czwartek, 17 kwietnia 2014

Alicja i Niko cz.2

    Stałam dalej zszokowana, wpatrując się w mały ekranik. Pomyślałam że odpiszę "Emm... Dziękuję (?), ale skąd masz mój numer?", wysłałam wiadomość i czekałam na odpowiedź. Po chwili już czytałam treść sms'a "Powiedzmy że mam swoje znajomości Kotku :)". Poczułam jak moje policzki się czerwienią z powodu nazwani mnie kotkiem. Poszłam się umyć, po czym się położyłam, byłam wyczerpana natłokiem zdarzeń z tego dnia. Z początku miałam problem z zaśnięciem, jednak udało mi się to po dwóch godzinach.

*NASTĘPNEGO DNIA*

    Weszłam do szkoły i skierowałam się do swojej szafki, przy której już czekała na mnie Nikola. 
-Co się wczoraj z Tobą działo? Nie było cię na ostatniej lekcji! - Naskoczyła na mnie przyjaciółka.
- Hej! Mi również miło Cię widzieć! - Powiedziałam śmiejąc się z dziewczyny. 
- Byłam na dachu szkoły, w ogródku woźnej. - Wytłumaczyłam się, specjalnie pomijając z kim tam byłam.
- Ale sama? No już mów z kim! - Niki nie dawała za wygraną, zawsze musi wiedzieć wszystko.
- Nie, byłam tam z Nikodemem. - Odpowiedziałam po cichu, tak by tylko ona mogła to usłyszeć.
- Jak to z Nikodemem! - Wykrzyknęła.
- Ciszej! Obawiam się że nikt nie może o tym wiedzieć. - Skarciłam ją. Ona tylko przewróciła oczami. Już otwierała usta żeby coś powiedzieć, ale zamknęła je z powrotem. Patrzyła za mnie i się nie odzywała.               Właśnie miałam się odwrócić, kiedy usłyszałam niski głos chłopaka.
- Hej. Co tam mała? - Po plecach przeszły mi ciarki. Odwróciłam się z małym niedowierzaniem. Bałam się dzisiejszego spotkania z nim.
- Mogę porwać Alicję? - Zapytał z uśmiechem, mojej przyjaciółki. Nikola tylko pokiwała twierdząco głową.
- Dobra no to chodź. - Przyjrzałam mu się, był ubrany w czarne rurki, szarą koszulkę i granatowo-czarną bluzę. Wyglądał w tym świetnie, z resztą jak we wszystkim w co się ubiera. Pociągnął mnie do korytarza z którego nikt nie korzysta i przycisnął mnie do ściany. Nie czekając na moją reakcję wpił się w moje usta, odwzajemniłam pocałunek chłopaka. Po chwili, jednak go odepchnęłam, co wyraźnie mu się nie spodobało. Zamachnął się i już jego ręka miała uderzyć w moją twarz, ale się uchyliłam, więc nie trafił. W tej chwili dziękowałam w myślach Konradowi, bo dzięki niemu mogłam wyrobić sobie niezły refleks. Odepchnęłam się od ściany i zaczęłam biec w stronę korytarza z którego przyszliśmy. Niestety był szybszy, dogonił mnie i złapał za włosy, mocno ciągnąc do tyłu.
- A ty gdzie? Nigdzie nie idziesz. - Powiedział ostrym tonem, nie znoszącym sprzeciwu. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Bałam się go w tej chwili. Zadawałam sobie jedno pytanie w myślach, a mianowicie "Dlaczego to spotkało mnie? Jakbym już nie dość wycierpiała". Rzucił mną o podłogę, poczułam straszny ból z prawej nodze. Spojrzał na mnie i w jednej chwili "wrócił dawny Niko", ten miły.
- Ja... Ja przepraszam. - Powiedział z widoczną skruchą. 
- Nie wiem co we mnie wstąpiło. - Mówił cicho, widocznie wstydził się swego wcześniejszego zachowania. 
- Dobrze, nic się nie stało Niko. - Powiedziałam, nie zwracając uwagi na wypowiedzenie przeze mnie skrótu jego imienia.
- Jak do mnie powiedziałaś? - Zapytał poważnie.
- Przepraszam nie chciałam, więcej nie będę. - Odpowiedziałam przerażona że może znowu będzie chciał mnie uderzyć.
- Nie masz za co. Ten skrót w twoich ustach brzmi słodko. - Uśmiechnął się do mnie i pomógł mi wstać. 
    Wrócił mój kochany Nikodem. On chyba naprawdę cierpi na bipolarność, będę musiała uważać co robię i mówię. Będzie to ciężkie, ponieważ zawsze mówię to co myślę. Chłopak chwycił mnie za rękę i prowadził w kierunku gdzie zostawiliśmy Nikole. Zobaczyłam że stoi z przyjaciółmi mojego... Kim od w ogóle dla mnie jest?
- Niko? Kim teraz dla Ciebie jestem? - Zapytałam nieśmiało.
- Ali, teraz jesteś moją dziewczyną. - Odpowiedział wyraźnie rozbawiony moim pytaniem.

