Był to piękny dzień, pewien młody chłopak o imieniu Paweł szedł właśnie polną ścieżką do swojej dziewczyny Iwony. Kiedy wszedł do lasu było już ciemno, chłopak miał dopiero 13 lat i dopiero poznawał uroki życia nastolatka. Mijając jedno z drzew usłyszał przerażający krzyk dziewczynki "Help me!", postanowił to sprawdzić. (od Suho "Nie idź tam!" xD)
Biegł w stronę skąd dochodziły krzyki, ale zanim tam dobiegł one ucichły i nie było słychać już nic, poza jego przyśpieszonym oddechem.
Po 15 minutach poszukiwań znalazł starą, opuszczoną chatę, w środku lasu. Nie wiedział gdzie jest, więc postanowił zapukać i zapytać o drogę.
Ku jego uciesze drzwi były otwarte, wszedł do środka i poczuł silny zapach zgnilizny. Przemieścił się do pokoju obok, gdzie zobaczył na wpół zjedzone ciało dziewczynki, obdartej ze skóry, a ściny pomieszczenia były całe we krwi. (Od Suho "Mówiłam żebyś tam nie szedł!")
Nagle odwrócił się ,a za oknem w ciemności zobaczył jak szyba paruje od oddechy jakiegoś zwierzęcia.
Tak się przestraszył, że natychmiast zaczął biec w stronę drzwi i tyle ile miał sił w nogach zaczął uciekać przed siebie. Niestety szalone zwierze rzuciło się w pościg za nim, w ostatniej chwili wybiegł z lasu, a stwór zniknął gdzieś w cieniu.
Chłopiec zatrzymał się na noc u swojej dziewczyny, ale nie powiedział jej ani słowa o tym zdarzeniu. Następnego dnia postanowił ominąć ten las i nic nikomu nie mówić, a sobie samemu kazał zapomnieć o tej całej sytuacji i o tym co przeżył tamtego wieczoru.
Po kilku dniach po wiosce rozeszła się wieść, że znikają dzieci i już nie wracają. Zdesperowany chłopiec postanowił powiedzieć co się zdarzyło tamtego dnia i co zobaczył w lesie.
Kiedy wieść się rozeszła po wszystkich mieszkańcach, chłopi wybrali się do lasu, by sprawdzić czy to co mówił Paweł do prawda.
Następnego dnie kobiety i dzieci zastały w wiosce a mężczyźni wyruszyli na nocne łowy " na bestię". Kiedy oni penetrowali las w poszukiwaniu tajemniczego domu była pełnia.
Kiedy w wiosce wszyscy spali mały Pawełek usłyszał te same krzyki co, w tamtym lesie. Postanowił znaleźć sobie kryjówkę i się schować. Cały czas słyszał wołanie o pomoc i krzyki mordowanych matek z dziećmi. Nad rankiem kiedy mężczyźni wrócili do wioski doznali szoku. Wszyscy zamordowani leżeli na środku, na wielkiej kupie poukładani. Mieli odgryzione głowy, nadjedzone części ciała, zdarte skórę. Mężczyźni zaczęli krzyczeć i szlochać wołając i szukając swoich martwych rodzin z myślą, że ktoś może przeżył. w ten wybiegł mały Pawełek i z płaczem przybiegł opowiadając co widział i słyszał.
Kiedy to usłyszeli postanowili ostrzec sąsiadów zza lasu. ( rodzinę dziewczyny Pawła). Kiedy na miejsce znaleźli kolejne ciała przed domem, które miały takie same obrażenia jak te w ich wiosce.
Wszyscy wzięli pochodnie i broń, i postanowili wziąć małego Pawełka ze sobą, aby pokazał im gdzie jest ten dom.
Kiedy zaszło słońce weszli w las zapolować na bestię, Mały i przerażony całą sytuacją Pawełek zaprowadził ich do domu.
Kiedy tam dotarli wbili pochodnie w ziemi i zamarli, dookoła były pale bite w ziemie, a na nich głowy ludzi z wioski. Postanowili wejść do środka. Gdy już byli w domu przeszedł ich dreszcz skóry ich rodzin przyozdobiły ściany całego domu. Nagle Pawełek usłyszał dziwny ryk zza okna, kiedy mężczyźni podeszli do okna zobaczyli jak w jednej chwili zgasły wszystkie pochodnie, ze strachem trzech z nich postanowiło wyjść i sprawdzić co się stał.
Kiedy wyszli zamknęli drzwi do domu, wszyscy słuchali jak umierają.
Później postanowiono, że wszyscy mężczyźni wyjdą i spróbują zabić zwierze, a mały Paweł zostanie w domu i będzie czekał aż ktoś po niego wróci. I tak się stało, wzięli mężczyźni broni wyszli a chłopie podszedł do okna i patrzył jak umierają, Kiedy został ostatni mały zdołał dostrzec jak wygląda bestia. Był wilk który chodził na dwóch tylnych łapach, miał około 2,3 m wzrostu, szpony wielkie i całe od krwi ludzi. Jego kły wystawały z pod szczęki.
Kiedy już zabił wszystkich spojrzał na chłopca, którego już nie było przy oknie, leżał w kącie i płakał a tajemnicza bestia zniknęła w ciemnych zaroślach, Kiedy nastał świt mały Pawełek postanowił, że wyjdzie z domu i ucieknie i tak zrobił. Biegł tak długo, aż dobiegł do najbliższego miasta, które znajduje się 30 km dalej.
Kiedy tam dobiegł wyszedł na środek ulicy do ludzi i krzykną, że wszyscy i tak zginą, po czym wyją broń i strzelił sobie w głowę.
--------------------------------------------------
Oto psychiczne opowiadanie Megi ^^ Nasz przyjaciel chce dużo komentarzy, bo nie wie czy ma dla nas więcej pisać :) Suho i Kris
piątek, 19 września 2014
niedziela, 14 września 2014
Chan forever
Autor: Baekhyun
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Wyobraźcie sobie, że jesteście mną. 19-
letnią Eloise, która właśnie pisze maturę z Angielskiego. Moi rodzice się
rozwiedli, a obecnie mieszkam z mamą. Mój ojciec płaci co miesiąc alimenty w
wysokości 2000 $, ale nie martwcie się, nie zbankrutuje. Jest biznesmenem,
który ma własną firmę, albo raczej m i a ł własną firmę, gdyż teraz walczy z
rakiem. Źle z nim niestety. Długo nie pożyje, ale wróćmy do początku.
Jestem 19- letnią Eloise, która pisze
maturę z Angielskiego. Nawet ci, którzy jeszcze jej nie pisali powinni
wiedzieć, jakie to stresujące. Siedzisz w ławce jedynie z długopisem i kilkoma
stronami, które musisz zapisać w wyznaczonym czasie i nie masz ani sekundy
dłużej, żeby dokończyć pisać nawet, jeśli nie zdążysz. Odpowiedź jest tyko
jedna, a propozycji wiele. Ostatnie minuty dzielą mnie od zakończenia swojej
pracy, gdy nagle obok mojego krzesełka pojawia się nauczyciel. Spoglądam mu
prosto w oczy. Nie powiedział ani słowa, a ja już wiem, o co mu chodzi.
Pokazuje ręką na drzwi i mówi, że mam przerwać pracę. Odkładam długopis, wstaję
i kieruję się ku wyjściu z sali, a nauczyciel bierze to, co zostało na ławce ze
sobą.
Wychodzę
pierwsza, a za mną od razu pan Wellon (nauczyciel).
- Elie- mówi i czeka nie wiadomo, na co.-
Twój ojciec nie żyje.
Moja twarz
zostaje nieporuszona, jakby nic się nie stało. Nie chcę się rozmazać przed
nauczycielem. Czuję, że jak coś powiem to się rozpłaczę, dlatego odpowiadam
krótko i zwięźle patrząc pod nogi.
- Domyśliłam się.
- Zmarł podczas snu- ciągnie dalej.- Twój
szofer czeka na ciebie przed budynkiem, by zawieźć cię do szpitala. Chcą, żebyś
się pożegnała i zobaczyła testament.
Wysłuchuję go do końca. Nadal nie
zmieniam swojego obojętnego wyrazu twarzy. Mam już wyjść z budynku, gdy pan
Wellon nagle mnie zatrzymuje, łapiąc za nadgarstek.
- Gdy dojdziesz do siebie, przyjdź i dokończ
swoją pracę. Byłoby najlepiej, gdybyś zrobiła to jeszcze dzisiaj, ale
zrozumiemy, jeśli przyjdziesz innego dnia. Jest tylko jeden warunek, musisz to
zrobić do końca tego tygodnia, a przypominam, że jest już środa- mówi
puszczając mój nadgarstek, a ja z pośpiechem wychodzę na zewnątrz.
20 lat. Minął dokładnie rok od mojej
matury. Zdałam i dostałam się na studia bez żadnego zarzutu. Mieszkam w d u ż y
m domu i mam d u ż o pieniędzy. Teoretycznie niczego mi nie brakuje. Wyjaśnię
wam, dlaczego.
Rok temu byłam w szpitalu, pożegnałam
swojego ojca, przeczytałam testament… No właśnie, przeczytałam testament. „ Mój dzień nadszedł. Śmierć po mnie
przyszła. Nie martwcie się, nie opłakujcie mnie. Żyjcie dalej. Teraz
przeczytacie, co komu przypisuję, kto będzie miał ode mnie spadek: Dom
przypisuję mojej córce, pieniądze córce, moje rzeczy córce (może zrobić z nimi,
co chce. Może je spalić, sprzedać, zostawić). Wszystko, co moje zostawiam
córce. Kocham cię córeczko i pamiętaj, że nigdy tak naprawdę cię nie opuszczę.”
I co na to powiecie? Wszystko przypadło mnie. Nic nie dał mamie. TYLKO
MNIE.
25. Tyle już mam lat. Skończyłam studia,
teraz jestem architektem. Codziennie przychodzę zmęczona i obolała po pracy.
Kładę się na kanapie w butach i zasypiam. Budzę się po 2 godzinach i dopiero wtedy
dochodzi do mnie, że muszę się przebrać, umyć, doprowadzić się do porządku. Tak
jest codziennie, ale teraz postanawiam to zmienić. Oczywiście nie porzucę
pracy, ani nic w tym stylu, po prostu znajdę sobie towarzysza. Acha… Zapomniałam
wam powiedzieć, że nie mam partnera… Ani męża.
Nic mi nie wychodzi, nikt mnie nie chce.
Nie wiem, może jestem jakaś dziwna, mam dziwną osobowość. Skoro w ten sposób
nie potrafię sobie nikogo znaleźć, postanawiam pójść do jakiegoś ośrodka.
Jestem w ośrodku dla ułomnych. Może to
trochę dziwnie zabrzmi, ale tak… mam zamiar „wziąć” do domu osobę, którą będę
mogła się opiekować. Byłoby najlepiej, gdyby była w moim wieku. Rozglądam się
po ośrodku, po pokojach, w których mieszkają. Wszyscy patrzą się na mnie, jakby
byli małymi dziećmi w domu dziecka… I nagle go znajduję. Od razu wiem, że to
on, ta odpowiednia osoba dla mnie. Wygląda na Azjatę. Czarne włosy, skośne,
ciemne oczy. Uśmiecha się do mnie. Podchodzę do niego powoli, ale stanowczo. On
spogląda mi w oczy siedząc na krześle, a ja siadam obok niego na drugim. Mam
ochotę coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedza.
