego twarzy szeroki uśmiech, który jest niesamowicie piękny i pociągający. Zostałam burakiem.
-Myślałam, że dzisiaj już ciebie tutaj nie będzie. – Powiedziałam łapiąc się za kark. Momentalnie zmienił wyraz twarzy. Dotarło do mnie jak to musiało zabrzmieć, więc od razu się spytałam, czy nie chce czegoś do jedzenia lub do picia. Nie odpowiedział. Wydawało się, że nad czymś myśli. Odwróciłam się i spojrzałam do lodówki. Co by tu… naleśniki? Nie chciałam tam szybko wracać, więc uznałam, że to bardzo dobry pomysł, a sobie też jednego zrobię. Usmażyłam cztery i zaniosłam na stół. Nieznajomy siedział na kanapie ze spuszczoną głową. Przez chwilę się mu przyglądałam, po czym oznajmiłam, że śniadanie gotowe. Zaszłam jeszcze po dżem, cukier, jogurt naturalny… i po nutellę. Gdy wróciłam, ten już nakładał sobie pierwszego naleśnika na talerz. Na mojej twarzy zagościł lekki uśmieszek. Usiadłam naprzeciwko niego i sięgnęłam po nutellę w tym samym czasie, co on. Obydwoje się roześmialiśmy. Czekolada wygrała.
Koleś wpierdzielał już 3-go naleśnika, a ja jednego nie mogłam skończyć, ale dobrze, że mu smakuje.
- Jak masz na imię? – Spytał się trochę niepewnie.
-Jon, znaczy Jonna. A ty? – Ja też byłam ciekawa.
- Bang. Bang Yong Guk. – Odpowiedział. – Chyba jestem trochę starszy od ciebie.
- Mam 20 lat. Nie wyglądasz na starszego. – Wyparowałam.
- Tutaj nikt nie wygląda odpowiednio na swój wiek. Ja mam 24. – Powiedział.
- Teraz powinnam się do ciebie zwracać formalnie… - zaczęłam
- Nie. Wcale tego nie chcę. – Przerwał mi.
- I nie miałam zamiaru. – Dodałam. Uniósł brwi. - U mnie w kraju się tego nie robi, jeśli jest tak mała różnica wieku i to jeszcze jak jest się tak młodym. Musisz mi to wybaczyć, ale jest to na twoją korzyść, gdyż gdybym się do ciebie zwracała formalnie, biorąc pod uwagę także mój kraj i jego tradycje to w oczach moich rówieśników wyglądałoby to tak jakbyś był o dziesięć lat ode mnie starszy lub osobą wyższą rankingiem np., jeśli chodzi o pracę. – Zakończyłam. Przez pewien czas był poważny, lecz po kilku sekundach nie wytrzymał i znów się roześmiał. Cóż za wesoła osóbka jak na tyle wrażeń. Ma piękny eyesmile.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz? – Zapytał.
…Niezręczna sytuacja. Odchrząknęłam i powiedziałam. – Chciałbyś się umyć? No wiesz, we włosach masz pełno błota, a koszulka poplamiona jest twoją krwią. Jak chcesz to jakąś swoją mogę wygrzebać rozmiaru XXL.
- Nie noszę takiego rozmiaru i ty też. – Odpowiedział.
- Mam taką jedną, nosiłam ją tylko raz na zjeździe. Użyłam jej, jako koszulę nocną. A jeśli chodzi o ciebie, to lepiej mieć za dużą jak za małą lub zakrwawioną. Zresztą wcale nie wygląda jak szmata, tylko jest czarna z Nowym Yorkiem, nawet na mnie dobrze wyglądała.
- Dobra, zrozumiałem. Może być- Oznajmił.
- Ja tylko proponuję ci twój piękny wizerunek. Łazienka jest w tym korytarzyku od razu po lewej. Miłej kąpieli życzę. – Odpowiedziałam. Wstał a ja wskazałam na drzwi, o które mi chodziło, po czym klepnęłam go w plecy, by szedł dalej. Gdy to zrobiłam na chwilę przystanął, po czym znowu ruszył, trochę szybszym krokiem. Wzruszyłam ramionami i poszłam po swoje ubrania oraz po koszulkę dla Banga.
~~~~~~
Gdy skończył się myć, a zrobił to bardzo szybko (ja tak nie potrafię) przez uchylone drzwi podałam mu górę od ubrania. Wyszedł po dwóch minutach. Miał mokre, czarne włosy i piękną, lśniącą skórę, tej samej barwy, co moja. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Poskładał ręcznik i położył go na kanapie, po czym spojrzał w moją stronę. Od razu się odwróciłam i zamknęłam w łazience. Niechcący przegryzłam sobie język. Nie mogę uwierzyć, że na mnie to działa. Nigdy bym nie pomyślała, że jestem jedną z tych, co ślini się na widok przystojnego faceta, a jednak. Weszłam pod prysznic i zaczęłam nucić jedną z moich ulubionych piosenek- I’m a born Singer*.
-Nie jestem tego taki pewien. – Usłyszałam wychodząc z parującego pomieszczenia.
-Ale czego? – Zapytałam.
-I’m a born Singer? – Zapytał.
Niemożliwe. On nie mógł… Nieeeeee! Nigdy nie byłam dobrą piosenkarką. Jak byłam mała, to nawet do chórku kościelnego mnie wziąć nie chcieli. I znowu jestem burakiem. Chciałam zmienić temat, więc od razu przeszłam do rzeczy i zadałam pytanie, na które odpowiedź chciałam wiedzieć już na samym początku.
- Gdzie mieszkasz? – A oto ono.
Zacisnął szczękę i zwiesił głowę.
- Muszę już iść. – Odpowiedział. Wziął zakrwawioną bluzkę i ruszył w kierunku drzwi. Poszłam za nim i je otworzyłam bacznie się mu przyglądając. Wychodząc nawet się nie pożegnał. Nagle na końcu ulicy pojawili się jacyś ludzie. Od razu rozpoznałam tych durniów z wczorajszego dnia. Prędko spojrzałam na Banga. W tej samej sekundzie on mocno zacisnął pięść. Wytrzeszczyłam oczy. Już chciałam coś powiedzieć, gdy ten pewnym krokiem ruszył przed siebie, zostawiając mnie samą w oszołomieniu. Nic na to nie mogłam poradzić. Zamknęłam drzwi na klucz i osunęłam się na podłogę.
~~~~~~
Jestem w mieście i robię zakupy. Wyczyściłam całą lodówkę, a głodować nie chcę. Przestałam myśleć o nieznajomym, choć było to dość trudne. Stoję przy kasie. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tylu zer na paragonie. Ukłoniłam się i wyszłam z budynku, ruszając w kierunku parku. Kupiłam wszystkie rzeczy potrzebne do jednoosobowego pikniku.
~~~~~~
Jeszcze nigdy nie byłam tak najedzona. Siedzę tu już od trzech godzin i ciągle coś podjadam z koszyka, patrząc na bawiące się dookoła dzieci. Trzeba się zbierać. Po drodze robię jeszcze kilka zdjęć swoim aparatem wciąż zmierzając w kierunku metra. Zaczyna się ściemniać. Skręcając w następną uliczkę widzę ogromne zbiorowisko ludzi. Jak większość podchodzę, by sprawdzić, co się dzieje. Jest tam już policja. Do samochodu wsiada kilka chłopaków w moim wieku. Do drugiego auta wsadzają czwartego i nagle zamieram. Przepycham się przez ludzi w kierunku władzy. Podchodzi do mnie jeden z nich tłumacząc bym wróciła za żółtą taśmę. Kręcę głową i wyjaśniam, że nie będzie potrzeby zabierać tej osoby na komisariat, bo ja za nią odpowiadam. Policjant unosi brew. Jeszcze przez chwilę rozmawiamy. Podpisuję jakieś papiery. W końcu kiwa głową i krzyczy coś do swoich ludzi. Odwraca się i popycha w moją stronę człowieka, który ma spuchnięte oko i rozciętą wargę. Patrzy na mnie z nienawiścią, ale gdy ruszam idzie za mną. Kupuję bilety na pociąg. Przez całą drogę powrotną się do siebie nie odzywamy. Wchodzimy do domu. Każę mu usiąść na kanapie. Ten wciąż się nie odzywa. Idę po coś do odkażenia ran i zabieram się do pracy. On odwraca głowę dając mi do zrozumienia, że nie chce mojej pomocy. Na siłę przykładam mu wacik do twarzy, a on łapie mnie za rękę i ją odrzuca. Ciskam w niego butelką z wodą utlenioną nic nie rozumiejąc i się wydzieram. Osuwam się na podłogę. Nie wiem, dlaczego on tyle dla mnie znaczy, nie rozumiem tego. Z oczu płyną mi łzy. Chwytam się palcami moich włosów i odwracam się do niego plecami.
-Nie mam domu, rozumiesz?!- Wykrzykuje. Otwieram szeroko oczy. Coraz więcej łez.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?! – Gwałtownie się odwracam. – Wiesz jak ja się teraz czuję?! Uwierz, że na prawdę podle. Trzeba było tylko powiedzieć. Wiesz, jakie miałbyś kłopoty, gdyby mnie tam nie było?! – Jestem załamana.
- Ja z tym żyję przez cały czas! To nie jest żadna nowość! I nie oczekuję od ciebie żadnego współczucia! – Wykrzykuje.
Spoglądam na jego pocięte ręce. Co on jeszcze w sobie ukrywa? Dlaczego ci ludzie tak go ranią? Mógłby trafić do więzienia. Gdy zobaczyłam tamtych ludzi. Nie wiecie jak wyglądali, w jakim byli stanie, co mieli w rękach. Dlaczego chcieli go zabić? Co tu się dzieje?!
- Przepraszam. – Odpowiadam, bo wiem, że moje histeria mu nie pomoże. – Wiesz, że możesz tu zostać. –Wypalam. Nie mam sił i on też. Dłużej nie wytrzymam. – Coś wymyślimy, będzie dobrze. – Wstaję. Patrzę w kierunku łazienki, potem znów na Banga. Wskazuję na znane mu już drzwi, po czym ruszam w kierunku schodów.