Nie wiem jak to się stało, ale potem wszystko zaczęło się dobrze układać. Nie licząc drobnych kłótni, ale to przecie oczywiste.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki i beznadziejny, ale nie miałam weny ;/ Najśmieszniejsze jest to, że weny owszem nie mam, ale tylko do tej części, w sensie ciągle mam coś do "nudnego życia" a tu dupa ni ma nic . Jeszcze raz przepraszam ;/ 

środa, 16 kwietnia 2014

UWAGA!!!!!!!!!!!!!!!

MAMY WAŻNY KOMUNIKAT!!


Postanowiłyśmy razem z Suho zorganizować akcje dla czytelników naszego bloga. Pomyślałyśmy, że wy też możecie całkiem ciekawie pisać, ale możecie bać się założyć własnego bloga lub po prostu się wstydzicie (?). Jeżeli chcecie, możecie wysyłać (na suho.jestem@gmail.com ) swoje one-shoty lub kilku rozdziałowce, a my je wstawimy i podpiszemy np. waszym imieniem/nazwiskiem (lub oboma) albo waszym przezwiskiem (które nam podacie oczywiście).

NIE WSTYDZIE SIĘ 
KRIS

wtorek, 15 kwietnia 2014

Nasze Nudne Życie ROZDZIAŁ 1

<NARRACJA WIKTORII>

    - Wiktoria pospiesz się -usłyszałam głos Kuby dochodzący z dołu - Przez Ciebie spóźnimy się na samolot.
- Już idę - odkrzyknęłam i zabrałam swoje walizki. W drzwiach spojrzałam ostatni raz na swój pokój i zeszłam na duł- Mówiłam Ci, żebyś nie nazywał mnie Wiktoria tylko Ika!
Kuba przewrócił oczami:
- Dużej się nie dało. Taksówka już czeka a Ty się wleczesz jak ślimak
- No przepraszam...-Chciałam przeprosić ale mi przerwano.
- Ta ta, a teraz powiedz mi dlaczego się zgodziłem pojechać do Nowego Jorku z 16-latnią gówniarą??
- Bo mnie kochasz braciszku a poza tym nie nazywaj mnie bachorem bo sam jesteś tylko o 3 lata starszy!!! - odpowiedziałam lekko rozzłoszczona  
- Dobra dobra chodźmy już do tej taksówki - zaczął mnie pchać w stronę drzwi frontowych.
     W taksówce odpłynęłam pogrążona w własnych myślach. Ocknęłam się gdy usłyszałam Kubę:
- Ej księżniczko idziesz czy zostajesz?
- Yyyy... Co??- Odpowiedziałam zdezorientowana. po chwili zauważyłam, że jesteśmy już na lotnisku.
- A tak już idę.
Wysiadłam z samochodu i odebrałam walizkę od taksówkarza po czym poszłam do budynku.
     Odprawa i podróż strasznie się ciągnęły, ale pocieszała mnie myśl, że nie długo spotkam się z najlepsza przyjaciółką. Gdy wylądowaliśmy poszliśmy odebrać bagaże i szukać Weroniki i oraz Jej rodziny.