- Przyszła pani po mnie?- Pyta z szerokim
uśmiechem na twarzy.
Nie wiem, co
powiedzieć, jego uroda mnie oszałamia. Jak taka osoba mogła trafić do takiego
ośrodka?
-Tak, przyszłam po ciebie- mówię spokojnym
tonem. Mam ochotę go dotknąć, ale się powstrzymuję.- Jak masz na imię?
- Genialnie! Nareszcie będę mógł się wyrwać
z tej ciupy. Na imię mam Chanyeol, jestem Koreańczykiem, mam 22 lata. Wiem,
wyglądam na mniej, ale nie przeszkadza mi to… Możemy sobie mówić po imieniu?
Jak się nazywasz?- Pyta podnosząc się z krzesła i podając mi rękę na powitanie.
-
Jesteś uroczy- podaję mu swoją.- Eloise. To moje imię, ale mów mi Elie. Możemy
zostać przyjaciółmi, jeśli tylko zechcesz- mówię, uśmiecham się i wstaję tak
jak on.
- Fantastycznie! To ja się szybko spakuję, a
pani, to znaczy Eloise… Znaczy Elie niech pójdzie powiedzieć naszym opiekunom,
że od dziś będę miał już prawdziwy dom- Odpowiada z entuzjazmem, wyciągając
swoją torbę z szafy.- Mam też białego kota. Mogę go ze sobą wziąć? Nie będzie
sprawiał problemów?
- Dobrze. Pakuj się, a ja zaraz przyjdę.
Możesz wziąć również kota. Nie ma problemu.
Wychodzę z
jego pokoju i idę w stronę biura. Tam powinni się teraz znajdować opiekunowie.
Podczas mojego marszu rozmyślam nad tym, jaki to Chanyeol jest uroczy i słodki.
Jestem pewna, że będziemy się ze sobą dogadywać.
Idę w stronę mojego nowego towarzysza
wraz z jego opiekunem. Mamy zamiar wejść do pokoju, ale nie będzie nam to
potrzebne, gdyż Chanyeol stoi tuż przed nimi z torbą na ramieniu i kotem w
drugiej ręce.
- To jak? Gotowy?- Pyta mężczyzna obok mnie.
- Jak nigdy dotąd- odpowiada kierując się w
moją stronę.
Jedziemy samochodem. Ja prowadzę, on
siedzi tuż obok mnie z kotem na kolanach. Głaszcze go, zaczynając od głowy, a
kończąc w miejscu, gdzie zaczyna się jego ogon. Robi to czule, tak jakby to
było jego dziecko. Jego piękny uśmiech nadal nie schodzi mu z twarzy… I nie
musi. Cieszę się, że jest szczęśliwy. Do mojego domu jedziemy trochę ponad
godzinę. Nie dziwię się, gdyż leży w centrum Nowego Yorku. Po drodze zamieniamy
tylko kilka słów między sobą. Nie potrzebuję więcej, niech się zaaklimatyzuje.
Zastanawiam się nad tym, czy spodoba mu się dom, czy będzie się w nim dobrze
czuł, czy się do mnie przyzwyczai. Zdaję sobie sprawę, jakie będzie to dla
niego trudne. Nowe otoczenie, nowa osoba, z którą będzie musiał dzielić
przestrzeń. Ale na razie wolę się tym nie zamartwiać. Tego wszystkiego dowiem
się niebawem.
Wyszliśmy z samochodu i teraz stoimy
przed moim domem. Chanyeol wygląda na zachwyconego, ale pozory mylą, czyż nie?
- I jak ci się podoba?- Pytam oczekując
odpowiedzi.
- Dom? Jest wspaniały! Widzę go dopiero z
zewnątrz, a już jestem w niebo wzięty. Nie mogę uwierzyć, że będę tu mieszkać
razem z tobą Elie. Czy to wszystko twoje? Wygląda jak hotel 5-cio gwiazdkowy,
albo coś o wiele większego!- Wykrzykuje, skacząc przy tym jak małe dziecko.
Mówię mu, że
to wszystko należy do mnie, gdyż dostałam to wszystko w spadku po ojcu.
Zapraszam go do środka. On jest zachwycony i mówi, że nie do końca jest pewien,
czy na to wszystko zasługuje.
Jesteśmy w hallu, a Chanyeol już nie
wytrzymuje i rzuca torbę na ziemię. Dziękuje mi za to, że jako jeden z niewielu
zaznał raju na ziemi.
- Chodź, oprowadzę cię po domu. Pokażę ci
twój pokój- oznajmiam Chan’ owi, a ten przytula mnie z radości, nie mogąc się
doczekać.
Zaczynamy od
salonu, przechodząc do kuchni ze spiżarnią. Następnie idziemy do łazienek,
mojego pokoju, miejsca dla gości, siłowni, domowego kina, sali do gier, mojego
prywatnego biura, a na koniec zostawiam jego pokój. Współlokator wymięka. Po
twarzy spływają mu łzy szczęścia, opada na kolana. Przytula moje nogi i w kółko
powtarza „Dziękuję, dziękuję, dziękuję…”
- I jak?- Pytam.
- To wszystko moje? Ten pokój jest 10 razy
większy od tego w ośrodku!
Cieszę się,
bo on się cieszy.
- Jest jeszcze niewykończony. Jutro
pojedziemy do sklepu, kupić ci nową pościel i farbę na ściany. Słyszałam, że
twoim ulubionym kolorem jest czarny. Jak tylko wrócimy zaczniemy ci je malować.
Teraz odpocznij po podróży i się rozpakuj, a ja zrobię coś pysznego do
schrupania.
Wychodzę z pomieszczenia i zamykam drzwi.
Nagle coś zaczyna ocierać się o moje nogi. Spoglądam w dół i zauważam białego
kota Chana.
- I co mały, jak się nazywasz?- Pytam go spoglądając
na jego obróżkę. Metalową zawieszkę biorę w dwa palce i czytam jej zawartość
„EDO”.
Mija tydzień, odkąd 22- latek ze mną
zamieszkał. W pracy wzięłam urlop, po to byśmy mieli więcej czasu dla siebie. Z
początku myślałam, że będzie gorzej, ale Chanyeol dobrze się sprawuje i szybko
się przyzwyczaja do mnie, jak i do nowego otoczenia. Powiedziałam mu, jakie są
zasady, których będzie musiał przestrzegać w n a s z y m domu: utrzymywać
porządek i zajmować się swoim kotem. Wiem. To mało, ale na razie wolę go nie
przemęczać. Z czasem tych obowiązków będzie przybywać i on sam się o tym dowie.
Po 2 tygodniach wracam do pracy. Nie jest
to najlepsza wiadomość, jaką mogę wam wyznać, ale tak już jest. Bez pracy nie
ma życia. Z każdym dniem coraz więcej dowiaduję się o Chanie. Zauważyłam, że ma
muzyczną duszę. Potrafi grać na pianinie, perkusji, gitarze, basie i
afrykańskich bębnach. Umie śpiewać i beatboxować. Zdolny z niego chłopak.
Zapytałam się, jaki jest jego ulubiony film. Odpowiedział Szkoła Rocka. Kupiłam mu płytę i od tego czasu ogląda go dzień w
dzień. Podziwiam go za to. Od małego siedział w ośrodku dla ułomnych, a ma już
takie zdolności.
Jest 6 rano. Idę do pracy, Chanyeol
jeszcze śpi. Na lodówce zostawiam mu karteczkę z treścią „W chlebaku masz bułki, a w lodówce parówki. Jeśli wolisz coś innego,
to na stole położyłam pieniądze. Będziesz mógł pójść do sklepu i coś sobie
kupić. Dziś wrócę wcześniej niż zwykle. Możliwe, że się wyrobię do 13.
Buziaki^^”
Piątek, weekend, koniec pracy. Wracam do
domu zmęczona, ale dziś wieczorem mam zamiar zabrać mojego współlokatora do
kina. Wyciągam klucze, ale nie będą mi one potrzebne, gdyż Chanyeol z impetem
otwiera drzwi i wysypuje na mnie jakieś kolorowe skrawki papieru.
- Witaj Madamme.
- Witaj Gentelmanie- odpowiadam mu z takim samym akcentem i
wchodzę do środka.- Co to jest?
- Confetti! Użyłem do tego twojego albumu ze
zdjęciami. Nie gniewasz się?
Uśmiech
pojawia się na jego twarzy. Zaskakuje mnie również jego ubiór. Na koszuli i
spodniach widnieje czerwony fartuszek, a na głowie czerwony kapturek.
- Czy się gniewam?! Nie wiem- mówię.- Użyłeś
do tego mojego albumu z dzieciństwa! Nie wiem, co mam o tym myśleć.
22- latek
jest zszokowany i ręce opadają mu wzdłuż bioder. Spuszcza głowę i odpowiada ze
smutkiem.
- Nie gniewaj się. Chciałem zrobić ci
niespodziankę i z a s y p a ć w s p o m
n i e n i a m i .
Zamurowało
mnie. Pomysł jest niezły, ale nie ukrywajmy tego, że zniszczył mi zdjęcia.
Przepraszam go za to, że na niego nakrzyczałam i mówię mu o dzisiejszych
planach na wieczór.
Jesteśmy w kinie. Ja ubrana w sukienkę, a
on w elegancką koszulę, jeansy i trampki, które dodają trochę luzu w jego
ubiorze. Razem wybieramy dobrą komedię, jako nasz seans. Kupujemy nachosy i
colę, a następnie udajemy się na salę.
Film się kończy, a my jesteśmy zadowoleni
z naszego dzisiejszego wieczoru. Komedia była udana. Jeszcze nigdy się tak nie
śmiałam, a co dopiero Chanyeol. To jego pierwszy pobyt w kinie. Gdy wracamy do
domu jest 23:46. Jesteśmy padnięci i zmęczeni. Każdy idzie się umyć i kłaść do
łóżka. Mówimy sobie jedno krótkie Dobranoc
i kierujemy się do swoich pokoi.
Ranek. Dochodzą mnie niesamowite zapachy
z k u c h n i. O Boże! To pewnie Chan! Szybko ubieram się w szlafrok i schodzę
na dół. Wchodzę do pomieszczenia, w którym coś się smaży i tak jak
podejrzewałam, przede mną przy patelni ukazuje się Chanyeol.
- Co robisz?- Pytam zaspanym tonem.
- Tonkatsu- odpowiada śpiewająco
współlokator.- Mówię ci niebo w gębie.
-Kolejna niespodzianka? Co to jest, jeśli
mogę zapytać?
- Japoński kotlet. Zobaczysz, posmakuje ci.
No to
kolejna rzecz, o której się dopiero teraz dowiaduję. Chanyeol potrafi gotować.
Siadam na krześle przy stole i czekam na śniadanie. Po pewnym czasie na moim
talerzu pojawia się soczysty, mały kotlecik. Spoglądam na 22- latka i zauważam,
że on nie je.