- Kim oni są? - Pytam wciąż jednak ciekawa. Boję się odpowiedzi, ale jej nie uzyskuję. Wchodzę na górę i słyszę zamykające się z trzaskiem drzwi na dole. Jestem wykończona.
~~~~~~~~~~~````~~~~~~~~~~~~
Następny dzień. Wczoraj przez resztę dnia siedziałam w swoim pokoju. Schodzę do salonu i widzę Banga śpiącego na kanapie. Umył się, lecz rany wciąż nie są odkażone. W tej samej chwili się budzi i patrzy na mnie. Siada w pionie oczekując mojego przyjścia. Na stole leżą waciki i woda utleniona. Sięgam po nie i robię to, co chciałam zrobić wczoraj. Tym razem się nie opiera. Bandażem okręcam mu lewą dłoń, która jest całkiem poharatana od środka. Mówię mu, że bez lekarza się nie obejdzie, na co kiwa głową.
-Nie przyjmuję odmowy mojej wczorajszej propozycji. –Mówię, na co on zaciska usta.
-Nie oczekuję żadnej zapłaty za mieszkanie. Jedynie przekażę ci moje obowiązki związane z domem typu: sprzątanie, gotowanie. Tego też nie możesz odrzucić- dodaję. -Dzisiaj jedziemy do szpitala, na co już się zgodziłeś. Potem zajedziemy do sklepu po ubrania, których jak zgaduję na tę chwilę nie masz, chyba, że w jakimś starym niezamieszkalnym budynku, ale nie będą ci one potrzebne. – Dodaję.
-Dziękuję – Ja naprawdę to słyszę. Uśmiecham się.
~~~~~~~~~~~~````~~~~~~~~~~~
Dziś jest poniedziałek. Cały wczorajszy dzień spędziliśmy w centrum handlowym. Na początku było trudno, gdyż Bang był strasznie nieśmiały. Zaszliśmy jeszcze do fryzjera, który był naprawdę rewelacyjny. Nikt, kto obok nas przechodził nie zorientował się, kim jest Yong Guk, co oznacza nasze zwycięstwo. Przypudrowałam mu trochę tą śliwę pod okiem, więc wygląda nieziemsko, a po kobiecej stronie młodzieży łatwo to wywnioskować.
~~~~~~
Teraz zmierzam do pracy. Gdy wrócę mam nadzieję na jakiś dość prosty obiad, więc jestem szczęśliwa. Siedzę przy jakiś papierach, poprawiając scenariusz prowadzącego program „Be a man”. Pracuję, jako jego asystentka oraz przy scenariuszu. Lubię tą pracę, jest nieprzewidywalna, a to kocham. Jak tak pomyślę, to warto by było coś znaleźć Bang’ owi. Tylko, w czym on mógłby być dobry? Nie wiem. No to mamy temat na wieczór.
~~~~~~
-Wróciłam! – Krzyknęłam ściągając buty w korytarzyku. Wchodząc do salonu czuło się zapach czegoś ostrego ( oczywiście do jedzenia).
- Nie wchodź do kuchni! Zaraz wszystko będzie gotowe. – Usłyszałam. Usiadłam przy stole gotowa na kulinarną niespodziankę. Po chwili w progu ukazał się Bang z dwiema miskami z zupą?
- Ugotowałem kimchi. Tylko takie domowe, a nie z proszku. –Powiedział się uśmiechając.
- Czyli zupę? – Zapytałam.
- Którą się je pałeczkami. – Dodał.
Odchrząknęłam. – Nie potrafię jeść pałeczkami. – Odpowiedziałam lekko zawstydzona. Jadę do Korei i nie wiem jak się posługiwać pałeczkami? Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale tak jest.
- Naprawdę? No to trzeba cię nauczyć… - Byłam mu wdzięczna, że się nie roześmiał.
Po chwili potrafiłam już władać pałeczkami bez żadnego zarzutu. Choć pewnie już mamy zimne jedzenie, bo trochę nam to zajęło. Chyba jeszcze nigdy się tak nie uśmiałam, co przed kilkoma minutami.
- Gdy ciebie nie było szukałem ofert pracy. – Zaczął rozmowę Bang.
-W domu? – Zapytałam.
-Nie… Wyszedłem na miasto. – Powiedział.
Spojrzałam na niego w tym samym czasie wpychając sobie makaron do buzi, co wywołało uśmiech na jego twarzy. – I co? Znalazłeś coś? – Zapytałam.
- Chyba tak. Zaszedłem do pobliskiego serwisu samochodowego. Powiedzieli, że jak chcę i mam wprawę to mogę się zatrudnić.- Odpowiedział.
-A chcesz? – Znów zapytałam.
-I tak nic lepszego nie znajdę. – Odpowiedział, na co zruszyłam ramionami.
- I tak będziesz musiał mi gotować, to jedzenie było pyszne. –Uśmiechnęłam się.
-Cieszę się bardzo. – Też się uśmiechnął.
~~~~~~~~~~~~````~~~~~~~~~~~~
I tak właśnie minął nam cały tydzień. On pracował, ja pracowałam. On gotował, ja…. Jadłam (uśmieszek).
~~~~~~
Dzisiaj udało mi się wyjść z pracy wcześniej. Bang i tak pewnie już jest w domu. Może tym razem ja coś ugotuję?
Wchodzę do domu po cichu. Spotkanie z zaskoczenia. Zamykam drzwi prawie bezszelestnie. Do salonu idę na palcach. Nagle słyszę lekkie pomruki. Przystaję, by lepiej słyszeć. Słyszę jakąś muzykę. Podchodzę trochę bliżej i chowam się za ścianką. Słyszę rap. Ale nie z głośników. To Bang? Nie mogę uwierzyć. Jest niesamowity.
-jibeochiwo nan sarang ttawin an hae I Came Back, Yeah
modu beoryeo deo isang pillyo eobseo nan
ije neo eobsi jamdeul su isseo
neo eomneun Spotlight binjarireul bichueo
jeuk, naega kkuneun kkumui gachireul mitji motae
nal beorin i hyeonsure naega michyeo
I'm Hot Stuff… (pierw. I remember*).
Decyduję się na to by wyjrzeć za róg. On rapuje dalej, a przy okazji zamiata podłogę. Od tak, jakby nic mu nie przeszkadzało. No i na dodatek jest bez koszulki… Powoli się wycofuję. Nie chcę niczego zepsuć, więc po prostu będę udawać, że dopiero, co weszłam. Znów jestem w przedsionku.
-Wróciłam! – Wykrzykuję. Słyszę jakieś hałasy i szaleńczy bieg przez przeszkody. Daję mu jeszcze chwilę i wchodzę do środka (nigdy nie uważałam, by korytarz zaliczał się do domowych pomieszczeń). Widzę Banga. Włożył na siebie koszulkę, wyłączył muzykę. W ręce trzyma miotłę. Nic nie wskazuje na to, co przed chwilą się tu działo. Uśmiecham się do niego, po czym go mijam i kładę torbę na stole. Mam ochotę go przytulić i powiedzieć, jaki ma wspaniały głęboki głos, ale zamiast tego wędruję w stronę lodówki. Wyciągam z niej jogurt do picia.
-Jak minął dzień? – Pytam.
-Nie najgorzej. Kilka zleceń w pracy. Nic więcej. – Odpowiedział.
-Hmm… Trzeba to zmienić. – Odpowiedziałam.
-Co masz na myśli? – Pyta trochę zdezorientowany.
Przez jego dzisiejszy rap mam ochotę się trochę rozerwać, więc – Dziś wieczorem idziemy do miasta, do jakiegoś klubu. Co ty na to?
-Nic z tego. – Odpowiada.
-Dlaczego?! - Pytam się niedowierzając. Taka osoba jak on powinna tego pragnąć, a nie… coś takiego.
- Po prostu nie. – Dodaje.
- To nie jest odpowiedź. – Odpowiadam naburmuszona.
- Nie umiem tańczyć. – Mówi szybko.
- Nie każdy musi tańczyć. Zresztą i tak ci nie wierzę. – Prycham.
- Trudno. – Odpowiada.
- Nawet kiwać się na boki nie potrafisz? – Pytam retorycznie. – I nie próbuj mi na to odpowiedzieć. – Dodaję, na co ten się uśmiecha. Łapie mnie za ręce i kładzie je sobie na ramiona.
- Potrafię tylko tak. – Odpowiada kiwając się na boki. Uśmiecham się triumfalnie. – Albo tak. – Puszcza mnie i odprawia absurdalny taniec… szczęścia? Nie wiem jak to nazwać.
- No to załatwione. Idę na górę sprawdzić w intrenecie wszystkie kluby. W końcu dzisiaj jest znowu piątek. – Mrugam i szybko uciekam na górę po schodkach wciąż się śmiejąc dumna z siebie.
~~~~~~
Tańczę z następnym wysokim Koreańczykiem. Bawię się świetnie. Piję czwartego drinka. Ciekawe, co tam u Banga. Już w pierwszych minutach straciłam go z oczu. Muzyka jest bardzo głośno, tak lubię. Większość utworów to typowe mixy wszystkich znanych utworów, puszczają także młodzieżowy k-pop oraz co jakiś czas jakiś Europejski hit. Kończy się następny utwór. Chcę odpocząć, więc żegnam się z partnerem i zmierzam w kierunku baru. Po drodze za rękę łapie mnie jakiś typ i przyciąga do siebie. Próbuję się wyrwać mówiąc, że na razie nie mam ochoty tańczyć, ale on nie chce mnie puścić. Po chwili czuję jak ktoś wyrywa mnie do tyłu i ciągnie za sobą w kierunku wyjścia.
-Możemy już wracać?! – Pyta zdenerwowany Bang.
- Jesteśmy tutaj dopiero 2 godz. Zostańmy trochę dłużej. Jest fajnie. – Odpowiadam.
-Fajnie? Ta widzę… - Prycha.
-Ej no, to, co przed chwilą było to tylko ten jedyny raz. Jestem bezpieczna – stwierdzam.
Znów prycha. – Oni wszyscy od małego ćwiczą taekwondo. Myślisz, że jak któremuś czegoś się zachce, to go znokautujesz?! – Pyta rozwścieczony.