<NARRACJA WERONIKI >

- Wera jeśli chcemy zdążyć odebrać Wiktorię i Kubę musimy już jechać - usłyszałam basowy głos mojego taty.
- Już idę - Odkrzyknęłam zabierałam moją torbę i wybiegłam z pokoju.
Po chwili wszyscy byliśmy już w aucie i mogliśmy jechać na lotnisko.
    Jak tylko wyszliśmy z samochodu usłyszałam jak ktoś mnie woła. Obróciłam się i zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę.
- Ika!!!! - pobiegłam do niej i ją przytuliłam- strasznie się za Tobą stęskniłam wiesz??
- Wiem wiem Nika ja też się stęskniłam, ale teraz mnie puść bo mnie udusisz.
Niechętnie Ją puściłam i poszłam przywitać się z Kubą.
- Cześć mała - przywitał mnie - Dawno się nie widzieliśmy.
- Siema. No wiem to całe 10 dni- zażartowałam
Przytuliliśmy się i wróciliśmy do reszty zebranych.
- No skoro się przywitaliśmy to wsiadajmy do samochodu i jedzmy do nowego mieszkania Wiki i Kuby. - odezwała się moja mama.
Spakowaliśmy walizki do Vana i pojechaliśmy do domu.

<NARRACJA IKI>

    Jazda zleciała mi na rozmowie z Niką i jej 14 letnim bratem Justinem. Wera opowiadała o Nowym Jorku i o jej ulubionych sklepach i klubach  w mieście. A Justin  o skateparkach i innych atrakcjach.
   Gdy dojechaliśmy pod blok w którym znajduje się mieszkanie wysiedliśmy i wypakowaliśmy nasze bagaże z auta. Weszliśmy do budynku i odebraliśmy klucze od rodziców Niki jednocześnie się z nimi żegnając i udaliśmy się w kierunku schodów. Po nie całych 2 minutach staliśmy przed drzwiami naszego nowego "królestwa".
 Kuba otworzył drzwi a naszym oczom ukazał się cudownie urządzony salon. Po zostawieniu walizek przy drzwiach poszliśmy zwiedzać resztę pokoi. Na początek poszliśmy do małej kuchni a później do naszych pokoi. Byłam bardzo ciekawa swojego, ponieważ miała go urządzić Nika. Weszłam do środka i się normalnie zakochałam, pomieszczenie było piękne, zupełnie w moim stylu. Następnie udałam się do "azylu" Kuby, on też był projektowany przez moją przyjaciółkę, bo ona zna nas jak nikt inny. Mój brat był zachwycony, pokój (to jest jedna ściana,a to druga) spodobał mu się do tego stopnia że spędził tam kolejne dwie godziny. Kiedy mój starszy (psychiczne raczej młodszy XD) braciszek się nacieszył poszliśmy zobaczyć resztę mieszkania. Łazienka była nowoczesna, urządzili ja rodzice Niki, z resztą tak jak resztę pomieszczeń, znaleźliśmy również pokój gościnny. Byliśmy strasznie wdzięczni państwu Evans za pomoc przy mieszkaniu i za załatwienie mi szkoły, zanim jeszcze przylecieliśmy.
    Po rozpakowaniu postanowiłam że zadzwonię do mojej przyjaciółki. Jak postanowiłam, tak zrobiłam i już po piętnastu minutach szłyśmy w stronę centrum. Nika miała mnie oprowadzić, więc zaczęłyśmy "zwiedzanie", które wcale nie wyglądało tak, jak powinno. Co chwilę się z czegoś lub kogoś śmiałyśmy, przez co ludzie się dziwnie na nas patrzyli, pewnie myśleli że coś ćpałyśmy, ale dla nas to była norma dzienna. Szłyśmy dalej nie zważając na ludzi, gdy na kogoś wpadłam, nawet nie spojrzałam na kogo, tylko przeprosiłam i poszłam dalej.
- Czy ty wiesz kto to był? - Zapytała moja przyjaciółka.
- No jakiś chłopak, a czy to ważne? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Ika to był jeden z najpopularniejszych kolesi w naszej szkole! - Wykrzyczała Wera, przez co znów wszyscy się na nas patrzyli. - To był Kendall Waller (czyt. Łaler), mega populars, a do tego buja się w nim trzy czwarte damskiej części szkoły, a pozostała jedna czwarta w jego kumplach.
- A... To chyba fajnie. - Powiedziałam niezbyt zainteresowana tematem togo Wendall'a (czt. Łendala) czy jak mu tam. - Wracajmy już co?
     Wróciłyśmy do mojego mieszkania od razu idąc do mojego małego azylu, w drodze przez salon witając się z moim bratem.
- Wera co ty na to, żeby pójść na imprezę z okazji mojej przeprowadzki i rozpoczęcia ferii wiosennych??- No nie wiem - powiedziała nie przekonana do mojego pomysłu Nika
- No plose zguc się. - zaczęłam błagać przyjaciółkę- PLOSE!!!!!!!!!!!
- No niech już Ci będzie pójdę na tą imprezę - zgodziła się zrezygnowana.
---------------------