- A co z tobą? Gdzie twoja porcja?- Pytam.
- Nie ma jej. Na śmierć zapomniałem o sobie-
odpowiada drapiąc się po karku.
W takim
razie nie mam, co robić jak oddać mu połowę swojego Tonkatsu. Zaprzecza, ale ja
wymiguję się tekstem, że nie jem dużo na śniadanie i połowa w zupełności mi
wystarczy. Takim cudem Chanyeol zrobił swoje pierwsze śniadanie w tym domu dla
nas obu.
Mija weekend i znowu trzeba iść do pracy.
Kolejne projekty pojawiają się na papierze milimetrowym przez 10 godzin. Po tym
wszystkim znowu jestem padnięta i znowu zmęczona wracam do domu. Wchodzę do
hallu i mówię Chanowi, że idę się trochę zdrzemnąć do swojego pokoju. Otwieram
drzwi, wchodzę i wpadam na coś miękkiego, lecz wbijającego się w skórę, co na
pewno nie jest moim łóżkiem. Otwieram oczy i zauważam wełnę. D u ż o, d u ż o wełny. Odwracam się, a za
mną stoi 22- latek. Spoglądam na niego zaspanym wzrokiem.
- I jak?- Pyta.
-Co to jest?
- Sieci.
M o j e sieci. Wpadłaś w nie i teraz jesteś m o j a.
- Twoja? O czym ty do cholery… mówisz?
- Kocham cię, Elie.
--------------------------------------------------------------
A oto komediowy oneshot mojej siostry XDD Mam nadzieję, że wam się spodobał, bo mi bardzo :D Coś na złe dni.... Ach, przepraszam was, że tak długo nic nie było wstawiane, ale no wiecie, szkoła. Mam nadzieję, że nas za to nie zabijecie ;) Wielbię was! <3
--------------------------------------------------------------
A oto komediowy oneshot mojej siostry XDD Mam nadzieję, że wam się spodobał, bo mi bardzo :D Coś na złe dni.... Ach, przepraszam was, że tak długo nic nie było wstawiane, ale no wiecie, szkoła. Mam nadzieję, że nas za to nie zabijecie ;) Wielbię was! <3
sobota, 13 września 2014
Nowe kłopoty
____ ---> Tam musicie wstawić swoje imię ^^
Autor: Suho
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Ale nuda! Czemu ta lekcja tak się dłuży? Aigoo!
Nareszcie dzwonek!
Jak najszybciej spakowałaś książki do torby i wyszłaś z sali, kierując się do szafki. Wrzuciłaś tam podręczniki i ruszyłaś w stronę stołówki. Nagle jednak stanęłaś jak wryta na środku korytarza, widząc kilka metrów przed sobą Sugę. Obróciłaś się na pięcie i ruszyłaś przed siebie, jakby ktoś wystrzelił Cię z procy. Właśnie miałaś skręcić, gdy usłyszałaś głośne śmiechy. Normalnie nie zwróciło by to Twojej uwagi, gdyby to nie to iż spośród tych śmiechów, usłyszałaś jęknięcie bólu. Wyjrzałaś zza ściany i zobaczyłaś jakiegoś nie znanego Ci, młodego chłopaka siedzącego na ziemi i opierającego się o szafki, jego twarz była wykrzywiona w grymasie bólu i niezadowolenia. Otaczało go około szóstka chłopaków ze starszej klasy i donośnie się śmiali. Myślą, że są jacyś straszni, że są jakąś gangstą czy coś. Drogą dedukcji doszłaś do wniosku, że to przez nich tamten tak siedzi. Nie mogłaś patrzeć jak komuś dzieje się krzywda. Ruszyłaś w ich stronę z zaciętą miną.
- Yah! Won mi stąd! Zostawić go! - Wydarłaś się na starszych chłopaków.
- Hah, masz czelność nam mówić co mamy robić? - Jeden z nich spojrzał na Ciebie cwaniacko, ten na "dole" przy szafkach tylko machał nie zauważalnie głową, pokazując że nie musisz tego robić.
- Nie udawaj wielkiego gangstera. Sio, bo pójdę po Namjoon'a! - Nie wierzysz że to powiedziałaś!
Chłopak spojrzał na Ciebie, próbując ukryć strach, po sekundzie machnął ręką na swoich kumpli i odeszli. Odwróciłaś się do siedzącego na ziemi nieznajomego i uśmiechnęłaś się do niego. Podeszłaś bliżej i wyciągnęłaś do niego rękę, popatrzył się na nią (rękę xD) niepewnie.
- Spokojnie, nic Ci nie zrobię. - Powiedziałaś, chłopak chwycił Twoją dłoń, a ty pociągnęłaś go w górę. Oczywiście w dużej mierze wstał sam, bo ty nie miałaś tyle siły, ale chciałaś pomóc.
- Em, dzięki. - Powiedział niepewnie ze spuszczoną głową, widać że jest tą sytuacją zawstydzony.
- Spoko, przecież to norma u nas. Myślą że są fajni, albo coś. - Wywróciłaś teatralnie oczami. - Jestem ______.
- A ja Jongkook. - Uśmiechnął się po raz pierwszy. - Naprawdę dziękuję ci za pomoc.
- Nie ma sprawy. Jesteś nowy?
- Tak, jestem w pierwszej klasie, chyba D. - Ciągle się uśmiechał, jest taki śliczny, jego uśmiech, nie on oczywiście, chociaż też jest całkiem, całkiem.
- To jesteś ze mną w klasie, chyba się zgubiłeś bo nie było cię na pierwszej lekcji. - Zaśmiałaś się z chłopaka.
- Taaa. - Również się zaśmiał, jednak w tym momencie został popchnięty mocno w tył i znów uderzył plecami o szafki i syknął głośno. Spojrzałaś niedowierzającym wzrokiem na sprawcę.
- Jin! O co Ci chodzi? - Krzyknęłaś na swojego "przyjaciela". - Co ty robisz?
- Czemu z nim rozmawiasz? - Zapytał zimno, obdarowując Cię równie zimnym spojrzeniem.
- A co? Nie wolno mi? Bo Nam Joon nie pozwala? Zawsze musicie za mną chodzić? - Wkurzył Cie tym, nigdy nie możesz nigdzie iść bez nich. Miałaś ochotę uderzyć go w twarz.
- O tym to sobie pogadasz z ze swoim chłopakiem. - Odpowiedział, po czym zbliżył się do Jongkooka. - A ty, lepiej się do niej nie zbliżaj. - Rozkazał chłopakowi, podchodząc do niego na niebezpiecznie bliską odległość.
- Jin, starczy, chyba zrozumiał. - Wtem usłyszałam głos Joon'a.
No świetnie, genialnie po prostu. Spojrzałaś na niego, stał razem z całą swoją "świtą", a tak starałaś się ich uniknąć. Cała szóstka zbliżyła się do nas.
- Cześć, słodka. - Nam uśmiechnął się do Ciebie i objął Cię ramieniem, odwzajemniłaś uśmiech, ale raczej z przymusu - A ty jak już pewne wiesz od Jin'a masz się nie zbliżać do niej nawet na cztery metry, bo nie będzie przyjemnie.
- Oj nie przesadzaj, misiek. - Zrobiłaś błagalne oczka patrząc na chłopaka.
- Jesteś moja i nikt nie ma prawa,,, - Zaczął, ale mu przerwałaś.
- Tak, wiem. Nikt nie ma prawa się do mnie zbliżyć poza nimi. - Wskazałaś ręką na resztą chłopaków.
- Mówiłem Ci już, że masz mi nie przerywać - Chciał się zamachnąć i już zaciskał pięść, ale że Kook był jeszcze w korytarzu, a poza tym była jeszcze przerwa, więc powstrzymał się. - I ładnie wszystko zapamiętałaś.
Rozległ się dzwonek oznajmiający początek lekcji. Twój chłopak spojrzał na poszkodowanego, mówiąc w ten sposób, że ma już sobie iść, co chłopak od razu zrobił.
- To z tym trzymaniem się ode mnie z daleka, to nie będzie zbyt możliwe. - Spojrzałaś na Monstera (tak też na niego mówią) niepewnie. - Bo wiesz, on chodzi ze mną do klasy.
- To co? V też, on będzie cię pilnował. - Urwał dosyć ostro, tę wymianę zdań.
Chłopak zaczął się schylać, żeby Cię pocałować, ale poczułaś uścisk na nadgarstku, a następnie zostałaś odciągnięta od swojego chłopaka. Spojrzałaś w górę na twarz osoby trzymającej Twoje ramię, to V.
Gdy tylko wzrok Namjoona padł na waszego przyjaciela widać w nim było chęć mordu.
- Sorki stary, ale musimy iść na lekcję, o nie wiem czy zauważyłeś ale jest już trochę po dzwonku. A poza tym ja mogę kiblować, bo mam to gdzieś, ale _______ nie powinna zostawać dłużej w szkole, bo ty tak chcesz. - Dziękuję! V, dziękuję ci! Ty nie mogłabyś tak powiedzieć, jeżelibyś tak zrobiła było by z Tobą dosyć krucho.
Widać że Mon nie był zadowolony, ale nie miał nic do gadania, bo już po chwili nie było ani Ciebie, ani Taehyung'a. Gdy tylko zniknęliście z oczu reszcie chłopaków zwolniliście tępa i szliście swobodne.
- Dzięki! - Westchnęłaś.
- Spoko, wiem że za nim jeszcze aż tak nie przepadasz. - Uśmiechnął się do Ciebie promiennie.
- Co znaczy jeszcze? - Zaciekawił Cię tym stwierdzeniem.
- Zawsze czepiasz się takich szczegółów, co nie? - Pokiwałaś głową co miało znaczyć "tak''. - Po prostu, on już tak ma, na początku żadna go nie lubi, bo wydaje się taki oschły i nieczuły. Kurde gadam jak baba. Jednak po jakimś czasie zaczynają się do tego przyzwyczajać, jednak on też musi się trochę oswoić z "nową laską" wiesz z jej charakterem. W tedy robi się trochę milszy i bardziej okazuje coś na miano uczuć. - Zaśmialiście się. - Tak więc daj mu trochę czasu.
Pokiwałaś głową. Dotarliście właśnie pod klasę, Tae otworzył drzwi i Cię w nich przepuścił.
- Co za gentlemen. Szkoda że się przez ciebie ta młoda dama ciągle spóźnia na zajęcia. - Nauczycielka Kang musiała się wypowiedzieć, przez co wszyscy odwrócili się w naszą stronę. Gdy Jung Kook zobaczył z kim przyszłaś momentalnie odwrócił się w stronę tablicy.
- Mianhe, nauczycielko Kang, To nie jego wina. - Ukłoniłaś się nisko przed kobietą.
Odwróciłaś głowę, by spojrzeć na przyjaciela, ale jego nie było obok Ciebie, siedział już na swoim miejscu i miał jak zwykle wywalone na wszystko.
- To czyja? Krasnoludków? - Cała klasa zarechotała niczym stado żab, wytrzeszczyłaś oczy na kobietę.
- Pani da jej spokój i prowadzi dalej lekcję. - Odezwał się V.
- Nie odzywaj się Kim. - Kang odpowiedziała ostro. - No, słucham, co się stało?