Może i ma rację, ale się nie poddaję. – Ani razu ze sobą nie zatańczyliśmy, możemy, chociaż ten jeden raz, a potem obiecuję, że pójdziemy OK? Zresztą jak ty będziesz przy mnie to nikt mnie nie zaczepi- uśmiecham się.
-Obiecujesz? – Pyta.
-Tak- odpowiadam. – Czy ty w ogóle tańczyłeś z jakąś laską? – Pytam się.
-Nie. – Odpowiada.
Zatrzymuję się. – Wiesz, co? Ja usiądę przy barze, a ty idź i wyrwij jakąś młodą ładną OK? Mi się nie spieszy, a chętnie sobie popatrzę. – Uśmiecham się łobuzersko.
On kiwa głową. Odwracam się w innym kierunku i idę przed siebie. Już mam usiąść na krześle, gdy znów ktoś łapie mnie za rękę.
-Chcesz zatańczyć? – Ktoś pyta, a ja się odwracam i się śmieję.
-Jestem ładna? – Pytam się.
On kiwa głową i też się uśmiecha. Razem z Bang’iem tańczę jeszcze dwa tańce. Bawię się jeszcze lepiej niż przedtem. W pewnym momencie Guk nachyla się i szepcze mi coś do ucha. Wiedziałam, że ta piękna chwila nie potrwa wiecznie. Kiwam głową i oznajmiam, że zajdę jeszcze tylko po jednego kolorowego drinka z martini i możemy iść.
Po chwili wracam i wręczam jeden kieliszek Bang’owi. Ten kreci głową, ale wypija go w całości. Idziemy w kierunku wyjścia. Nagle obok nas słyszymy jakieś krzyki. Chyba się biją. Bang mocno ciągnie mnie za rękę, dając do zrozumienia, że jak najszybciej trzeba się stąd wydostać. Już przyspieszam kroku, kiedy dostaję mocno czymś w głowę. Tracę czucie w nogach i wiem, że upadam, tylko tego nie czuję.
~~~~~~~~
Przytomność odzyskuję w drodze do domu. Przypominam sobie, że do klubu trafiliśmy na pieszo, a teraz siedzę w samochodzie. Powoli otwieram oczy. Leże na kolanach Banga. Widzę, że jest niespokojny. Po chwili Taxi się zatrzymuje. Guk podaje kierowcy kilka papierowych banknotów. Z moich ust wydobywa się lekki pomruk. Próbuję wstać. Bang chyba to zauważył, ale nie pozwolił mi na to. Już w następnej chwili brał mnie na ręce. Próbowałam protestować, co najwyraźniej mi się nie udawało, bo nie zwracał na to uwagi. Wziął moją torebkę i jedną ręką zaczął poszukiwać kluczy do mieszkania. Gdy byliśmy już w środku, zamiast mnie puścić Bang dalej niósł mnie w swych ramionach. Wniósł mnie po schodach. Przed sobą miał trzy pary drzwi. Otworzył te na samym końcu korytarzyka, jakby mnie kiedyś obserwował. Ostrożnie położył mnie na łóżku i przykrył kołdrą. Odgarnął mi włosy z twarzy. Byłam mu niezmiernie wdzięczna. Chciałam mu podziękować, ale ten jakby to wyczuwał tylko pocałował mnie w czoło. Szybko się rozejrzał po pokoju, nów spojrzał w moją stronę, uśmiechnął się i po cichu zamykając drzwi wyszedł z pokoju. W następnej sekundzie już spałam, czując się bezpieczna.
----------------------------------------
* I’m a born Singer - BTS
* I remember - Bang Yong Guk ft. Yoseob
--------------------------------------------------------
A oto 2cz. opowiadania z Bangiem! ;) Mam nadzieję, że będziecie chcieli jeszcze trochę poczekać na ostatnią 3cz. ;) Co o tym myślicie? O odp. proszę w komentarzach! <3
-Auuuć. – Pocieram bolące miejsce na głowie. Po chwili znów zerkam na nieznajomego. Przez mrok widzę, że usiadł na kanapie i bacznie przygląda się temu, co przed chwilą zaszło, czyli jak zrobiłam z siebie durnia.
-No dobra, teraz możesz mi podziękować i sobie pięknie odejść. – Szybko oznajmiłam. On, gdy to usłyszał szybko się rozejrzał, jakby dopiero teraz zauważył gdzie jest. Zrzucił z siebie wszystkie warstwy koców i spróbował wstać, po czym szybko złapał się za głowę i znów usiadł, lecz tym razem na podłodze. Nie wiedziałam, co zrobić. Może mu pomóc? Dwudziesto kilku latek spróbował jeszcze raz, ale nic z tego. Nawet go rozumiem, no wiecie gdyby mi się przytrafiło to, co jemu, to bym pewnie leżała w szpitalu ze wstrząsem mózgu. Zacisnęłam ręce w pięści i szybko do niego podbiegłam. Pomogłam mu wstać, po czym ruszyliśmy w kierunku drzwi do… środka. Żółwim tempem dotarliśmy do stołu. Posadziłam go na jednym z dość wygodnych krzeseł i ruszyłam do kuchni. Co ja zrobiłam? Obcy facet w domu – Koreańczyk, ranny OMG. Zaparzyłam herbatę (Mam nadzieję, że lubi) i wróciłam do salonu. Postawiłam kubek przed nim tak by wiedział, że to dla niego, skinął głową. Usiadłam naprzeciwko niego, lecz nie odważyłam się na niego spojrzeć, więc mój wzrok błądził po gładkim stole. Minęło 5 minut i żaden z nas się nie odezwał. Wiedziałam, że nie jestem w stanie z nim rozmawiać, więc znów wstałam i ruszyłam w kierunku schodów, weszłam na górę. Czułam jego wzrok na sobie, a w powietrzu zdziwienie. Rzuciłam krótkie dobranoc i zamknęłam drzwi do pokoju. Jutro rano go nie będzie- takie były moje przypuszczenia.
~~~~~~~~~~```~~~~~~~~~~
7:30 Sobota – tak twierdzi mój budzik. Nakładam kapcie i schodzę na dół do kuchni. Otwieram lodówkę i wyciągam jogurt naturalny. Na półce leżą borówki (je też biorę) i otręby. Wszystko wrzucam do miski i mieszam. Zdrowe śniadanko. Nalewam wrzątek do filiżanki z kawą, nie używam mleka, ani cukru – gorzka najlepsza. Siadam przy stole, włączam telewizor na kanale z wiadomościami. Po 5-ciu minutach już wszystko zostało zjedzone. Teraz trzeba się umyć. Przechodzę obok kanapy i się potykam upadając na coś miękkiego. Ugh czy to mnie musi się zawsze coś takiego zdarzyć?
-Czy mogłabyś ze mnie zejść? – Pyta jakiś głos i dopiero wtedy przypomina mi się cała noc. Szybko podnoszę się na nogi i przepraszam poszkodowanego przeze mnie mężczyznę, on tylko się śmieje, po czym mówi, że nic się nie stało. Jestem cała czerwona na policzkach, co znowu wywołuje na jego twarzy szeroki uśmiech, który jest niesamowicie piękny i pociągający. Zostałam burakiem.
-Myślałam, że dzisiaj już ciebie tutaj nie będzie. – Powiedziałam łapiąc się za kark. Momentalnie zmienił wyraz twarzy. Dotarło do mnie jak to musiało zabrzmieć, więc od razu się spytałam, czy nie chce czegoś do jedzenia lub do picia. Nie odpowiedział. Wydawało się, że nad czymś myśli. Odwróciłam się i spojrzałam do lodówki. Co by tu… naleśniki? Nie chciałam tam szybko wracać, więc uznałam, że to bardzo dobry pomysł, a sobie też jednego zrobię. Usmażyłam cztery i zaniosłam na stół. Nieznajomy siedział na kanapie ze spuszczoną głową. Przez chwilę się mu przyglądałam, po czym oznajmiłam, że śniadanie gotowe. Zaszłam jeszcze po dżem, cukier, jogurt naturalny… i po nutellę. Gdy wróciłam, ten już nakładał sobie pierwszego naleśnika na talerz. Na mojej twarzy zagościł lekki uśmieszek. Usiadłam naprzeciwko niego i sięgnęłam po nutellę w tym samym czasie, co on. Obydwoje się roześmialiśmy. Czekolada wygrała.
Koleś wpierdzielał już 3-go naleśnika, a ja jednego nie mogłam skończyć, ale dobrze, że mu smakuje.
- Jak masz na imię? – Spytał się trochę niepewnie.
-Jon, znaczy Jonna. A ty? – Ja też byłam ciekawa.
- Bang. Bang Yong Guk. – Odpowiedział. – Chyba jestem trochę starszy od ciebie.
- Mam 20 lat. Nie wyglądasz na starszego. – Wyparowałam.
- Tutaj nikt nie wygląda odpowiednio na swój wiek. Ja mam 24. – Powiedział.
- Teraz powinnam się do ciebie zwracać formalnie… - zaczęłam
- Nie. Wcale tego nie chcę. – Przerwał mi.
- I nie miałam zamiaru. – Dodałam. Uniósł brwi. - U mnie w kraju się tego nie robi, jeśli jest tak mała różnica wieku i to jeszcze jak jest się tak młodym. Musisz mi to wybaczyć, ale jest to na twoją korzyść, gdyż gdybym się do ciebie zwracała formalnie, biorąc pod uwagę także mój kraj i jego tradycje to w oczach moich rówieśników wyglądałoby to tak jakbyś był o dziesięć lat ode mnie starszy lub osobą wyższą rankingiem np., jeśli chodzi o pracę. – Zakończyłam. Przez pewien czas był poważny, lecz po kilku sekundach nie wytrzymał i znów się roześmiał. Cóż za wesoła osóbka jak na tyle wrażeń. Ma piękny eyesmile.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz? – Zapytał.
…Niezręczna sytuacja. Odchrząknęłam i powiedziałam. – Chciałbyś się umyć? No wiesz, we włosach masz pełno błota, a koszulka poplamiona jest twoją krwią. Jak chcesz to jakąś swoją mogę wygrzebać rozmiaru XXL.
- Nie noszę takiego rozmiaru i ty też. – Odpowiedział.