<NARRACJA MATTA>

- Nika uspokój się do jasnej cholery - Usłyszałem krzyk jednej z dziewczyn wychodzącej z klubu.
- Mówiłam, żebyś tyle nie piła. - Ruda dziewczyna skarciła zataczającą się przyjaciółkę. Ta blondynka chodzi ze mną do szkoły, widziałem ją kilka razy na korytarzu.
      Postanowiłem że zawołam Jake'a i pomożemy dwóm koleżankom. Jake niechętnie oddalił się od dziewczyny z którą tańczył i poszedł za mną. Myślałem że nie uda nam się ich dogonić, ale przez tą blondynkę daleko nie zaszły, bo ta ledwo trzymała się na nogach. Podeszliśmy do dwóch przyjaciółek, a w oku Jake'a zabłysnęły iskierki, już wiedziałem że któraś mu się podoba.
- Może wam pomóc? - Zapytałem czerwonowłosej. - Jestem Matt, a to Jake. - Wskazałem na przyjaciela.
- Byłoby wspaniale, bo sama sobie rady raczej nie dam. - Uśmiechnęła się do nas dziewczyna. - Jestem Wika ale mówcie na mnie Ika, a ta pijaczka to Weronika,lub Nika, zwykle się tak nie upija. - Powiedziała dziewczyna z lekkim zakłopotaniem.
        Wraz z Jake'iem przejęliśmy od Iki Werę, zapytaliśmy  gdzie je zaprowadzić i ruszyliśmy razem w drogę co chwilę się śmiejąc z Niki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Surprise!!!, notka w środku tygodnia :D 
Oto pierwszy rozdział opowiadania "Nasze Nudne Życie" mamy nadzieje, że Wam się podoba.
Pamiętajcie komentować!!!!!!!
                                                                                                                                Kris i Suho 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nieznajomy

Tytuł: Nieznajomy
Autor: Shunrei
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG

Wczesna jesień, drzewa zaczęły przeobrażać się w bajkowe malowidła,
jak zwykle o tej porze spacerowałam po parku z głową w chmurach.
Słuchawki w uszach, zamknięta w swoim wyimaginowanym świecie, liście
pod nogami szeleściły w rytmie ulubionej piosenki. Nawet nie zauważyłam
kiedy telefon wyślizgnął mi się z kieszeni, niczego nie świadoma
wróciłam do domu, w pokoju ogarnęła mnie panika - Boże!! Gdzie mój
telefon!?- gorączkowo myślałam w którym momencie spaceru mogłam go
zgubić, wróciłam do parku. Poszukiwania zajęły mi dobre 3 godziny, bez
skutku. Zrozpaczona, zrezygnowana i przemoknięta pierwszym tej jesieni
deszczem  wróciłam do przytulnego domu.
- W telefonie był adres, może jakimś cudem znajdzie go ktoś uczciwy?-
myślałam leżąc na łóżku, chwilę później usłyszałam ciche
pukanie do drzwi, byłam w domu sama, myśląc że tata znowu zapomniał
kluczy otworzyłam drzwi w jeszcze mokrych włosach i przemokniętej
białej koszulce.
- Tato znów zapo....- moim oczom ukazał się przystojny chłopak, jego
oczy lśniły nieukrytą ciekawością
- Na zdjęciach wyglądasz nieco inaczej, w mokrych włosach też
wyglądasz ładnie - zaczął rozmowę, w pierwszej chwili pomyślałam
sobie że to jakiś psychopata, przestraszona zamknęłam drzwi na klucz i
pobiegłam do pokoju, chciałam chwycić za telefon i zadzwonić na
policję ale oczywiście nie mogłam - telefon leżał gdzieś w liściach
albo w czyichś brudnych łapach...Chciałam wyjść tylnymi drzwiami i
pobiec do sąsiadów prosząc o pomoc, otworzyłam je po czym zaczęłam
biec co sił w nogach, po może dwóch metrach wpadłam na przeszkodę.
- Nie pamiętam żeby tu było drzewo! - pocierając bolące czoło
próbowałam złapać oddech
- Przepraszam nie chciałem Cię przestraszyć, a już tym bardziej nie
chciałem zafundować Ci siniaka...
- Pomocy! Zboczeniec! Ratunku - zaczęłam krzyczeć ile sił w płucach ,
prawie zapomniałam że on tu nadal się gdzieś czai! Nie wpadłam na
drzewo tylko na niego! Chciałam zacząć krzyczeć głośniej, już
nabrałam powietrza by wydać z siebie głośniejszy dźwięk gdy poczułam
że coś zatyka mi buzie
- Mhmhmhmhhhmh- próbowałam coś powiedzieć, bez skutku
- Hej mała, nie panikuj nic Ci nie zrobię...odsłonie Ci usta jeżeli
obiecasz że nie będziesz krzyczeć dobrze?
- Mhm
- Przepraszam za to przy wejściu i za czerwone czoło, naprawdę nie
chciałem Cię przestraszyć. Jestem Dylan, znalazłem to, wpisany był
adres więc postanowiłem Ci go zwrócić, wybacz że przejrzałem
zdjęcia, swoją drogą te w bikini są całkiem niezłe - posłał mi
szyderczy uśmiech wymachując mi telefonem przed nosem
- Ej! Tam nie ma żadnych zdjęć w bikini!- Odkrzyknęłam oburzona,
zatkał mi znowu usta
- Obiecałaś nie krzyczeć, na żartach się nie znasz? Proszę, oddaję
zgubę - wsunął mi telefon do kieszeni, nie wiedziałam co powiedzieć
siedziałam tak na mokrej trawie z włosami opuszczonymi na twarz i
zastanawiałam się co do diabli się tu dzieje, chłopak chyba zauważył
moje zmieszanie bo z jego twarzy zniknął uśmiech- No dobrze...lepiej
pójdę, naprawdę ładnie Ci w mokrych włosach, ale z uśmiechem też nie
jest źle, nie jesteś zła że spisałem sobie Twój nr? Mam nadzieje że
dasz się gdzieś zaprosić
- Mam iść gdzieś z Tobą? Jesteś pewnie taki sam jak inni, zależy Ci
tylko na jednym. Zboczeniec!
- Ej ej, nie tak prędko, chodź ze mną jutro na spacer to się przekonasz
czy jestem jak inni, zadzwonię - rzucił na odchodne, patrzyłam jak
znikał. Wróciłam do pokoju zastanawiając się co się przed chwilą
wydarzyło, zostałam zaproszona przez jakiegoś palanta na spacer, okey
może i był przystojny ale...iść czy nie iść? Nie będąc pewna co
przyniesie jutro poszłam zrobić kolację, ustawiając Vivie i szykując
kanapki omal nie odcięłam sobie palca. Nie wierzyłam własnym
oczom...Chłopak który jeszcze przed paroma chwilami stał nade mną w
moim ogrodzie teraz śpiewał jedną ze dość znanych piosenek...Czy to
aby nie był sen...?
Poranek był cudowny, słońce delikatnie wkradało się przez do połowy
zasłonięte żaluzje i łaskotały mnie w twarz, obudziłam się w błogim