- To moja wina. - Jungkook wstał z miejsca i pokłonił się w geście przeproszenia. - Przepraszam.
- No dobrze, Siadaj.
Ruszyłaś na swoje miejsce i usiadłaś. Kolejna nudna lekcja.
~~~~*~~~~
Wracałaś do domu i ciągle oglądałaś się za siebie, mając wrażenie że ktoś za Tobą idzie.
Miałaś rację, Jungkook szedł za Tobą. Zatrzymałaś się i poczekałaś na niego.
- Gdzie idziesz? - Zapytałaś chłopaka, dopiero w tedy Cię zauważył.
- Em, idę do domu. A ty? I chyba nie powinienem iść tak blisko. - Kook zaczął się odsuwać, jednak ty go zatrzymałaś.
- Daj spokój, w drodze do domu, mnie nie śledzą. - Zaśmiałaś się z ostrożności chłopaka. - I ja też idę do domu.
Resztę drogi przebyliście w ciszy, odezwałaś się dopiero, gdy byłaś pod domem.
- No to ja mieszkam tu. - Wskazałaś ręką na dwupiętrowy budynek.
Chłopak uderzył się ręką w twarz, spojrzałaś na niego zdziwiona.
- Ja mieszkam tam. - Pokazał dom po drugiej stronie ulicy.
Zaczęłaś się śmiać, pożegnałaś się z Jung'iem i poszliście do domów.
Wszystko dotarło do Ciebie dopiero, gdy już znalazłaś się w domu. Dotarło do Ciebie że będą z tego kłopoty.
Dzisiejsza notka jest na górze. Na wstępie chcę przeprosić że tak długo nic nie było. No i stworzyłam dla was scenariusz ^^ Coś dla mnie zupełnie nowego ;/ Jakoś jutro powinien pojawić się kolejny oneshot, a jakoś w przyszłym tygodniu kolejny rozdział ^^ Suho :)
---------------------------------------------------------------------Autor: Suho
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Ale nuda! Czemu ta lekcja tak się dłuży? Aigoo!
Nareszcie dzwonek!
Jak najszybciej spakowałaś książki do torby i wyszłaś z sali, kierując się do szafki. Wrzuciłaś tam podręczniki i ruszyłaś w stronę stołówki. Nagle jednak stanęłaś jak wryta na środku korytarza, widząc kilka metrów przed sobą Sugę. Obróciłaś się na pięcie i ruszyłaś przed siebie, jakby ktoś wystrzelił Cię z procy. Właśnie miałaś skręcić, gdy usłyszałaś głośne śmiechy. Normalnie nie zwróciło by to Twojej uwagi, gdyby to nie to iż spośród tych śmiechów, usłyszałaś jęknięcie bólu. Wyjrzałaś zza ściany i zobaczyłaś jakiegoś nie znanego Ci, młodego chłopaka siedzącego na ziemi i opierającego się o szafki, jego twarz była wykrzywiona w grymasie bólu i niezadowolenia. Otaczało go około szóstka chłopaków ze starszej klasy i donośnie się śmiali. Myślą, że są jacyś straszni, że są jakąś gangstą czy coś. Drogą dedukcji doszłaś do wniosku, że to przez nich tamten tak siedzi. Nie mogłaś patrzeć jak komuś dzieje się krzywda. Ruszyłaś w ich stronę z zaciętą miną.
- Yah! Won mi stąd! Zostawić go! - Wydarłaś się na starszych chłopaków.
- Hah, masz czelność nam mówić co mamy robić? - Jeden z nich spojrzał na Ciebie cwaniacko, ten na "dole" przy szafkach tylko machał nie zauważalnie głową, pokazując że nie musisz tego robić.
- Nie udawaj wielkiego gangstera. Sio, bo pójdę po Namjoon'a! - Nie wierzysz że to powiedziałaś!
Chłopak spojrzał na Ciebie, próbując ukryć strach, po sekundzie machnął ręką na swoich kumpli i odeszli. Odwróciłaś się do siedzącego na ziemi nieznajomego i uśmiechnęłaś się do niego. Podeszłaś bliżej i wyciągnęłaś do niego rękę, popatrzył się na nią (rękę xD) niepewnie.
- Spokojnie, nic Ci nie zrobię. - Powiedziałaś, chłopak chwycił Twoją dłoń, a ty pociągnęłaś go w górę. Oczywiście w dużej mierze wstał sam, bo ty nie miałaś tyle siły, ale chciałaś pomóc.
- Em, dzięki. - Powiedział niepewnie ze spuszczoną głową, widać że jest tą sytuacją zawstydzony.
- Spoko, przecież to norma u nas. Myślą że są fajni, albo coś. - Wywróciłaś teatralnie oczami. - Jestem ______.
- A ja Jongkook. - Uśmiechnął się po raz pierwszy. - Naprawdę dziękuję ci za pomoc.
- Nie ma sprawy. Jesteś nowy?
- Tak, jestem w pierwszej klasie, chyba D. - Ciągle się uśmiechał, jest taki śliczny, jego uśmiech, nie on oczywiście, chociaż też jest całkiem, całkiem.
- To jesteś ze mną w klasie, chyba się zgubiłeś bo nie było cię na pierwszej lekcji. - Zaśmiałaś się z chłopaka.
- Taaa. - Również się zaśmiał, jednak w tym momencie został popchnięty mocno w tył i znów uderzył plecami o szafki i syknął głośno. Spojrzałaś niedowierzającym wzrokiem na sprawcę.
- Jin! O co Ci chodzi? - Krzyknęłaś na swojego "przyjaciela". - Co ty robisz?
- Czemu z nim rozmawiasz? - Zapytał zimno, obdarowując Cię równie zimnym spojrzeniem.
- A co? Nie wolno mi? Bo Nam Joon nie pozwala? Zawsze musicie za mną chodzić? - Wkurzył Cie tym, nigdy nie możesz nigdzie iść bez nich. Miałaś ochotę uderzyć go w twarz.
- O tym to sobie pogadasz z ze swoim chłopakiem. - Odpowiedział, po czym zbliżył się do Jongkooka. - A ty, lepiej się do niej nie zbliżaj. - Rozkazał chłopakowi, podchodząc do niego na niebezpiecznie bliską odległość.
- Jin, starczy, chyba zrozumiał. - Wtem usłyszałam głos Joon'a.
No świetnie, genialnie po prostu. Spojrzałaś na niego, stał razem z całą swoją "świtą", a tak starałaś się ich uniknąć. Cała szóstka zbliżyła się do nas.
- Cześć, słodka. - Nam uśmiechnął się do Ciebie i objął Cię ramieniem, odwzajemniłaś uśmiech, ale raczej z przymusu - A ty jak już pewne wiesz od Jin'a masz się nie zbliżać do niej nawet na cztery metry, bo nie będzie przyjemnie.
- Oj nie przesadzaj, misiek. - Zrobiłaś błagalne oczka patrząc na chłopaka.
- Jesteś moja i nikt nie ma prawa,,, - Zaczął, ale mu przerwałaś.
- Tak, wiem. Nikt nie ma prawa się do mnie zbliżyć poza nimi. - Wskazałaś ręką na resztą chłopaków.
- Mówiłem Ci już, że masz mi nie przerywać - Chciał się zamachnąć i już zaciskał pięść, ale że Kook był jeszcze w korytarzu, a poza tym była jeszcze przerwa, więc powstrzymał się. - I ładnie wszystko zapamiętałaś.
Rozległ się dzwonek oznajmiający początek lekcji. Twój chłopak spojrzał na poszkodowanego, mówiąc w ten sposób, że ma już sobie iść, co chłopak od razu zrobił.
- To z tym trzymaniem się ode mnie z daleka, to nie będzie zbyt możliwe. - Spojrzałaś na Monstera (tak też na niego mówią) niepewnie. - Bo wiesz, on chodzi ze mną do klasy.
- To co? V też, on będzie cię pilnował. - Urwał dosyć ostro, tę wymianę zdań.
Chłopak zaczął się schylać, żeby Cię pocałować, ale poczułaś uścisk na nadgarstku, a następnie zostałaś odciągnięta od swojego chłopaka. Spojrzałaś w górę na twarz osoby trzymającej Twoje ramię, to V.
Gdy tylko wzrok Namjoona padł na waszego przyjaciela widać w nim było chęć mordu.
- Sorki stary, ale musimy iść na lekcję, o nie wiem czy zauważyłeś ale jest już trochę po dzwonku. A poza tym ja mogę kiblować, bo mam to gdzieś, ale _______ nie powinna zostawać dłużej w szkole, bo ty tak chcesz. - Dziękuję! V, dziękuję ci! Ty nie mogłabyś tak powiedzieć, jeżelibyś tak zrobiła było by z Tobą dosyć krucho.
Widać że Mon nie był zadowolony, ale nie miał nic do gadania, bo już po chwili nie było ani Ciebie, ani Taehyung'a. Gdy tylko zniknęliście z oczu reszcie chłopaków zwolniliście tępa i szliście swobodne.
- Dzięki! - Westchnęłaś.
- Spoko, wiem że za nim jeszcze aż tak nie przepadasz. - Uśmiechnął się do Ciebie promiennie.
- Co znaczy jeszcze? - Zaciekawił Cię tym stwierdzeniem.
- Zawsze czepiasz się takich szczegółów, co nie? - Pokiwałaś głową co miało znaczyć "tak''. - Po prostu, on już tak ma, na początku żadna go nie lubi, bo wydaje się taki oschły i nieczuły. Kurde gadam jak baba. Jednak po jakimś czasie zaczynają się do tego przyzwyczajać, jednak on też musi się trochę oswoić z "nową laską" wiesz z jej charakterem. W tedy robi się trochę milszy i bardziej okazuje coś na miano uczuć. - Zaśmialiście się. - Tak więc daj mu trochę czasu.
Pokiwałaś głową. Dotarliście właśnie pod klasę, Tae otworzył drzwi i Cię w nich przepuścił.
- Co za gentlemen. Szkoda że się przez ciebie ta młoda dama ciągle spóźnia na zajęcia. - Nauczycielka Kang musiała się wypowiedzieć, przez co wszyscy odwrócili się w naszą stronę. Gdy Jung Kook zobaczył z kim przyszłaś momentalnie odwrócił się w stronę tablicy.
- Mianhe, nauczycielko Kang, To nie jego wina. - Ukłoniłaś się nisko przed kobietą.
Odwróciłaś głowę, by spojrzeć na przyjaciela, ale jego nie było obok Ciebie, siedział już na swoim miejscu i miał jak zwykle wywalone na wszystko.
- To czyja? Krasnoludków? - Cała klasa zarechotała niczym stado żab, wytrzeszczyłaś oczy na kobietę.
- Pani da jej spokój i prowadzi dalej lekcję. - Odezwał się V.
- Nie odzywaj się Kim. - Kang odpowiedziała ostro. - No, słucham, co się stało?
- To moja wina. - Jungkook wstał z miejsca i pokłonił się w geście przeproszenia. - Przepraszam.
- No dobrze, Siadaj.
Ruszyłaś na swoje miejsce i usiadłaś. Kolejna nudna lekcja.