- Mam taką jedną, nosiłam ją tylko raz na zjeździe. Użyłam jej, jako koszulę nocną. A jeśli chodzi o ciebie, to lepiej mieć za dużą jak za małą lub zakrwawioną. Zresztą wcale nie wygląda jak szmata, tylko jest czarna z Nowym Yorkiem, nawet na mnie dobrze wyglądała.
- Dobra, zrozumiałem. Może być- Oznajmił.
- Ja tylko proponuję ci twój piękny wizerunek. Łazienka jest w tym korytarzyku od razu po lewej. Miłej kąpieli życzę. – Odpowiedziałam. Wstał a ja wskazałam na drzwi, o które mi chodziło, po czym klepnęłam go w plecy, by szedł dalej. Gdy to zrobiłam na chwilę przystanął, po czym znowu ruszył, trochę szybszym krokiem. Wzruszyłam ramionami i poszłam po swoje ubrania oraz po koszulkę dla Banga.
~~~~~~
Gdy skończył się myć, a zrobił to bardzo szybko (ja tak nie potrafię) przez uchylone drzwi podałam mu górę od ubrania. Wyszedł po dwóch minutach. Miał mokre, czarne włosy i piękną, lśniącą skórę, tej samej barwy, co moja. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Poskładał ręcznik i położył go na kanapie, po czym spojrzał w moją stronę. Od razu się odwróciłam i zamknęłam w łazience. Niechcący przegryzłam sobie język. Nie mogę uwierzyć, że na mnie to działa. Nigdy bym nie pomyślała, że jestem jedną z tych, co ślini się na widok przystojnego faceta, a jednak. Weszłam pod prysznic i zaczęłam nucić jedną z moich ulubionych piosenek- I’m a born Singer*.
-Nie jestem tego taki pewien. – Usłyszałam wychodząc z parującego pomieszczenia.
-Ale czego? – Zapytałam.
-I’m a born Singer? – Zapytał.
Niemożliwe. On nie mógł… Nieeeeee! Nigdy nie byłam dobrą piosenkarką. Jak byłam mała, to nawet do chórku kościelnego mnie wziąć nie chcieli. I znowu jestem burakiem. Chciałam zmienić temat, więc od razu przeszłam do rzeczy i zadałam pytanie, na które odpowiedź chciałam wiedzieć już na samym początku.
- Gdzie mieszkasz? – A oto ono.
Zacisnął szczękę i zwiesił głowę.
- Muszę już iść. – Odpowiedział. Wziął zakrwawioną bluzkę i ruszył w kierunku drzwi. Poszłam za nim i je otworzyłam bacznie się mu przyglądając. Wychodząc nawet się nie pożegnał. Nagle na końcu ulicy pojawili się jacyś ludzie. Od razu rozpoznałam tych durniów z wczorajszego dnia. Prędko spojrzałam na Banga. W tej samej sekundzie on mocno zacisnął pięść. Wytrzeszczyłam oczy. Już chciałam coś powiedzieć, gdy ten pewnym krokiem ruszył przed siebie, zostawiając mnie samą w oszołomieniu. Nic na to nie mogłam poradzić. Zamknęłam drzwi na klucz i osunęłam się na podłogę.
~~~~~~
Jestem w mieście i robię zakupy. Wyczyściłam całą lodówkę, a głodować nie chcę. Przestałam myśleć o nieznajomym, choć było to dość trudne. Stoję przy kasie. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tylu zer na paragonie. Ukłoniłam się i wyszłam z budynku, ruszając w kierunku parku. Kupiłam wszystkie rzeczy potrzebne do jednoosobowego pikniku.
~~~~~~
Jeszcze nigdy nie byłam tak najedzona. Siedzę tu już od trzech godzin i ciągle coś podjadam z koszyka, patrząc na bawiące się dookoła dzieci. Trzeba się zbierać. Po drodze robię jeszcze kilka zdjęć swoim aparatem wciąż zmierzając w kierunku metra. Zaczyna się ściemniać. Skręcając w następną uliczkę widzę ogromne zbiorowisko ludzi. Jak większość podchodzę, by sprawdzić, co się dzieje. Jest tam już policja. Do samochodu wsiada kilka chłopaków w moim wieku. Do drugiego auta wsadzają czwartego i nagle zamieram. Przepycham się przez ludzi w kierunku władzy. Podchodzi do mnie jeden z nich tłumacząc bym wróciła za żółtą taśmę. Kręcę głową i wyjaśniam, że nie będzie potrzeby zabierać tej osoby na komisariat, bo ja za nią odpowiadam. Policjant unosi brew. Jeszcze przez chwilę rozmawiamy. Podpisuję jakieś papiery. W końcu kiwa głową i krzyczy coś do swoich ludzi. Odwraca się i popycha w moją stronę człowieka, który ma spuchnięte oko i rozciętą wargę. Patrzy na mnie z nienawiścią, ale gdy ruszam idzie za mną. Kupuję bilety na pociąg. Przez całą drogę powrotną się do siebie nie odzywamy. Wchodzimy do domu. Każę mu usiąść na kanapie. Ten wciąż się nie odzywa. Idę po coś do odkażenia ran i zabieram się do pracy. On odwraca głowę dając mi do zrozumienia, że nie chce mojej pomocy. Na siłę przykładam mu wacik do twarzy, a on łapie mnie za rękę i ją odrzuca. Ciskam w niego butelką z wodą utlenioną nic nie rozumiejąc i się wydzieram. Osuwam się na podłogę. Nie wiem, dlaczego on tyle dla mnie znaczy, nie rozumiem tego. Z oczu płyną mi łzy. Chwytam się palcami moich włosów i odwracam się do niego plecami.
-Nie mam domu, rozumiesz?!- Wykrzykuje. Otwieram szeroko oczy. Coraz więcej łez.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?! – Gwałtownie się odwracam. – Wiesz jak ja się teraz czuję?! Uwierz, że na prawdę podle. Trzeba było tylko powiedzieć. Wiesz, jakie miałbyś kłopoty, gdyby mnie tam nie było?! – Jestem załamana.
- Ja z tym żyję przez cały czas! To nie jest żadna nowość! I nie oczekuję od ciebie żadnego współczucia! – Wykrzykuje.
Spoglądam na jego pocięte ręce. Co on jeszcze w sobie ukrywa? Dlaczego ci ludzie tak go ranią? Mógłby trafić do więzienia. Gdy zobaczyłam tamtych ludzi. Nie wiecie jak wyglądali, w jakim byli stanie, co mieli w rękach. Dlaczego chcieli go zabić? Co tu się dzieje?!
- Przepraszam. – Odpowiadam, bo wiem, że moje histeria mu nie pomoże. – Wiesz, że możesz tu zostać. –Wypalam. Nie mam sił i on też. Dłużej nie wytrzymam. – Coś wymyślimy, będzie dobrze. – Wstaję. Patrzę w kierunku łazienki, potem znów na Banga. Wskazuję na znane mu już drzwi, po czym ruszam w kierunku schodów.
- Kim oni są? - Pytam wciąż jednak ciekawa. Boję się odpowiedzi, ale jej nie uzyskuję. Wchodzę na górę i słyszę zamykające się z trzaskiem drzwi na dole. Jestem wykończona.
~~~~~~~~~~~````~~~~~~~~~~~~
Następny dzień. Wczoraj przez resztę dnia siedziałam w swoim pokoju. Schodzę do salonu i widzę Banga śpiącego na kanapie. Umył się, lecz rany wciąż nie są odkażone. W tej samej chwili się budzi i patrzy na mnie. Siada w pionie oczekując mojego przyjścia. Na stole leżą waciki i woda utleniona. Sięgam po nie i robię to, co chciałam zrobić wczoraj. Tym razem się nie opiera. Bandażem okręcam mu lewą dłoń, która jest całkiem poharatana od środka. Mówię mu, że bez lekarza się nie obejdzie, na co kiwa głową.
-Nie przyjmuję odmowy mojej wczorajszej propozycji. –Mówię, na co on zaciska usta.
-Nie oczekuję żadnej zapłaty za mieszkanie. Jedynie przekażę ci moje obowiązki związane z domem typu: sprzątanie, gotowanie. Tego też nie możesz odrzucić- dodaję. -Dzisiaj jedziemy do szpitala, na co już się zgodziłeś. Potem zajedziemy do sklepu po ubrania, których jak zgaduję na tę chwilę nie masz, chyba, że w jakimś starym niezamieszkalnym budynku, ale nie będą ci one potrzebne. – Dodaję.
-Dziękuję – Ja naprawdę to słyszę. Uśmiecham się.
~~~~~~~~~~~~````~~~~~~~~~~~
Dziś jest poniedziałek. Cały wczorajszy dzień spędziliśmy w centrum handlowym. Na początku było trudno, gdyż Bang był strasznie nieśmiały. Zaszliśmy jeszcze do fryzjera, który był naprawdę rewelacyjny. Nikt, kto obok nas przechodził nie zorientował się, kim jest Yong Guk, co oznacza nasze zwycięstwo. Przypudrowałam mu trochę tą śliwę pod okiem, więc wygląda nieziemsko, a po kobiecej stronie młodzieży łatwo to wywnioskować.
~~~~~~
Teraz zmierzam do pracy. Gdy wrócę mam nadzieję na jakiś dość prosty obiad, więc jestem szczęśliwa. Siedzę przy jakiś papierach, poprawiając scenariusz prowadzącego program „Be a man”. Pracuję, jako jego asystentka oraz przy scenariuszu. Lubię tą pracę, jest nieprzewidywalna, a to kocham. Jak tak pomyślę, to warto by było coś znaleźć Bang’ owi. Tylko, w czym on mógłby być dobry? Nie wiem. No to mamy temat na wieczór.
~~~~~~
-Wróciłam! – Krzyknęłam ściągając buty w korytarzyku. Wchodząc do salonu czuło się zapach czegoś ostrego ( oczywiście do jedzenia).
- Nie wchodź do kuchni! Zaraz wszystko będzie gotowe. – Usłyszałam. Usiadłam przy stole gotowa na kulinarną niespodziankę. Po chwili w progu ukazał się Bang z dwiema miskami z zupą?
- Ugotowałem kimchi. Tylko takie domowe, a nie z proszku. –Powiedział się uśmiechając.
- Czyli zupę? – Zapytałam.
- Którą się je pałeczkami. – Dodał.
Odchrząknęłam. – Nie potrafię jeść pałeczkami. – Odpowiedziałam lekko zawstydzona. Jadę do Korei i nie wiem jak się posługiwać pałeczkami? Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale tak jest.
- Naprawdę? No to trzeba cię nauczyć… - Byłam mu wdzięczna, że się nie roześmiał.
Po chwili potrafiłam już władać pałeczkami bez żadnego zarzutu. Choć pewnie już mamy zimne jedzenie, bo trochę nam to zajęło. Chyba jeszcze nigdy się tak nie uśmiałam, co przed kilkoma minutami.
- Gdy ciebie nie było szukałem ofert pracy. – Zaczął rozmowę Bang.
-W domu? – Zapytałam.
-Nie… Wyszedłem na miasto. – Powiedział.
Spojrzałam na niego w tym samym czasie wpychając sobie makaron do buzi, co wywołało uśmiech na jego twarzy. – I co? Znalazłeś coś? – Zapytałam.
- Chyba tak. Zaszedłem do pobliskiego serwisu samochodowego. Powiedzieli, że jak chcę i mam wprawę to mogę się zatrudnić.- Odpowiedział.
-A chcesz? – Znów zapytałam.
-I tak nic lepszego nie znajdę. – Odpowiedział, na co zruszyłam ramionami.
- I tak będziesz musiał mi gotować, to jedzenie było pyszne. –Uśmiechnęłam się.
-Cieszę się bardzo. – Też się uśmiechnął.
~~~~~~~~~~~~````~~~~~~~~~~~~
I tak właśnie minął nam cały tydzień. On pracował, ja pracowałam. On gotował, ja…. Jadłam (uśmieszek).
~~~~~~
Dzisiaj udało mi się wyjść z pracy wcześniej. Bang i tak pewnie już jest w domu. Może tym razem ja coś ugotuję?
Wchodzę do domu po cichu. Spotkanie z zaskoczenia. Zamykam drzwi prawie bezszelestnie. Do salonu idę na palcach. Nagle słyszę lekkie pomruki. Przystaję, by lepiej słyszeć. Słyszę jakąś muzykę. Podchodzę trochę bliżej i chowam się za ścianką. Słyszę rap. Ale nie z głośników. To Bang? Nie mogę uwierzyć. Jest niesamowity.
-jibeochiwo nan sarang ttawin an hae I Came Back, Yeah
modu beoryeo deo isang pillyo eobseo nan
ije neo eobsi jamdeul su isseo
neo eomneun Spotlight binjarireul bichueo
jeuk, naega kkuneun kkumui gachireul mitji motae
nal beorin i hyeonsure naega michyeo
I'm Hot Stuff… (pierw. I remember*).
Decyduję się na to by wyjrzeć za róg. On rapuje dalej, a przy okazji zamiata podłogę. Od tak, jakby nic mu nie przeszkadzało. No i na dodatek jest bez koszulki… Powoli się wycofuję. Nie chcę niczego zepsuć, więc po prostu będę udawać, że dopiero, co weszłam. Znów jestem w przedsionku.
-Wróciłam! – Wykrzykuję. Słyszę jakieś hałasy i szaleńczy bieg przez przeszkody. Daję mu jeszcze chwilę i wchodzę do środka (nigdy nie uważałam, by korytarz zaliczał się do domowych pomieszczeń). Widzę Banga. Włożył na siebie koszulkę, wyłączył muzykę. W ręce trzyma miotłę. Nic nie wskazuje na to, co przed chwilą się tu działo. Uśmiecham się do niego, po czym go mijam i kładę torbę na stole. Mam ochotę go przytulić i powiedzieć, jaki ma wspaniały głęboki głos, ale zamiast tego wędruję w stronę lodówki. Wyciągam z niej jogurt do picia.
-Jak minął dzień? – Pytam.
-Nie najgorzej. Kilka zleceń w pracy. Nic więcej. – Odpowiedział.
-Hmm… Trzeba to zmienić. – Odpowiedziałam.
-Co masz na myśli? – Pyta trochę zdezorientowany.
Przez jego dzisiejszy rap mam ochotę się trochę rozerwać, więc – Dziś wieczorem idziemy do miasta, do jakiegoś klubu. Co ty na to?
-Nic z tego. – Odpowiada.
-Dlaczego?! - Pytam się niedowierzając. Taka osoba jak on powinna tego pragnąć, a nie… coś takiego.
- Po prostu nie. – Dodaje.
- To nie jest odpowiedź. – Odpowiadam naburmuszona.
- Nie umiem tańczyć. – Mówi szybko.
- Nie każdy musi tańczyć. Zresztą i tak ci nie wierzę. – Prycham.
- Trudno. – Odpowiada.
- Nawet kiwać się na boki nie potrafisz? – Pytam retorycznie. – I nie próbuj mi na to odpowiedzieć. – Dodaję, na co ten się uśmiecha. Łapie mnie za ręce i kładzie je sobie na ramiona.
- Potrafię tylko tak. – Odpowiada kiwając się na boki. Uśmiecham się triumfalnie. – Albo tak. – Puszcza mnie i odprawia absurdalny taniec… szczęścia? Nie wiem jak to nazwać.
- No to załatwione. Idę na górę sprawdzić w intrenecie wszystkie kluby. W końcu dzisiaj jest znowu piątek. – Mrugam i szybko uciekam na górę po schodkach wciąż się śmiejąc dumna z siebie.
~~~~~~
Tańczę z następnym wysokim Koreańczykiem. Bawię się świetnie. Piję czwartego drinka. Ciekawe, co tam u Banga. Już w pierwszych minutach straciłam go z oczu. Muzyka jest bardzo głośno, tak lubię. Większość utworów to typowe mixy wszystkich znanych utworów, puszczają także młodzieżowy k-pop oraz co jakiś czas jakiś Europejski hit. Kończy się następny utwór. Chcę odpocząć, więc żegnam się z partnerem i zmierzam w kierunku baru. Po drodze za rękę łapie mnie jakiś typ i przyciąga do siebie. Próbuję się wyrwać mówiąc, że na razie nie mam ochoty tańczyć, ale on nie chce mnie puścić. Po chwili czuję jak ktoś wyrywa mnie do tyłu i ciągnie za sobą w kierunku wyjścia.
-Możemy już wracać?! – Pyta zdenerwowany Bang.
- Jesteśmy tutaj dopiero 2 godz. Zostańmy trochę dłużej. Jest fajnie. – Odpowiadam.
-Fajnie? Ta widzę… - Prycha.
-Ej no, to, co przed chwilą było to tylko ten jedyny raz. Jestem bezpieczna – stwierdzam.
Znów prycha. – Oni wszyscy od małego ćwiczą taekwondo. Myślisz, że jak któremuś czegoś się zachce, to go znokautujesz?! – Pyta rozwścieczony.
Może i ma rację, ale się nie poddaję. – Ani razu ze sobą nie zatańczyliśmy, możemy, chociaż ten jeden raz, a potem obiecuję, że pójdziemy OK? Zresztą jak ty będziesz przy mnie to nikt mnie nie zaczepi- uśmiecham się.
-Obiecujesz? – Pyta.
-Tak- odpowiadam. – Czy ty w ogóle tańczyłeś z jakąś laską? – Pytam się.
-Nie. – Odpowiada.
Zatrzymuję się. – Wiesz, co? Ja usiądę przy barze, a ty idź i wyrwij jakąś młodą ładną OK? Mi się nie spieszy, a chętnie sobie popatrzę. – Uśmiecham się łobuzersko.
On kiwa głową. Odwracam się w innym kierunku i idę przed siebie. Już mam usiąść na krześle, gdy znów ktoś łapie mnie za rękę.
-Chcesz zatańczyć? – Ktoś pyta, a ja się odwracam i się śmieję.
-Jestem ładna? – Pytam się.
On kiwa głową i też się uśmiecha. Razem z Bang’iem tańczę jeszcze dwa tańce. Bawię się jeszcze lepiej niż przedtem. W pewnym momencie Guk nachyla się i szepcze mi coś do ucha. Wiedziałam, że ta piękna chwila nie potrwa wiecznie. Kiwam głową i oznajmiam, że zajdę jeszcze tylko po jednego kolorowego drinka z martini i możemy iść.
Po chwili wracam i wręczam jeden kieliszek Bang’owi. Ten kreci głową, ale wypija go w całości. Idziemy w kierunku wyjścia. Nagle obok nas słyszymy jakieś krzyki. Chyba się biją. Bang mocno ciągnie mnie za rękę, dając do zrozumienia, że jak najszybciej trzeba się stąd wydostać. Już przyspieszam kroku, kiedy dostaję mocno czymś w głowę. Tracę czucie w nogach i wiem, że upadam, tylko tego nie czuję.
~~~~~~~~
Przytomność odzyskuję w drodze do domu. Przypominam sobie, że do klubu trafiliśmy na pieszo, a teraz siedzę w samochodzie. Powoli otwieram oczy. Leże na kolanach Banga. Widzę, że jest niespokojny. Po chwili Taxi się zatrzymuje. Guk podaje kierowcy kilka papierowych banknotów. Z moich ust wydobywa się lekki pomruk. Próbuję wstać. Bang chyba to zauważył, ale nie pozwolił mi na to. Już w następnej chwili brał mnie na ręce. Próbowałam protestować, co najwyraźniej mi się nie udawało, bo nie zwracał na to uwagi. Wziął moją torebkę i jedną ręką zaczął poszukiwać kluczy do mieszkania. Gdy byliśmy już w środku, zamiast mnie puścić Bang dalej niósł mnie w swych ramionach. Wniósł mnie po schodach. Przed sobą miał trzy pary drzwi. Otworzył te na samym końcu korytarzyka, jakby mnie kiedyś obserwował. Ostrożnie położył mnie na łóżku i przykrył kołdrą. Odgarnął mi włosy z twarzy. Byłam mu niezmiernie wdzięczna. Chciałam mu podziękować, ale ten jakby to wyczuwał tylko pocałował mnie w czoło. Szybko się rozejrzał po pokoju, nów spojrzał w moją stronę, uśmiechnął się i po cichu zamykając drzwi wyszedł z pokoju. W następnej sekundzie już spałam, czując się bezpieczna.