~~~~*~~~~
Wracałaś do domu i ciągle oglądałaś się za siebie, mając wrażenie że ktoś za Tobą idzie.
Miałaś rację, Jungkook szedł za Tobą. Zatrzymałaś się i poczekałaś na niego.
- Gdzie idziesz? - Zapytałaś chłopaka, dopiero w tedy Cię zauważył.
- Em, idę do domu. A ty? I chyba nie powinienem iść tak blisko. - Kook zaczął się odsuwać, jednak ty go zatrzymałaś.
- Daj spokój, w drodze do domu, mnie nie śledzą. - Zaśmiałaś się z ostrożności chłopaka. - I ja też idę do domu.
Resztę drogi przebyliście w ciszy, odezwałaś się dopiero, gdy byłaś pod domem.
- No to ja mieszkam tu. - Wskazałaś ręką na dwupiętrowy budynek.
Chłopak uderzył się ręką w twarz, spojrzałaś na niego zdziwiona.
- Ja mieszkam tam. - Pokazał dom po drugiej stronie ulicy.
Zaczęłaś się śmiać, pożegnałaś się z Jung'iem i poszliście do domów.
Wszystko dotarło do Ciebie dopiero, gdy już znalazłaś się w domu. Dotarło do Ciebie że będą z tego kłopoty.
piątek, 22 sierpnia 2014
Bezdomny Bang.A.P cz.1
No dobra no to zacznijmy od początku.
Mam na imię Jonna, w skrócie Jon, Joni (jak chcecie). Mam 20 lat. Pochodzę z
Polski. Jestem studentką drugiego roku. W przyszłości chciałabym zostać
tłumaczem. Dwa lata temu zastanawiałam się, który język wybrać. Na początku
myślałam o angielskim, ale stwierdziłam, że zanim wybiję się przed szereg
najlepszych, bym zarabiała tyle, ile bym chciała, minie ogromnie dużo czasu. Za
to, jeśli wybiorę taki, którego tylko niektórzy decydują się uczyć, będę miała
większą szansę, że to akurat mnie wybiorą, bym np. tłumaczyła przed telewizją
polską wywiad naszej dziennikarki z jakimś sławnym azjatyckim zespołem, którego
kochają miliony fanek na całym świecie…- Tak, byłoby cudnie. Dlatego też
zdecydowałam się na j. koreański, w którym jestem już całkiem dobra, gdyż
uczyłam się go, gdy byłam nastolatką (już wtedy interesowałam się Azją i
tamtejszą k-popową muzyką). A tak na doczepkę dodałam do tego jeszcze język
włoski, który był moim dodatkowym językiem już od klasy pierwszej gimnazjum.
Tak, więc idę na dwa fronty.
I tak właśnie znalazłam się w Korei. Są wakacje. Cisza i spokój. Wiecie jak musiałam się natrudzić, by się tu dostać? Na początek bilet. Tak dwoma słowami – kupa kasy. Zbierałam ją przez cały rok.
1/3 Pieniędzy (na bilet) to moje dorabianie w empiku. Następnie kilka groszy od moich rodziców. I na koniec… pomoc z uniwersytetu ( naprawdę wspierają uczniów, jeśli chodzi o takie akcje, oczywiście, jeśli nasz wyjazd ma nam pomóc w nauce). Do tego musiałam sobie znaleźć jakiś nocleg. I muszę powiedzieć, że to, co znalazłam jest naprawdę niezłe. Mieszkam w centrum Seulu w domu jakiejś bardzo miłej koreańskiej pary, która też wyjechała gdzieś na wakacje i powierzyła mi klucze do swojego mieszkania, w zamian za regularne sprzątanie w ich domu oraz podlewanie ich wspaniałego małego ogrodu na tyłach posesji, co jest bardzo proste, gdyż wystarczy uruchomić tylko zraszacze i gotowe. Przez Skypa musiałam wyglądać naprawdę przekonująco, jeśli bez większego wahania mi zaufali, och i to jak. Jestem z siebie naprawdę dumna.
Taaa tylko szkoda, że ledwo, co zdążyłam na ostatni pociąg metra, jaki dzisiaj jeszcze przejeżdża obok mojego domu. Jest już godzina 23:46. Niby jeszcze nie jest tak późno, ale nie miałam ochoty iść na pieszo przez połowę miasta. Nie wiadomo, jakie typy krążą w tych okolicach o tej porze, a mnie raczej nie ciągnie by się tego dowiedzieć. Teraz siedzę w jednym z ostatnich wagonów przyglądając się kątem oka jakiejś bardzo słodkiej parze, która chyba wybiera się na jakąś imprezę, albo randkę… sama nie wiem, ale są słodcy. Taaaa, to najważniejsze. Ok. ok. Nie ważne. Dobra, to moja stacja, chyba muszę wysiąść.
Wciskam swój bilet do automatu, po czym przechodzę przez bramki. Wychodząc z podziemi nakładam kurtkę przeciwdeszczową, gdyż strasznie leje. Czy to można nazwać udanymi wakacjami? Dla mnie tak. Nawet deszcz nie przeszkodzi mi w zwiedzaniu Seulu. Wtulam się najciaśniej jak mogę w swoje okrycie i przebiegam jak najszybciej na drugą stronę ulicy, prawie wpadając pod samochód. Już czuję pod wszystkimi warstwami ubrań zimną strużkę cieczy wędrującą coraz niżej i niżej. Kurczę, muszę się pospieszyć, bo znając moje szczęście zaraz będę chora. Skręcam za róg przyciskając się do ściany tak, by spadło na mnie jak najmniej wody z nieba. Jeszcze tylko kilka uliczek i będę na miejscu. Znów skręcam… i gwałtownie przystaję. Po mojej lewej stronie bije się kilka kolesi. Wydaje mi się, że trójka z nich trzyma się razem tłuc z całej siły tego leżącego już na ziemi. Choć moim zdaniem jest już pokonany, on się nie poddaje. Od czasu do czasu oddaje tamtym także mocnymi ciosami. Jednak właśnie wtedy dostaje jakąś metalową rurą w skroń i upada głową na bruk. W tym samym czasie jeden z nich spojrzał w moją stronę. Ooo nie. Zaczęłam iść do tyłu. Jeszcze tego mi brakowało, by mnie pobili, albo, co tam jeszcze sobie zażyczą. Zaczęłam uciekać. Po trzech minutach biegu już się zmęczyłam, więc postanowiłam się ukryć za jakimś kontenerem w małym, ciemnym zaułku. Po kilku sekundach już mnie minęli. Bez większego zastanowienia zaczęłam biec znów w kierunku domu, czyli skąd przybiegłam. Właśnie miałam minąć leżącego chłopaka, gdy jednak przy nim przystanęłam. Nie mogłam go tak zostawić. Obejrzałam się za siebie, by sprawdzić, czy tamci czasem nie wracają, po czym znów poświęciłam swoją uwagę poszkodowanemu. W ogóle się nie ruszał, jakby umarł. Jestem lekko przerażona. A co jak to jakiś pijak, który zaraz na mnie napadnie z nożem, żądając kasy lub jeszcze czegoś innego? Nigdy nie wiadomo. Stałam tak jeszcze przez jakieś trzy minuty, już całkiem przemoczona. Lecz koleś się dalej nie ruszał. No tak, ja głupia, jak ma mnie napaść, jeżeli jest nieprzytomny? Może trzeba mu pomóc? Nie wiedziałam, co zrobić. Był cały blady, a z boku głowy leciała mu strużka krwi z dość głębokiej rany. Nie wyglądało na to, by zrobił to sobie przy upadku. Raczej właśnie to była jego przyczyna. Musiał zemdleć, gdy oberwał. Jeszcze ta nieszczęsna pogoda. Kurcze. I co teraz? Mam zadzwonić po pogotowie? Nawet nie znam numeru. A polski numer raczej się tu nie przyda. No, ale do domu też go nie wezmę. Nawet go nie znam. Ale z drugiej strony…zostawić też go nie mogę.
Po kwadransie w końcu zdołałam go doczołgać na taras przed domem. Jest tu chociaż kanapa do siedzenia i czytania gazet, no i oczywiście dach. Postanowiłam, że chociaż to mogę dla niego zrobić. Nie wpuszczę go do środka, ale i to powinno być lepsze niż leżenie na ulicy. Położyłam go na kanapie i otuliłam dwoma najcieplejszymi kocami, jakie miałam. Wpatrywałam się w niego jeszcze przez jakieś dziesięć minut. Miałam wrażenie, że jeszcze czegoś nie zrobiłam. Aaaa, no tak a co z raną na głowie? Nie chciałabym by wdarło mu się zakażenie. Pobiegłam do łazienki szukać apteczki, po czym wróciłam z wacikami i wodą utlenioną. Miałam nadzieję, że się nie obudzi. Zaczęłam mu odkażać zakrwawione miejsce tuż przy jego miękkich, czarnych włosach. Tak, były naprawdę miękkie, choć całe we krwi i błocie. To, co najmniej dziwne. Jego głowa spoczywała na moich kolanach, a ja wyczyściłam mu już chyba całą twarz, choć pewnie w świetle dziennym by już błyszczała i to z połyskiem. Ja jednak nie przestawałam jej dalej przeczyszczać. Nie mogłam od niego oderwać oczu. Od jego ciemnych, długich rzęs, idealnych różowych, teraz trochę sinych ust. No właśnie…sinych. Jeszcze nie wróciły mu kolory na twarz, choć był przykryty…już trzecim kocem. Też powinnam się przebrać. Mam nadzieję, że będzie z nim wszystko dobrze. Ciekawe, kto mu to zrobił? Kim byli ci ludzie? Dlaczego to zrobili? Nie wiem czy chcę wiedzieć. Mam nadzieję, że jak jutro wstanę, to już go tu nie będzie. Po prostu odejdzie wdzięczny za moją dość dziwną, ale prawdziwą gościnę.
Umyłam się, ubrałam w piżamę składającą się z długich, granatowych spodni ze ściągaczami i białą bluzką w ciemne paski. Weszłam pod kołdrę, zgasiłam światło i wtuliłam się w poduszkę. Leżę już tak od dwóch godzin i nie wiem jak bardzo jestem już zmęczona, to i tak moje oczy nie mogą się zamknąć, za to druga połowa mnie chyba dalej czuwa przy tym facecie z zakrwawioną głową. Nie wytrzymam tak dłużej. Muszę usiąść. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Zaczynam się ciągnąc za włosy, to naprawdę boli. Wkładam kapcie i zmierzam w kierunku kuchni. Nalewam sobie wodę do szklanki. Piję dwa łyki, a trzeci…wypluwam do zlewu, wylewając przy tym wciąż niewypitą zawartość naczynia, po czym znowu go napełniam i chlustam sobie zimną cieczą w twarz. Nigdy tak nie robię, ale ten wieczór i noc nie należą do normalnych. Po pięciu minutach zdaję sobie sprawę, że stoję przy drzwiach na taras gotowa, by nacisnąć klamkę i znów go zobaczyć oraz sprawdzić, czy wszystko z nim ok. No, bo może już umarł? Taaa, jestem okrutna. Wychodzę na zewnątrz. Wciąż pada. Patrzę w bok i… wciągam powietrze. Okazuje się, że… przekręcił się na drugi bok. Podchodzę do niego, by sprawdzić, czy oprócz tego, czego przed chwilą byłam świadkiem, wszystko w porządku. Pochylam głowę tak by widzieć wszystkie jego kontury twarzy, gdy on właśnie otwiera oczy. Zaczynam wrzeszczeć i zataczam się do tyłu.