----------------------------------------
* I’m a born Singer - BTS
* I remember - Bang Yong Guk ft. Yoseob
--------------------------------------------------------
A oto 2cz. opowiadania z Bangiem! ;) Mam nadzieję, że będziecie chcieli jeszcze trochę poczekać na ostatnią 3cz. ;) Co o tym myślicie? O odp. proszę w komentarzach! <3
piątek, 19 września 2014
Nie ma tytułu Megi nie wymyślił! :(
Był to piękny dzień, pewien młody chłopak o imieniu Paweł szedł właśnie polną ścieżką do swojej dziewczyny Iwony. Kiedy wszedł do lasu było już ciemno, chłopak miał dopiero 13 lat i dopiero poznawał uroki życia nastolatka. Mijając jedno z drzew usłyszał przerażający krzyk dziewczynki "Help me!", postanowił to sprawdzić. (od Suho "Nie idź tam!" xD)
Biegł w stronę skąd dochodziły krzyki, ale zanim tam dobiegł one ucichły i nie było słychać już nic, poza jego przyśpieszonym oddechem.
Po 15 minutach poszukiwań znalazł starą, opuszczoną chatę, w środku lasu. Nie wiedział gdzie jest, więc postanowił zapukać i zapytać o drogę.
Ku jego uciesze drzwi były otwarte, wszedł do środka i poczuł silny zapach zgnilizny. Przemieścił się do pokoju obok, gdzie zobaczył na wpół zjedzone ciało dziewczynki, obdartej ze skóry, a ściny pomieszczenia były całe we krwi. (Od Suho "Mówiłam żebyś tam nie szedł!")
Nagle odwrócił się ,a za oknem w ciemności zobaczył jak szyba paruje od oddechy jakiegoś zwierzęcia.
Tak się przestraszył, że natychmiast zaczął biec w stronę drzwi i tyle ile miał sił w nogach zaczął uciekać przed siebie. Niestety szalone zwierze rzuciło się w pościg za nim, w ostatniej chwili wybiegł z lasu, a stwór zniknął gdzieś w cieniu.
Chłopiec zatrzymał się na noc u swojej dziewczyny, ale nie powiedział jej ani słowa o tym zdarzeniu. Następnego dnia postanowił ominąć ten las i nic nikomu nie mówić, a sobie samemu kazał zapomnieć o tej całej sytuacji i o tym co przeżył tamtego wieczoru.
Po kilku dniach po wiosce rozeszła się wieść, że znikają dzieci i już nie wracają. Zdesperowany chłopiec postanowił powiedzieć co się zdarzyło tamtego dnia i co zobaczył w lesie.
Kiedy wieść się rozeszła po wszystkich mieszkańcach, chłopi wybrali się do lasu, by sprawdzić czy to co mówił Paweł do prawda.
Następnego dnie kobiety i dzieci zastały w wiosce a mężczyźni wyruszyli na nocne łowy " na bestię". Kiedy oni penetrowali las w poszukiwaniu tajemniczego domu była pełnia.
Kiedy w wiosce wszyscy spali mały Pawełek usłyszał te same krzyki co, w tamtym lesie. Postanowił znaleźć sobie kryjówkę i się schować. Cały czas słyszał wołanie o pomoc i krzyki mordowanych matek z dziećmi. Nad rankiem kiedy mężczyźni wrócili do wioski doznali szoku. Wszyscy zamordowani leżeli na środku, na wielkiej kupie poukładani. Mieli odgryzione głowy, nadjedzone części ciała, zdarte skórę. Mężczyźni zaczęli krzyczeć i szlochać wołając i szukając swoich martwych rodzin z myślą, że ktoś może przeżył. w ten wybiegł mały Pawełek i z płaczem przybiegł opowiadając co widział i słyszał.
Kiedy to usłyszeli postanowili ostrzec sąsiadów zza lasu. ( rodzinę dziewczyny Pawła). Kiedy na miejsce znaleźli kolejne ciała przed domem, które miały takie same obrażenia jak te w ich wiosce.
Wszyscy wzięli pochodnie i broń, i postanowili wziąć małego Pawełka ze sobą, aby pokazał im gdzie jest ten dom.
Kiedy zaszło słońce weszli w las zapolować na bestię, Mały i przerażony całą sytuacją Pawełek zaprowadził ich do domu.
Kiedy tam dotarli wbili pochodnie w ziemi i zamarli, dookoła były pale bite w ziemie, a na nich głowy ludzi z wioski. Postanowili wejść do środka. Gdy już byli w domu przeszedł ich dreszcz skóry ich rodzin przyozdobiły ściany całego domu. Nagle Pawełek usłyszał dziwny ryk zza okna, kiedy mężczyźni podeszli do okna zobaczyli jak w jednej chwili zgasły wszystkie pochodnie, ze strachem trzech z nich postanowiło wyjść i sprawdzić co się stał.
Kiedy wyszli zamknęli drzwi do domu, wszyscy słuchali jak umierają.
Później postanowiono, że wszyscy mężczyźni wyjdą i spróbują zabić zwierze, a mały Paweł zostanie w domu i będzie czekał aż ktoś po niego wróci. I tak się stało, wzięli mężczyźni broni wyszli a chłopie podszedł do okna i patrzył jak umierają, Kiedy został ostatni mały zdołał dostrzec jak wygląda bestia. Był wilk który chodził na dwóch tylnych łapach, miał około 2,3 m wzrostu, szpony wielkie i całe od krwi ludzi. Jego kły wystawały z pod szczęki.
Kiedy już zabił wszystkich spojrzał na chłopca, którego już nie było przy oknie, leżał w kącie i płakał a tajemnicza bestia zniknęła w ciemnych zaroślach, Kiedy nastał świt mały Pawełek postanowił, że wyjdzie z domu i ucieknie i tak zrobił. Biegł tak długo, aż dobiegł do najbliższego miasta, które znajduje się 30 km dalej.
Kiedy tam dobiegł wyszedł na środek ulicy do ludzi i krzykną, że wszyscy i tak zginą, po czym wyją broń i strzelił sobie w głowę.
--------------------------------------------------
Oto psychiczne opowiadanie Megi ^^ Nasz przyjaciel chce dużo komentarzy, bo nie wie czy ma dla nas więcej pisać :) Suho i Kris
Biegł w stronę skąd dochodziły krzyki, ale zanim tam dobiegł one ucichły i nie było słychać już nic, poza jego przyśpieszonym oddechem.
Po 15 minutach poszukiwań znalazł starą, opuszczoną chatę, w środku lasu. Nie wiedział gdzie jest, więc postanowił zapukać i zapytać o drogę.
Ku jego uciesze drzwi były otwarte, wszedł do środka i poczuł silny zapach zgnilizny. Przemieścił się do pokoju obok, gdzie zobaczył na wpół zjedzone ciało dziewczynki, obdartej ze skóry, a ściny pomieszczenia były całe we krwi. (Od Suho "Mówiłam żebyś tam nie szedł!")
Nagle odwrócił się ,a za oknem w ciemności zobaczył jak szyba paruje od oddechy jakiegoś zwierzęcia.
Tak się przestraszył, że natychmiast zaczął biec w stronę drzwi i tyle ile miał sił w nogach zaczął uciekać przed siebie. Niestety szalone zwierze rzuciło się w pościg za nim, w ostatniej chwili wybiegł z lasu, a stwór zniknął gdzieś w cieniu.
Chłopiec zatrzymał się na noc u swojej dziewczyny, ale nie powiedział jej ani słowa o tym zdarzeniu. Następnego dnia postanowił ominąć ten las i nic nikomu nie mówić, a sobie samemu kazał zapomnieć o tej całej sytuacji i o tym co przeżył tamtego wieczoru.
Po kilku dniach po wiosce rozeszła się wieść, że znikają dzieci i już nie wracają. Zdesperowany chłopiec postanowił powiedzieć co się zdarzyło tamtego dnia i co zobaczył w lesie.
Kiedy wieść się rozeszła po wszystkich mieszkańcach, chłopi wybrali się do lasu, by sprawdzić czy to co mówił Paweł do prawda.
Następnego dnie kobiety i dzieci zastały w wiosce a mężczyźni wyruszyli na nocne łowy " na bestię". Kiedy oni penetrowali las w poszukiwaniu tajemniczego domu była pełnia.
Kiedy w wiosce wszyscy spali mały Pawełek usłyszał te same krzyki co, w tamtym lesie. Postanowił znaleźć sobie kryjówkę i się schować. Cały czas słyszał wołanie o pomoc i krzyki mordowanych matek z dziećmi. Nad rankiem kiedy mężczyźni wrócili do wioski doznali szoku. Wszyscy zamordowani leżeli na środku, na wielkiej kupie poukładani. Mieli odgryzione głowy, nadjedzone części ciała, zdarte skórę. Mężczyźni zaczęli krzyczeć i szlochać wołając i szukając swoich martwych rodzin z myślą, że ktoś może przeżył. w ten wybiegł mały Pawełek i z płaczem przybiegł opowiadając co widział i słyszał.
Kiedy to usłyszeli postanowili ostrzec sąsiadów zza lasu. ( rodzinę dziewczyny Pawła). Kiedy na miejsce znaleźli kolejne ciała przed domem, które miały takie same obrażenia jak te w ich wiosce.
Wszyscy wzięli pochodnie i broń, i postanowili wziąć małego Pawełka ze sobą, aby pokazał im gdzie jest ten dom.
Kiedy zaszło słońce weszli w las zapolować na bestię, Mały i przerażony całą sytuacją Pawełek zaprowadził ich do domu.
Kiedy tam dotarli wbili pochodnie w ziemi i zamarli, dookoła były pale bite w ziemie, a na nich głowy ludzi z wioski. Postanowili wejść do środka. Gdy już byli w domu przeszedł ich dreszcz skóry ich rodzin przyozdobiły ściany całego domu. Nagle Pawełek usłyszał dziwny ryk zza okna, kiedy mężczyźni podeszli do okna zobaczyli jak w jednej chwili zgasły wszystkie pochodnie, ze strachem trzech z nich postanowiło wyjść i sprawdzić co się stał.
Kiedy wyszli zamknęli drzwi do domu, wszyscy słuchali jak umierają.
Później postanowiono, że wszyscy mężczyźni wyjdą i spróbują zabić zwierze, a mały Paweł zostanie w domu i będzie czekał aż ktoś po niego wróci. I tak się stało, wzięli mężczyźni broni wyszli a chłopie podszedł do okna i patrzył jak umierają, Kiedy został ostatni mały zdołał dostrzec jak wygląda bestia. Był wilk który chodził na dwóch tylnych łapach, miał około 2,3 m wzrostu, szpony wielkie i całe od krwi ludzi. Jego kły wystawały z pod szczęki.
Kiedy już zabił wszystkich spojrzał na chłopca, którego już nie było przy oknie, leżał w kącie i płakał a tajemnicza bestia zniknęła w ciemnych zaroślach, Kiedy nastał świt mały Pawełek postanowił, że wyjdzie z domu i ucieknie i tak zrobił. Biegł tak długo, aż dobiegł do najbliższego miasta, które znajduje się 30 km dalej.
Kiedy tam dobiegł wyszedł na środek ulicy do ludzi i krzykną, że wszyscy i tak zginą, po czym wyją broń i strzelił sobie w głowę.
--------------------------------------------------
Oto psychiczne opowiadanie Megi ^^ Nasz przyjaciel chce dużo komentarzy, bo nie wie czy ma dla nas więcej pisać :) Suho i Kris
niedziela, 14 września 2014
Chan forever
Autor: Baekhyun
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Wyobraźcie sobie, że jesteście mną. 19-
letnią Eloise, która właśnie pisze maturę z Angielskiego. Moi rodzice się
rozwiedli, a obecnie mieszkam z mamą. Mój ojciec płaci co miesiąc alimenty w
wysokości 2000 $, ale nie martwcie się, nie zbankrutuje. Jest biznesmenem,
który ma własną firmę, albo raczej m i a ł własną firmę, gdyż teraz walczy z
rakiem. Źle z nim niestety. Długo nie pożyje, ale wróćmy do początku.
Jestem 19- letnią Eloise, która pisze
maturę z Angielskiego. Nawet ci, którzy jeszcze jej nie pisali powinni
wiedzieć, jakie to stresujące. Siedzisz w ławce jedynie z długopisem i kilkoma
stronami, które musisz zapisać w wyznaczonym czasie i nie masz ani sekundy
dłużej, żeby dokończyć pisać nawet, jeśli nie zdążysz. Odpowiedź jest tyko
jedna, a propozycji wiele. Ostatnie minuty dzielą mnie od zakończenia swojej
pracy, gdy nagle obok mojego krzesełka pojawia się nauczyciel. Spoglądam mu
prosto w oczy. Nie powiedział ani słowa, a ja już wiem, o co mu chodzi.
Pokazuje ręką na drzwi i mówi, że mam przerwać pracę. Odkładam długopis, wstaję
i kieruję się ku wyjściu z sali, a nauczyciel bierze to, co zostało na ławce ze
sobą.
Wychodzę
pierwsza, a za mną od razu pan Wellon (nauczyciel).
- Elie- mówi i czeka nie wiadomo, na co.-
Twój ojciec nie żyje.
Moja twarz
zostaje nieporuszona, jakby nic się nie stało. Nie chcę się rozmazać przed
nauczycielem. Czuję, że jak coś powiem to się rozpłaczę, dlatego odpowiadam
krótko i zwięźle patrząc pod nogi.
- Domyśliłam się.
- Zmarł podczas snu- ciągnie dalej.- Twój
szofer czeka na ciebie przed budynkiem, by zawieźć cię do szpitala. Chcą, żebyś
się pożegnała i zobaczyła testament.
Wysłuchuję go do końca. Nadal nie
zmieniam swojego obojętnego wyrazu twarzy. Mam już wyjść z budynku, gdy pan
Wellon nagle mnie zatrzymuje, łapiąc za nadgarstek.
- Gdy dojdziesz do siebie, przyjdź i dokończ
swoją pracę. Byłoby najlepiej, gdybyś zrobiła to jeszcze dzisiaj, ale
zrozumiemy, jeśli przyjdziesz innego dnia. Jest tylko jeden warunek, musisz to
zrobić do końca tego tygodnia, a przypominam, że jest już środa- mówi
puszczając mój nadgarstek, a ja z pośpiechem wychodzę na zewnątrz.
20 lat. Minął dokładnie rok od mojej
matury. Zdałam i dostałam się na studia bez żadnego zarzutu. Mieszkam w d u ż y
m domu i mam d u ż o pieniędzy. Teoretycznie niczego mi nie brakuje. Wyjaśnię
wam, dlaczego.
Rok temu byłam w szpitalu, pożegnałam
swojego ojca, przeczytałam testament… No właśnie, przeczytałam testament. „ Mój dzień nadszedł. Śmierć po mnie
przyszła. Nie martwcie się, nie opłakujcie mnie. Żyjcie dalej. Teraz
przeczytacie, co komu przypisuję, kto będzie miał ode mnie spadek: Dom
przypisuję mojej córce, pieniądze córce, moje rzeczy córce (może zrobić z nimi,
co chce. Może je spalić, sprzedać, zostawić). Wszystko, co moje zostawiam
córce. Kocham cię córeczko i pamiętaj, że nigdy tak naprawdę cię nie opuszczę.”
I co na to powiecie? Wszystko przypadło mnie. Nic nie dał mamie. TYLKO
MNIE.
25. Tyle już mam lat. Skończyłam studia,
teraz jestem architektem. Codziennie przychodzę zmęczona i obolała po pracy.
Kładę się na kanapie w butach i zasypiam. Budzę się po 2 godzinach i dopiero wtedy
dochodzi do mnie, że muszę się przebrać, umyć, doprowadzić się do porządku. Tak
jest codziennie, ale teraz postanawiam to zmienić. Oczywiście nie porzucę
pracy, ani nic w tym stylu, po prostu znajdę sobie towarzysza. Acha… Zapomniałam
wam powiedzieć, że nie mam partnera… Ani męża.
Nic mi nie wychodzi, nikt mnie nie chce.
Nie wiem, może jestem jakaś dziwna, mam dziwną osobowość. Skoro w ten sposób
nie potrafię sobie nikogo znaleźć, postanawiam pójść do jakiegoś ośrodka.
Jestem w ośrodku dla ułomnych. Może to
trochę dziwnie zabrzmi, ale tak… mam zamiar „wziąć” do domu osobę, którą będę
mogła się opiekować. Byłoby najlepiej, gdyby była w moim wieku. Rozglądam się
po ośrodku, po pokojach, w których mieszkają. Wszyscy patrzą się na mnie, jakby
byli małymi dziećmi w domu dziecka… I nagle go znajduję. Od razu wiem, że to
on, ta odpowiednia osoba dla mnie. Wygląda na Azjatę. Czarne włosy, skośne,
ciemne oczy. Uśmiecha się do mnie. Podchodzę do niego powoli, ale stanowczo. On
spogląda mi w oczy siedząc na krześle, a ja siadam obok niego na drugim. Mam
ochotę coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedza.
- Przyszła pani po mnie?- Pyta z szerokim
uśmiechem na twarzy.
Nie wiem, co
powiedzieć, jego uroda mnie oszałamia. Jak taka osoba mogła trafić do takiego
ośrodka?
-Tak, przyszłam po ciebie- mówię spokojnym
tonem. Mam ochotę go dotknąć, ale się powstrzymuję.- Jak masz na imię?
- Genialnie! Nareszcie będę mógł się wyrwać
z tej ciupy. Na imię mam Chanyeol, jestem Koreańczykiem, mam 22 lata. Wiem,
wyglądam na mniej, ale nie przeszkadza mi to… Możemy sobie mówić po imieniu?
Jak się nazywasz?- Pyta podnosząc się z krzesła i podając mi rękę na powitanie.
-
Jesteś uroczy- podaję mu swoją.- Eloise. To moje imię, ale mów mi Elie. Możemy
zostać przyjaciółmi, jeśli tylko zechcesz- mówię, uśmiecham się i wstaję tak
jak on.
- Fantastycznie! To ja się szybko spakuję, a
pani, to znaczy Eloise… Znaczy Elie niech pójdzie powiedzieć naszym opiekunom,
że od dziś będę miał już prawdziwy dom- Odpowiada z entuzjazmem, wyciągając
swoją torbę z szafy.- Mam też białego kota. Mogę go ze sobą wziąć? Nie będzie
sprawiał problemów?
- Dobrze. Pakuj się, a ja zaraz przyjdę.
Możesz wziąć również kota. Nie ma problemu.
Wychodzę z
jego pokoju i idę w stronę biura. Tam powinni się teraz znajdować opiekunowie.
Podczas mojego marszu rozmyślam nad tym, jaki to Chanyeol jest uroczy i słodki.
Jestem pewna, że będziemy się ze sobą dogadywać.
Idę w stronę mojego nowego towarzysza
wraz z jego opiekunem. Mamy zamiar wejść do pokoju, ale nie będzie nam to
potrzebne, gdyż Chanyeol stoi tuż przed nimi z torbą na ramieniu i kotem w
drugiej ręce.
- To jak? Gotowy?- Pyta mężczyzna obok mnie.
- Jak nigdy dotąd- odpowiada kierując się w
moją stronę.
Jedziemy samochodem. Ja prowadzę, on
siedzi tuż obok mnie z kotem na kolanach. Głaszcze go, zaczynając od głowy, a
kończąc w miejscu, gdzie zaczyna się jego ogon. Robi to czule, tak jakby to
było jego dziecko. Jego piękny uśmiech nadal nie schodzi mu z twarzy… I nie
musi. Cieszę się, że jest szczęśliwy. Do mojego domu jedziemy trochę ponad
godzinę. Nie dziwię się, gdyż leży w centrum Nowego Yorku. Po drodze zamieniamy
tylko kilka słów między sobą. Nie potrzebuję więcej, niech się zaaklimatyzuje.