---------------------------------------------------------
No i oto pierwsza część mojego krótkiego trzy lub cztero rozdziałowca. Mam nadzieję, że początek wam się podoba... Coś dla k-poperów ;) Mam nadzieję, że następna część pojawi się jeszcze w tym miesiącu (wiem, że to długo, ale znów wyjeżdżam i nie będę mieć czasu na pisiupisiu, choć bardzo mnie do tego ciągnie, gdyż wczułam się w fabułę...)
Ach i chciałabym strasznie was wszystkich przeprosic za moją strasznie długą nieobecność na blogu. Ale nie martwcie się, to tylko przez wakacje ;) Podczas roku szkolnego będę tu tak długo, aż się mną znudzicie i zaczniecie rzucać wymyślonymi pomidorami ;)
I tak właśnie znalazłam się w Korei. Są wakacje. Cisza i spokój. Wiecie jak musiałam się natrudzić, by się tu dostać? Na początek bilet. Tak dwoma słowami – kupa kasy. Zbierałam ją przez cały rok.
1/3 Pieniędzy (na bilet) to moje dorabianie w empiku. Następnie kilka groszy od moich rodziców. I na koniec… pomoc z uniwersytetu ( naprawdę wspierają uczniów, jeśli chodzi o takie akcje, oczywiście, jeśli nasz wyjazd ma nam pomóc w nauce). Do tego musiałam sobie znaleźć jakiś nocleg. I muszę powiedzieć, że to, co znalazłam jest naprawdę niezłe. Mieszkam w centrum Seulu w domu jakiejś bardzo miłej koreańskiej pary, która też wyjechała gdzieś na wakacje i powierzyła mi klucze do swojego mieszkania, w zamian za regularne sprzątanie w ich domu oraz podlewanie ich wspaniałego małego ogrodu na tyłach posesji, co jest bardzo proste, gdyż wystarczy uruchomić tylko zraszacze i gotowe. Przez Skypa musiałam wyglądać naprawdę przekonująco, jeśli bez większego wahania mi zaufali, och i to jak. Jestem z siebie naprawdę dumna.
Taaa tylko szkoda, że ledwo, co zdążyłam na ostatni pociąg metra, jaki dzisiaj jeszcze przejeżdża obok mojego domu. Jest już godzina 23:46. Niby jeszcze nie jest tak późno, ale nie miałam ochoty iść na pieszo przez połowę miasta. Nie wiadomo, jakie typy krążą w tych okolicach o tej porze, a mnie raczej nie ciągnie by się tego dowiedzieć. Teraz siedzę w jednym z ostatnich wagonów przyglądając się kątem oka jakiejś bardzo słodkiej parze, która chyba wybiera się na jakąś imprezę, albo randkę… sama nie wiem, ale są słodcy. Taaaa, to najważniejsze. Ok. ok. Nie ważne. Dobra, to moja stacja, chyba muszę wysiąść.
Wciskam swój bilet do automatu, po czym przechodzę przez bramki. Wychodząc z podziemi nakładam kurtkę przeciwdeszczową, gdyż strasznie leje. Czy to można nazwać udanymi wakacjami? Dla mnie tak. Nawet deszcz nie przeszkodzi mi w zwiedzaniu Seulu. Wtulam się najciaśniej jak mogę w swoje okrycie i przebiegam jak najszybciej na drugą stronę ulicy, prawie wpadając pod samochód. Już czuję pod wszystkimi warstwami ubrań zimną strużkę cieczy wędrującą coraz niżej i niżej. Kurczę, muszę się pospieszyć, bo znając moje szczęście zaraz będę chora. Skręcam za róg przyciskając się do ściany tak, by spadło na mnie jak najmniej wody z nieba. Jeszcze tylko kilka uliczek i będę na miejscu. Znów skręcam… i gwałtownie przystaję. Po mojej lewej stronie bije się kilka kolesi. Wydaje mi się, że trójka z nich trzyma się razem tłuc z całej siły tego leżącego już na ziemi. Choć moim zdaniem jest już pokonany, on się nie poddaje. Od czasu do czasu oddaje tamtym także mocnymi ciosami. Jednak właśnie wtedy dostaje jakąś metalową rurą w skroń i upada głową na bruk. W tym samym czasie jeden z nich spojrzał w moją stronę. Ooo nie. Zaczęłam iść do tyłu. Jeszcze tego mi brakowało, by mnie pobili, albo, co tam jeszcze sobie zażyczą. Zaczęłam uciekać. Po trzech minutach biegu już się zmęczyłam, więc postanowiłam się ukryć za jakimś kontenerem w małym, ciemnym zaułku. Po kilku sekundach już mnie minęli. Bez większego zastanowienia zaczęłam biec znów w kierunku domu, czyli skąd przybiegłam. Właśnie miałam minąć leżącego chłopaka, gdy jednak przy nim przystanęłam. Nie mogłam go tak zostawić. Obejrzałam się za siebie, by sprawdzić, czy tamci czasem nie wracają, po czym znów poświęciłam swoją uwagę poszkodowanemu. W ogóle się nie ruszał, jakby umarł. Jestem lekko przerażona. A co jak to jakiś pijak, który zaraz na mnie napadnie z nożem, żądając kasy lub jeszcze czegoś innego? Nigdy nie wiadomo. Stałam tak jeszcze przez jakieś trzy minuty, już całkiem przemoczona. Lecz koleś się dalej nie ruszał. No tak, ja głupia, jak ma mnie napaść, jeżeli jest nieprzytomny? Może trzeba mu pomóc? Nie wiedziałam, co zrobić. Był cały blady, a z boku głowy leciała mu strużka krwi z dość głębokiej rany. Nie wyglądało na to, by zrobił to sobie przy upadku. Raczej właśnie to była jego przyczyna. Musiał zemdleć, gdy oberwał. Jeszcze ta nieszczęsna pogoda. Kurcze. I co teraz? Mam zadzwonić po pogotowie? Nawet nie znam numeru. A polski numer raczej się tu nie przyda. No, ale do domu też go nie wezmę. Nawet go nie znam. Ale z drugiej strony…zostawić też go nie mogę.
Po kwadransie w końcu zdołałam go doczołgać na taras przed domem. Jest tu chociaż kanapa do siedzenia i czytania gazet, no i oczywiście dach. Postanowiłam, że chociaż to mogę dla niego zrobić. Nie wpuszczę go do środka, ale i to powinno być lepsze niż leżenie na ulicy. Położyłam go na kanapie i otuliłam dwoma najcieplejszymi kocami, jakie miałam. Wpatrywałam się w niego jeszcze przez jakieś dziesięć minut. Miałam wrażenie, że jeszcze czegoś nie zrobiłam. Aaaa, no tak a co z raną na głowie? Nie chciałabym by wdarło mu się zakażenie. Pobiegłam do łazienki szukać apteczki, po czym wróciłam z wacikami i wodą utlenioną. Miałam nadzieję, że się nie obudzi. Zaczęłam mu odkażać zakrwawione miejsce tuż przy jego miękkich, czarnych włosach. Tak, były naprawdę miękkie, choć całe we krwi i błocie. To, co najmniej dziwne. Jego głowa spoczywała na moich kolanach, a ja wyczyściłam mu już chyba całą twarz, choć pewnie w świetle dziennym by już błyszczała i to z połyskiem. Ja jednak nie przestawałam jej dalej przeczyszczać. Nie mogłam od niego oderwać oczu. Od jego ciemnych, długich rzęs, idealnych różowych, teraz trochę sinych ust. No właśnie…sinych. Jeszcze nie wróciły mu kolory na twarz, choć był przykryty…już trzecim kocem. Też powinnam się przebrać. Mam nadzieję, że będzie z nim wszystko dobrze. Ciekawe, kto mu to zrobił? Kim byli ci ludzie? Dlaczego to zrobili? Nie wiem czy chcę wiedzieć. Mam nadzieję, że jak jutro wstanę, to już go tu nie będzie. Po prostu odejdzie wdzięczny za moją dość dziwną, ale prawdziwą gościnę.
Umyłam się, ubrałam w piżamę składającą się z długich, granatowych spodni ze ściągaczami i białą bluzką w ciemne paski. Weszłam pod kołdrę, zgasiłam światło i wtuliłam się w poduszkę. Leżę już tak od dwóch godzin i nie wiem jak bardzo jestem już zmęczona, to i tak moje oczy nie mogą się zamknąć, za to druga połowa mnie chyba dalej czuwa przy tym facecie z zakrwawioną głową. Nie wytrzymam tak dłużej. Muszę usiąść. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Zaczynam się ciągnąc za włosy, to naprawdę boli. Wkładam kapcie i zmierzam w kierunku kuchni. Nalewam sobie wodę do szklanki. Piję dwa łyki, a trzeci…wypluwam do zlewu, wylewając przy tym wciąż niewypitą zawartość naczynia, po czym znowu go napełniam i chlustam sobie zimną cieczą w twarz. Nigdy tak nie robię, ale ten wieczór i noc nie należą do normalnych. Po pięciu minutach zdaję sobie sprawę, że stoję przy drzwiach na taras gotowa, by nacisnąć klamkę i znów go zobaczyć oraz sprawdzić, czy wszystko z nim ok. No, bo może już umarł? Taaa, jestem okrutna. Wychodzę na zewnątrz. Wciąż pada. Patrzę w bok i… wciągam powietrze. Okazuje się, że… przekręcił się na drugi bok. Podchodzę do niego, by sprawdzić, czy oprócz tego, czego przed chwilą byłam świadkiem, wszystko w porządku. Pochylam głowę tak by widzieć wszystkie jego kontury twarzy, gdy on właśnie otwiera oczy. Zaczynam wrzeszczeć i zataczam się do tyłu.
---------------------------------------------------------
No i oto pierwsza część mojego krótkiego trzy lub cztero rozdziałowca. Mam nadzieję, że początek wam się podoba... Coś dla k-poperów ;) Mam nadzieję, że następna część pojawi się jeszcze w tym miesiącu (wiem, że to długo, ale znów wyjeżdżam i nie będę mieć czasu na pisiupisiu, choć bardzo mnie do tego ciągnie, gdyż wczułam się w fabułę...)
Ach i chciałabym strasznie was wszystkich przeprosic za moją strasznie długą nieobecność na blogu. Ale nie martwcie się, to tylko przez wakacje ;) Podczas roku szkolnego będę tu tak długo, aż się mną znudzicie i zaczniecie rzucać wymyślonymi pomidorami ;)
sobota, 16 sierpnia 2014
Impreza nad basenem.
Autor: Suho
Typ: AU, komedia
Rated: PG
Paringi: Brak
Zapowiada się kolejny nudny dzień. Dlatego właśnie nie cierpię wakacji, mija dopiero drugi tydzień lipca, a ja w pierwszy tydzień zrobiłam prawie wszystko co miałam zaplanowane na te dwa miesiące.
A to wszystko dzięki mojej najlepszej przyjaciółce i naszej dwunastce przyjaciół: Suho, Kris'owi, Lay'owi, Luhan'owi, Kai'owi, Sehun'owi, Chanyeol'owi, Chen'owi, Xiumin'owi, D.O, Bakhyun'owi i Tao.
Strasznie ich wszystkich kocham, ale to już jakaś przesada, najpierw wykończyli wszystkie pomysły na wakacje w tydzień (tak, wiem że się powtarzam, ale jakoś muszę dać upust mojej frustracji.) ,a teraz to nagle za gorąco i nikt nie chce wyjść.
Usiadłam przy biurku i miałam włączyć komputer, gdy nagle po całym pokoju rozniosły się dźwięki mojej ulubionej piosenki BTS - Jump, co oznacza że to mój telefon. Ale ktoś ma wyczucie czasu, no po prostu konieczne było przerywanie mi użalania się nad sobą, w tej chwili żałosną egzystencją.
Owym ktosiem okazał się Luhan, co, nie ukrywajmy, nie znacznie mnie ucieszyło. Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
- Lulu! Jak miło, że ktoś się w końcu do mnie odezwał.
- No hej kociaku ty nasz! - chłopak zaśmiał się do słuchawki, po czym krzyknął gdzieś w dal. - Chłopaki przywitajcie się!
Niemal od razu usłyszałam głośne i nie równe "annyeong", przez co zachichotałam.
- Cześć! No to czemu zawdzięczam twój telefon? - Udawałam poważną, ale coś mi to nie wychodziło.
- No bo, robię małe spotkanie na basenie, bo rodzice wyjechali i postanowiłem zaprosić chłopaków i... no wiesz... fajnie by było, jakbyś przyszła. - W Jego głosie słychać było lekkie zdenerwowanie.
- Najlepiej z Ahri! - Krzykną ktoś w tle, prawdopodobnie był to Lay.
- A i stroje kąpielowe są obowiązkowe, oczywiście. - Słyszałam że się szczerzy w tym momencie.
- Jasne, ja zawsze chętnie Jelonku, tylko nie wiem jak nasza mała "buntowniczka".
Ahri jest specyficzną osobą, ciągle robi na przekór i zawsze jest ubrana w długie spodnie i długi rękaw, do tego najczęściej czarny, nawet gdy jest powyżej 30 stopni C, a mimo to jest niepoprawną optymistką.
- Mówiłem Ci, żebyś nie nazywała mnie Jelonkiem, to takie mało męskie, a ja jestem bardzo męski! - -Oburzenie w jego głosie było komiczne.
- Tak, kochanie. Masz rację, jesteś bardzo męski. - Walczyłam ze sobą, by się nie roześmiać, bądź co bądź ale to mogło go urazić.
- No, i masz to zapamiętać! - Pogroził mi, takim tonem, że trochę spoważniałam. - A co do naszej kochanej przyjaciółki, to wierzymy w ciebie, słońce. Pa. - I się rozłączył nie czekając na moją odpowiedź.
Aish! Chincha?! Mój chłopak i jego przyjaciele, no po prostu załamka. Czemu nie wyślą Lay'a? To w końcu on jest chłopakiem Ahri.
Ahri pov :3
Uwielbiam te dni gdy mogę sobie siedzieć i nic nie robić, taki błogi stan.
Kocham człowieka, który wymyślił klimatyzacje i wiatraki ( te do domu), za oknem 30 stopni, a w moim salonie zaledwie 15 stopni.
Siedzę sobie tak na kanapie i oglądam marną jakąś dramę, która mnie wciągnęła, to jest trzeci odcinek.
Jednak moje szczęście musiał przerwać dzwonek przychodzącego sms'a. Łaskawie oderwałam wzrok od telewizora i przeczytałam treść wiadomości.
Od: Yeonrin <3
Otwórz mi drzwi zanim się tu rozpuszczę, na tej ufyfłanej wycieraczce :)
Że niby mam iść tak daleko? Nie ma mowy.
Po chwili już słyszałam jej kroki po czym opadła na moją kanapę, cała upocona.
- Zbieraj się, idziemy do Luhana na basen. - Oznajmiła mi przyjaciółka.
- Ja nigdzie nie idę, tu mi dobrze.
- Lay chciał żebyś przyszła, reszta też próbowała mnie przekonać.
- Nawet, dla tego słodkiego jednorożca bez rogu i z dołeczkami w policzkach się stąd nie ruszam. - Ale ja byłam nieugięta.
Yeon wstała bez słowa i gdzieś poszła, a ja wróciłam do oglądania dramy.
Moja przyjaciółka wróciła po chwili z liną i... sankami? Na kołach? Skąd ona je wzięła?
- Jak nie chcesz po dobroci, to Cię porywam. - Obwieściła i najzwyczajniej w świecie rzuciła się na mnie.
Próbowałam się bronić, ale nic z tego nie wyszło, zostałam brutalnie związana, następnie posadzona na sankach z kółkami i do nich przywiązana. Nie no, no to jest już chore!
Moje krzyki i błagania by mnie zostawiła w spokoju, spełzły po niczym.
Rin chwyciła za tasiemkę przywiązaną na przodzie mego pojazdu i wyjechała z domu. Zamknęła drzwi na kluczyk, jak dobrze że wiedziała gdzie on jest, bo gdyby nie zakluczyła mieszkania to bym ją udusiła.
Dziewczyna ciągnęła za sobą sanki przez miasto, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie.
Ludzie dookoła patrzyli na nas jak na jakieś niedorozwinięte.
No bo jak to wygląda?
Idzie dziewczyna ubrana odpowiednio do pogody i ciągnie sanki za sobą na, których siedzi związana dziewczyna w czarnych, długich spodniach i czarnej koszulce z krótkim rękawem obie są w wieku licealnym, a na dodatek jest środek lipca!
Przez całą drogę nie odezwałam się i próbowałam zakryć twarz grzywką, bo resztę włosów mam związane w kitkę. Aigoo! To żenujące!
Yeonrin Pov
Dlaczego Ahri jest taka ciężka? To chyba przez tą pogodę tak się wydaje, bo normalnie tak nie jest.
Gdy dotarłyśmy pod dom Luhan'a byłam już trochę zmęczona. Aghr, kto zamknął furtkę, no co za idiota!
Do: Jelonka
Rusz swój zgrabny tyłek i otwórz nam furtkę. :*
- Co tak długo? Robi mi się gorąco! - Porwana dziewczyna zaczęła się już niecierpliwić.
Już miałam Jej odpowiedzieć gdy zza domu wyłoniła się sylwetka mojego chłopaka, w samych spodniach.
- Hej! - Przywitał się, otworzył "wrota", po czym mnie pocałował.
- Błagam was! Ciało mi cierpnie! - Uprowadzona zaczęła nas poganiać.
- Coś ty zrobiła! - Lulu spojrzał zaskoczony na naszą przyjaciółkę. - Kiedy mówiłem żebyś z nią przyszła nie chodziło mi o porwanie. - Chłopak zaśmiał się z zastałej sytuacji.
- No bo, ona nie chciała przyjść... - Zaczęłam się tłumaczyć.
- Dobra, dobra. Chodź i daj mi to. - Luhan wyjął mi z ręki tasiemkę od sanek i pociągnął je za sobą, chwytając mnie za rękę. Zaprowadził nas na tyły podwórka, gdzie już była reszta chłopaków.
- Jezusie brodaty! Co ona Ci zrobiła Ahri? - Jak tylko znaleźliśmy się w pobliżu naszych przyjaciół, Lay podbiegł do swojej dziewczyny i zaczął ją rozwiązywać.
- Chłopaki jest problem, bo zapomniałam zabrać nam stroje. - Na tą wieść, wszyscy zaśmiali się złowieszczo.
Nagle, nie wiadomo skąd Kris wyciągnął dwie duże, jasne koszulki i dwie pary krótkich spodenek.
- O nie, nie, nie, nie, nie, nie i jeszcze raz nie! - Ahi zaczęła protestować, ale widząc że oni są całkiem poważni, rzuciła się w stronę drzwi tarasowych i wpadła do domu.
Chłopcy pobiegli za nią, a zostali tylko ze mną Luhan, Lay i D.O.
- Ey! Lay, nie boisz się, że oni jej coś zrobią? - Zapytałam zdziwiona brakiem reakcji chłopaka.
- Nie, ufam im i Ahri też. - Odparł ze stoickim spokojem.
- Lu, nie przytulaj się do mnie w taką pogodę. - Chłopak nie był zadowolony tą wiadomością.
- Trzymaj i przebieraj się. - D.O podał mi spodenki i koszulkę.
- Okej. - Wzięłam od niego rzeczy. - Ale musicie się odwrócić i nie podglądać.
Chłopcy posłusznie się obrócili, więc jak najszybciej się przebrałam.
Ahri Pov
Wbiegłam do domu i ruszyłam pędem w stronę schodów, jednak nie zdążyłam przebyć połowy drogi do nich, gdy kilka osób chwyciło mnie za rękę.
Zostałam unieruchomiona i nawet nie wiem sama kiedy zostałam przebrana w tamte ciuchy od Krisa. Gdzie się podziewa Lay, kiedy go potrzebowałam?
Po chwili zostałam wyniesiona przez chłopaków na rękach i wrzucona do basenu.
Dziwi mnie to trochę, ponieważ jest on stawiany a nie w ziemi, a na dodatek ma około 1,60m wysokości.
Zaczęłam się miotać w wodzie.
- Ona nie potrafi pływać! - Usłyszałam jak przez ścianę czyiś krzyk
Teraz jak przez mgłę widzę czyjąś sylwetkę, która po chwili wyciąga mnie na powierzchnię.
- Dzięki. - Wychrypiałam do Chanyeol'a , po czym kaszlnęłam.
Chwyciłam się brzegu tego cholernego zbiornika wodnego w ogrodzie Luhan'a.
- Hej! Wszystko w porządku? - Lay jest chyba serio zmartwiony.
- Jasne! - Uśmiechnęłam się. - Dalej! Wskakujcie!
Jak na komendę wszyscy skoczyli do basenu tylko mój kochany jednorożec wciąż stał przede mną.
- Nie ma co się martwić. - Upewniłam go i szybko pocałowałam.
Wyszłam z basenu, chwyciłam dmuchany fotel i wrzuciłam go do miejsca gdzie prawie mnie zabito, po czym usiadłam na nim i zaczęłam tak pływać pomiędzy chłopakami.
--------------------------------------------
Oneshot na podstawie snu Kris'a. Mam nadzieję że się spodoba :) Przepraszam po raz kolejny, ale miałam niespodziewany wyjazd i nie było jak wprowadzić poprawek itp.
Typ: AU, komedia
Rated: PG
Paringi: Brak
Zapowiada się kolejny nudny dzień. Dlatego właśnie nie cierpię wakacji, mija dopiero drugi tydzień lipca, a ja w pierwszy tydzień zrobiłam prawie wszystko co miałam zaplanowane na te dwa miesiące.