Zastanawiam się nad tym, czy spodoba mu się dom, czy będzie się w nim dobrze
czuł, czy się do mnie przyzwyczai. Zdaję sobie sprawę, jakie będzie to dla
niego trudne. Nowe otoczenie, nowa osoba, z którą będzie musiał dzielić
przestrzeń. Ale na razie wolę się tym nie zamartwiać. Tego wszystkiego dowiem
się niebawem.
Wyszliśmy z samochodu i teraz stoimy
przed moim domem. Chanyeol wygląda na zachwyconego, ale pozory mylą, czyż nie?
- I jak ci się podoba?- Pytam oczekując
odpowiedzi.
- Dom? Jest wspaniały! Widzę go dopiero z
zewnątrz, a już jestem w niebo wzięty. Nie mogę uwierzyć, że będę tu mieszkać
razem z tobą Elie. Czy to wszystko twoje? Wygląda jak hotel 5-cio gwiazdkowy,
albo coś o wiele większego!- Wykrzykuje, skacząc przy tym jak małe dziecko.
Mówię mu, że
to wszystko należy do mnie, gdyż dostałam to wszystko w spadku po ojcu.
Zapraszam go do środka. On jest zachwycony i mówi, że nie do końca jest pewien,
czy na to wszystko zasługuje.
Jesteśmy w hallu, a Chanyeol już nie
wytrzymuje i rzuca torbę na ziemię. Dziękuje mi za to, że jako jeden z niewielu
zaznał raju na ziemi.
- Chodź, oprowadzę cię po domu. Pokażę ci
twój pokój- oznajmiam Chan’ owi, a ten przytula mnie z radości, nie mogąc się
doczekać.
Zaczynamy od
salonu, przechodząc do kuchni ze spiżarnią. Następnie idziemy do łazienek,
mojego pokoju, miejsca dla gości, siłowni, domowego kina, sali do gier, mojego
prywatnego biura, a na koniec zostawiam jego pokój. Współlokator wymięka. Po
twarzy spływają mu łzy szczęścia, opada na kolana. Przytula moje nogi i w kółko
powtarza „Dziękuję, dziękuję, dziękuję…”
- I jak?- Pytam.
- To wszystko moje? Ten pokój jest 10 razy
większy od tego w ośrodku!
Cieszę się,
bo on się cieszy.
- Jest jeszcze niewykończony. Jutro
pojedziemy do sklepu, kupić ci nową pościel i farbę na ściany. Słyszałam, że
twoim ulubionym kolorem jest czarny. Jak tylko wrócimy zaczniemy ci je malować.
Teraz odpocznij po podróży i się rozpakuj, a ja zrobię coś pysznego do
schrupania.
Wychodzę z pomieszczenia i zamykam drzwi.
Nagle coś zaczyna ocierać się o moje nogi. Spoglądam w dół i zauważam białego
kota Chana.
- I co mały, jak się nazywasz?- Pytam go spoglądając
na jego obróżkę. Metalową zawieszkę biorę w dwa palce i czytam jej zawartość
„EDO”.
Mija tydzień, odkąd 22- latek ze mną
zamieszkał. W pracy wzięłam urlop, po to byśmy mieli więcej czasu dla siebie. Z
początku myślałam, że będzie gorzej, ale Chanyeol dobrze się sprawuje i szybko
się przyzwyczaja do mnie, jak i do nowego otoczenia. Powiedziałam mu, jakie są
zasady, których będzie musiał przestrzegać w n a s z y m domu: utrzymywać
porządek i zajmować się swoim kotem. Wiem. To mało, ale na razie wolę go nie
przemęczać. Z czasem tych obowiązków będzie przybywać i on sam się o tym dowie.
Po 2 tygodniach wracam do pracy. Nie jest
to najlepsza wiadomość, jaką mogę wam wyznać, ale tak już jest. Bez pracy nie
ma życia. Z każdym dniem coraz więcej dowiaduję się o Chanie. Zauważyłam, że ma
muzyczną duszę. Potrafi grać na pianinie, perkusji, gitarze, basie i
afrykańskich bębnach. Umie śpiewać i beatboxować. Zdolny z niego chłopak.
Zapytałam się, jaki jest jego ulubiony film. Odpowiedział Szkoła Rocka. Kupiłam mu płytę i od tego czasu ogląda go dzień w
dzień. Podziwiam go za to. Od małego siedział w ośrodku dla ułomnych, a ma już
takie zdolności.
Jest 6 rano. Idę do pracy, Chanyeol
jeszcze śpi. Na lodówce zostawiam mu karteczkę z treścią „W chlebaku masz bułki, a w lodówce parówki. Jeśli wolisz coś innego,
to na stole położyłam pieniądze. Będziesz mógł pójść do sklepu i coś sobie
kupić. Dziś wrócę wcześniej niż zwykle. Możliwe, że się wyrobię do 13.
Buziaki^^”
Piątek, weekend, koniec pracy. Wracam do
domu zmęczona, ale dziś wieczorem mam zamiar zabrać mojego współlokatora do
kina. Wyciągam klucze, ale nie będą mi one potrzebne, gdyż Chanyeol z impetem
otwiera drzwi i wysypuje na mnie jakieś kolorowe skrawki papieru.
- Witaj Madamme.
- Witaj Gentelmanie- odpowiadam mu z takim samym akcentem i
wchodzę do środka.- Co to jest?
- Confetti! Użyłem do tego twojego albumu ze
zdjęciami. Nie gniewasz się?
Uśmiech
pojawia się na jego twarzy. Zaskakuje mnie również jego ubiór. Na koszuli i
spodniach widnieje czerwony fartuszek, a na głowie czerwony kapturek.
- Czy się gniewam?! Nie wiem- mówię.- Użyłeś
do tego mojego albumu z dzieciństwa! Nie wiem, co mam o tym myśleć.
22- latek
jest zszokowany i ręce opadają mu wzdłuż bioder. Spuszcza głowę i odpowiada ze
smutkiem.
- Nie gniewaj się. Chciałem zrobić ci
niespodziankę i z a s y p a ć w s p o m
n i e n i a m i .
Zamurowało
mnie. Pomysł jest niezły, ale nie ukrywajmy tego, że zniszczył mi zdjęcia.
Przepraszam go za to, że na niego nakrzyczałam i mówię mu o dzisiejszych
planach na wieczór.
Jesteśmy w kinie. Ja ubrana w sukienkę, a
on w elegancką koszulę, jeansy i trampki, które dodają trochę luzu w jego
ubiorze. Razem wybieramy dobrą komedię, jako nasz seans. Kupujemy nachosy i
colę, a następnie udajemy się na salę.
Film się kończy, a my jesteśmy zadowoleni
z naszego dzisiejszego wieczoru. Komedia była udana. Jeszcze nigdy się tak nie
śmiałam, a co dopiero Chanyeol. To jego pierwszy pobyt w kinie. Gdy wracamy do
domu jest 23:46. Jesteśmy padnięci i zmęczeni. Każdy idzie się umyć i kłaść do
łóżka. Mówimy sobie jedno krótkie Dobranoc
i kierujemy się do swoich pokoi.
Ranek. Dochodzą mnie niesamowite zapachy
z k u c h n i. O Boże! To pewnie Chan! Szybko ubieram się w szlafrok i schodzę
na dół. Wchodzę do pomieszczenia, w którym coś się smaży i tak jak
podejrzewałam, przede mną przy patelni ukazuje się Chanyeol.
- Co robisz?- Pytam zaspanym tonem.
- Tonkatsu- odpowiada śpiewająco
współlokator.- Mówię ci niebo w gębie.
-Kolejna niespodzianka? Co to jest, jeśli
mogę zapytać?
- Japoński kotlet. Zobaczysz, posmakuje ci.
No to
kolejna rzecz, o której się dopiero teraz dowiaduję. Chanyeol potrafi gotować.
Siadam na krześle przy stole i czekam na śniadanie. Po pewnym czasie na moim
talerzu pojawia się soczysty, mały kotlecik. Spoglądam na 22- latka i zauważam,
że on nie je.
- A co z tobą? Gdzie twoja porcja?- Pytam.
- Nie ma jej. Na śmierć zapomniałem o sobie-
odpowiada drapiąc się po karku.
W takim
razie nie mam, co robić jak oddać mu połowę swojego Tonkatsu. Zaprzecza, ale ja
wymiguję się tekstem, że nie jem dużo na śniadanie i połowa w zupełności mi
wystarczy. Takim cudem Chanyeol zrobił swoje pierwsze śniadanie w tym domu dla
nas obu.
Mija weekend i znowu trzeba iść do pracy.
Kolejne projekty pojawiają się na papierze milimetrowym przez 10 godzin. Po tym
wszystkim znowu jestem padnięta i znowu zmęczona wracam do domu. Wchodzę do
hallu i mówię Chanowi, że idę się trochę zdrzemnąć do swojego pokoju. Otwieram
drzwi, wchodzę i wpadam na coś miękkiego, lecz wbijającego się w skórę, co na
pewno nie jest moim łóżkiem. Otwieram oczy i zauważam wełnę. D u ż o, d u ż o wełny. Odwracam się, a za
mną stoi 22- latek. Spoglądam na niego zaspanym wzrokiem.
- I jak?- Pyta.
-Co to jest?
- Sieci.
M o j e sieci. Wpadłaś w nie i teraz jesteś m o j a.
- Twoja? O czym ty do cholery… mówisz?
- Kocham cię, Elie.
--------------------------------------------------------------
A oto komediowy oneshot mojej siostry XDD Mam nadzieję, że wam się spodobał, bo mi bardzo :D Coś na złe dni.... Ach, przepraszam was, że tak długo nic nie było wstawiane, ale no wiecie, szkoła. Mam nadzieję, że nas za to nie zabijecie ;) Wielbię was! <3
--------------------------------------------------------------
A oto komediowy oneshot mojej siostry XDD Mam nadzieję, że wam się spodobał, bo mi bardzo :D Coś na złe dni.... Ach, przepraszam was, że tak długo nic nie było wstawiane, ale no wiecie, szkoła. Mam nadzieję, że nas za to nie zabijecie ;) Wielbię was! <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)