A to wszystko dzięki mojej najlepszej przyjaciółce i naszej dwunastce przyjaciół: Suho, Kris'owi, Lay'owi, Luhan'owi, Kai'owi, Sehun'owi, Chanyeol'owi, Chen'owi, Xiumin'owi, D.O, Bakhyun'owi i Tao.
Strasznie ich wszystkich kocham, ale to już jakaś przesada, najpierw wykończyli wszystkie pomysły na wakacje w tydzień (tak, wiem że się powtarzam, ale jakoś muszę dać upust mojej frustracji.) ,a teraz to nagle za gorąco i nikt nie chce wyjść.
Usiadłam przy biurku i miałam włączyć komputer, gdy nagle po całym pokoju rozniosły się dźwięki mojej ulubionej piosenki BTS - Jump, co oznacza że to mój telefon. Ale ktoś ma wyczucie czasu, no po prostu konieczne było przerywanie mi użalania się nad sobą, w tej chwili żałosną egzystencją.
Owym ktosiem okazał się Luhan, co, nie ukrywajmy, nie znacznie mnie ucieszyło. Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
- Lulu! Jak miło, że ktoś się w końcu do mnie odezwał.
- No hej kociaku ty nasz! - chłopak zaśmiał się do słuchawki, po czym krzyknął gdzieś w dal. - Chłopaki przywitajcie się!
Niemal od razu usłyszałam głośne i nie równe "annyeong", przez co zachichotałam.
- Cześć! No to czemu zawdzięczam twój telefon? - Udawałam poważną, ale coś mi to nie wychodziło.
- No bo, robię małe spotkanie na basenie, bo rodzice wyjechali i postanowiłem zaprosić chłopaków i... no wiesz... fajnie by było, jakbyś przyszła. - W Jego głosie słychać było lekkie zdenerwowanie.
- Najlepiej z Ahri! - Krzykną ktoś w tle, prawdopodobnie był to Lay.
- A i stroje kąpielowe są obowiązkowe, oczywiście. - Słyszałam że się szczerzy w tym momencie.
- Jasne, ja zawsze chętnie Jelonku, tylko nie wiem jak nasza mała "buntowniczka".
Ahri jest specyficzną osobą, ciągle robi na przekór i zawsze jest ubrana w długie spodnie i długi rękaw, do tego najczęściej czarny, nawet gdy jest powyżej 30 stopni C, a mimo to jest niepoprawną optymistką.
- Mówiłem Ci, żebyś nie nazywała mnie Jelonkiem, to takie mało męskie, a ja jestem bardzo męski! - -Oburzenie w jego głosie było komiczne.
- Tak, kochanie. Masz rację, jesteś bardzo męski. - Walczyłam ze sobą, by się nie roześmiać, bądź co bądź ale to mogło go urazić.
- No, i masz to zapamiętać! - Pogroził mi, takim tonem, że trochę spoważniałam. - A co do naszej kochanej przyjaciółki, to wierzymy w ciebie, słońce. Pa. - I się rozłączył nie czekając na moją odpowiedź.
Aish! Chincha?! Mój chłopak i jego przyjaciele, no po prostu załamka. Czemu nie wyślą Lay'a? To w końcu on jest chłopakiem Ahri.
Ahri pov :3
Uwielbiam te dni gdy mogę sobie siedzieć i nic nie robić, taki błogi stan.
Kocham człowieka, który wymyślił klimatyzacje i wiatraki ( te do domu), za oknem 30 stopni, a w moim salonie zaledwie 15 stopni.
Siedzę sobie tak na kanapie i oglądam marną jakąś dramę, która mnie wciągnęła, to jest trzeci odcinek.
Jednak moje szczęście musiał przerwać dzwonek przychodzącego sms'a. Łaskawie oderwałam wzrok od telewizora i przeczytałam treść wiadomości.
Od: Yeonrin <3
Otwórz mi drzwi zanim się tu rozpuszczę, na tej ufyfłanej wycieraczce :)
Że niby mam iść tak daleko? Nie ma mowy.
Do: Yeonrin <3
Wejdź. Jestem w salonie. :P
Po chwili już słyszałam jej kroki po czym opadła na moją kanapę, cała upocona.
- Zbieraj się, idziemy do Luhana na basen. - Oznajmiła mi przyjaciółka.
- Ja nigdzie nie idę, tu mi dobrze.
- Lay chciał żebyś przyszła, reszta też próbowała mnie przekonać.
- Nawet, dla tego słodkiego jednorożca bez rogu i z dołeczkami w policzkach się stąd nie ruszam. - Ale ja byłam nieugięta.
Yeon wstała bez słowa i gdzieś poszła, a ja wróciłam do oglądania dramy.
Moja przyjaciółka wróciła po chwili z liną i... sankami? Na kołach? Skąd ona je wzięła?
- Jak nie chcesz po dobroci, to Cię porywam. - Obwieściła i najzwyczajniej w świecie rzuciła się na mnie.
Próbowałam się bronić, ale nic z tego nie wyszło, zostałam brutalnie związana, następnie posadzona na sankach z kółkami i do nich przywiązana. Nie no, no to jest już chore!
Moje krzyki i błagania by mnie zostawiła w spokoju, spełzły po niczym.
Rin chwyciła za tasiemkę przywiązaną na przodzie mego pojazdu i wyjechała z domu. Zamknęła drzwi na kluczyk, jak dobrze że wiedziała gdzie on jest, bo gdyby nie zakluczyła mieszkania to bym ją udusiła.
Dziewczyna ciągnęła za sobą sanki przez miasto, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie.
Ludzie dookoła patrzyli na nas jak na jakieś niedorozwinięte.
No bo jak to wygląda?
Idzie dziewczyna ubrana odpowiednio do pogody i ciągnie sanki za sobą na, których siedzi związana dziewczyna w czarnych, długich spodniach i czarnej koszulce z krótkim rękawem obie są w wieku licealnym, a na dodatek jest środek lipca!
Przez całą drogę nie odezwałam się i próbowałam zakryć twarz grzywką, bo resztę włosów mam związane w kitkę. Aigoo! To żenujące!
Yeonrin Pov
Dlaczego Ahri jest taka ciężka? To chyba przez tą pogodę tak się wydaje, bo normalnie tak nie jest.
Gdy dotarłyśmy pod dom Luhan'a byłam już trochę zmęczona. Aghr, kto zamknął furtkę, no co za idiota!
Do: Jelonka
Rusz swój zgrabny tyłek i otwórz nam furtkę. :*
- Co tak długo? Robi mi się gorąco! - Porwana dziewczyna zaczęła się już niecierpliwić.
Już miałam Jej odpowiedzieć gdy zza domu wyłoniła się sylwetka mojego chłopaka, w samych spodniach.
- Hej! - Przywitał się, otworzył "wrota", po czym mnie pocałował.
- Błagam was! Ciało mi cierpnie! - Uprowadzona zaczęła nas poganiać.
- Coś ty zrobiła! - Lulu spojrzał zaskoczony na naszą przyjaciółkę. - Kiedy mówiłem żebyś z nią przyszła nie chodziło mi o porwanie. - Chłopak zaśmiał się z zastałej sytuacji.
- No bo, ona nie chciała przyjść... - Zaczęłam się tłumaczyć.
- Dobra, dobra. Chodź i daj mi to. - Luhan wyjął mi z ręki tasiemkę od sanek i pociągnął je za sobą, chwytając mnie za rękę. Zaprowadził nas na tyły podwórka, gdzie już była reszta chłopaków.
- Jezusie brodaty! Co ona Ci zrobiła Ahri? - Jak tylko znaleźliśmy się w pobliżu naszych przyjaciół, Lay podbiegł do swojej dziewczyny i zaczął ją rozwiązywać.
- Chłopaki jest problem, bo zapomniałam zabrać nam stroje. - Na tą wieść, wszyscy zaśmiali się złowieszczo.
Nagle, nie wiadomo skąd Kris wyciągnął dwie duże, jasne koszulki i dwie pary krótkich spodenek.
- O nie, nie, nie, nie, nie, nie i jeszcze raz nie! - Ahi zaczęła protestować, ale widząc że oni są całkiem poważni, rzuciła się w stronę drzwi tarasowych i wpadła do domu.
Chłopcy pobiegli za nią, a zostali tylko ze mną Luhan, Lay i D.O.
- Ey! Lay, nie boisz się, że oni jej coś zrobią? - Zapytałam zdziwiona brakiem reakcji chłopaka.
- Nie, ufam im i Ahri też. - Odparł ze stoickim spokojem.
- Lu, nie przytulaj się do mnie w taką pogodę. - Chłopak nie był zadowolony tą wiadomością.
- Trzymaj i przebieraj się. - D.O podał mi spodenki i koszulkę.
- Okej. - Wzięłam od niego rzeczy. - Ale musicie się odwrócić i nie podglądać.
Chłopcy posłusznie się obrócili, więc jak najszybciej się przebrałam.
Ahri Pov
Wbiegłam do domu i ruszyłam pędem w stronę schodów, jednak nie zdążyłam przebyć połowy drogi do nich, gdy kilka osób chwyciło mnie za rękę.
Zostałam unieruchomiona i nawet nie wiem sama kiedy zostałam przebrana w tamte ciuchy od Krisa. Gdzie się podziewa Lay, kiedy go potrzebowałam?
Po chwili zostałam wyniesiona przez chłopaków na rękach i wrzucona do basenu.
Dziwi mnie to trochę, ponieważ jest on stawiany a nie w ziemi, a na dodatek ma około 1,60m wysokości.
Zaczęłam się miotać w wodzie.
- Ona nie potrafi pływać! - Usłyszałam jak przez ścianę czyiś krzyk
Teraz jak przez mgłę widzę czyjąś sylwetkę, która po chwili wyciąga mnie na powierzchnię.
- Dzięki. - Wychrypiałam do Chanyeol'a , po czym kaszlnęłam.
Chwyciłam się brzegu tego cholernego zbiornika wodnego w ogrodzie Luhan'a.
- Hej! Wszystko w porządku? - Lay jest chyba serio zmartwiony.
- Jasne! - Uśmiechnęłam się. - Dalej! Wskakujcie!
Jak na komendę wszyscy skoczyli do basenu tylko mój kochany jednorożec wciąż stał przede mną.
- Nie ma co się martwić. - Upewniłam go i szybko pocałowałam.
Wyszłam z basenu, chwyciłam dmuchany fotel i wrzuciłam go do miejsca gdzie prawie mnie zabito, po czym usiadłam na nim i zaczęłam tak pływać pomiędzy chłopakami.
--------------------------------------------
Oneshot na podstawie snu Kris'a. Mam nadzieję że się spodoba :) Przepraszam po raz kolejny, ale miałam niespodziewany wyjazd i nie było jak wprowadzić poprawek itp.
Suho
sobota, 2 sierpnia 2014
Przepraszam!
Wiem że miałam dodawać raz w tygodniu, ale występują pewne komplikacje (nie chodzi o brak weny, bo jest jej aż za dużo xD), a mianowicie niezbyt częsty dostęp do komputera ;/ Jeszcze raz przepraszam i postaram się jak najszybciej coś dodać :)
Suho
PS. Zapraszam na stronkę na fb, gdzie adminuję z Junsu ^^ Zapraszamy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)