nastroju, z wielkim uśmiechem na twarzy, nie zauważyłam że ktoś siedzi
w fotelu naprzeciwko mojego łóżka
- Wstawaj śpiochu, wiesz która jest godzina? - usłyszałam męski
dźwięczny głos
- Ej, co Ty tu robisz?! - mój brat przeglądał moje stare gazety -
Wynocha! Nikt nie nauczył Cię pukać?!
- I tak nie słyszałaś, mama mówi że masz zejść na obiad -
przeciągając się wyszedł zostawiając mnie samą, na obiad?!
Spojrzałam na zegarek, dochodziła 14. Zeszłej nocy nie mogłam zasnąć
ciągle rozmyślałam nad tamtym chłopakiem, chociaż sądząc po ilości
przespanych godzin to równie dobrze mógł być faktycznie tylko chory
sen. Spojrzałam na telefon, nikt nie dzwonił. Tak to był zdecydowanie
sen. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, codzienne przygotowanie
siebie oraz włosów zajęło mi jakieś 20 minut, położyłam się z powrotem na łóżku pogrążona w marzeniach o karierze rockmanki
- Mała! Obiad!
- Już idę, idę - już chciałam wstać gdy poczułam, że łóżko
zaczęło wibrować, podniosłam telefon. Wyświetlacz pokazywał nieznany
mi numer - Słucham?
- Cześć. Tu Dylan, pamiętasz mnie z wczoraj? Nieźle sobie przeze mnie
zdarłaś gardło
- Ah, to Ty, tak niestety pamiętam. Chciałeś czegoś? - powiedziałam
oschłym tonem, jednak nie śniłam.
- Spotkajmy się za 20 minut w parku przy starym dębie, jestem pewien, że
wiesz o którym mówię... - dobrze wiedziałam o jakim drzewie mówił
Dylan, spędzałam tam sporo czasu, lubiłam rozmyślać w spokoju - OBIAD!!
- w tle słychać było moją mamę.
- Dobrze, będę o ile obiecasz, że dasz mi później spokój
- Będę czekał - rozłączył się, poszłam do kuchni, próbowałam
skoncentrować się na makaronie, dzisiaj ewidentnie robił mi na złość,
z mojego dobrego humoru oraz spokoju nie pozostał nawet najmniejszy ślad.
Obiad zjadłam w niecałe 10 minut, wróciłam do siebie -  Co
robić...pójdę i mogę żałować ale z drugiej strony...strasznie chce
znowu zobaczyć jego oczy - nie mogłam przestać o nim myśleć.
Postanowiłam ubrać się na luzie, dżinsy, tunika, vansy. Rozpuściłam
włosy, jeszcze odrobina perfumu, poprawiłam makijaż. Wyszłam z domu -
Pewnie się spóźnię, jeśli poczeka to chyba mu jednak zależy na
spotkaniu...Byłam prawie na miejscu, denerwowałam się, nawet nie wiem
dlaczego, przecież go nawet nie znałam. Stał oparty o stary dąb,
wyglądał mega seksownie, nawet nie wiedziałam że przystanęłam z
szeroko otwartą buzią - o nie! Zauważył mnie! Już po mnie...
- Cześć śliczna, bardzo ładnie dzisiaj wyglądasz, warto było Cię
obserwować
- Słucham? Obserwowałeś mnie?
- Nie zrozum mnie źle...zauważyłem Cię tutaj, pod tym drzewem parę
tygodni temu, spodobało mi się jak patrzysz na niebo, na liście, jak
zamykasz oczy i poruszasz rytmicznie całym ciałem, nie mogłem oderwać
od Ciebie oczu, wczoraj znowu Cię tu zauważyłem, chciałem do Ciebie
zagadać ale nie słyszałaś jak Cię wołałem, gdy wypadł Ci telefon
uznałem że to dar z niebios bo wreszcie będę miał jak się do Ciebie
zbliżyć. Nie jestem jak inni, nie interesuje mnie Twoje ciało tylko
Twoja osobowość, chciałbym Cię bliżej poznać, proszę nie odbieraj
mi tej szansy - nie wiedziałam co powiedzieć, czyżbym się myliła.
Zamknęłam na chwile oczy, chciałam szybko sobie wszystko to poukładać,
poczułam oddech na swojej szyi. Otworzyłam oczy, jego usta znajdowały
się zaledwie parę cm od moich. Serce zaczęło bić mi szybciej, oddech
przyspieszył. Dylan tylko lekko się uśmiechnął. Musnął moje usta po
czym oddalił się. Poczułam rozczarowanie rozpływające się po całym
moim ciele, nie wiadomo dlaczego zachciało mi się płakać.
- Nie wiem co powiedzieć, ja naprawdę nie wiem co mam powiedzieć -
miałam totalną pustkę w głowie, dziwne kucie w okolicach serca
sprawiło że oczy zaczęły mi łzawić, nie chciałam by widział że w
dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób zaczęło mi zależeć.
Odwróciłam się i zaczęłam powoli zmierzać w stronę domu. Miałam
wrażenie że Dylan się poddał, że zrezygnował, coraz bardziej czułam
to głupie kłucie w sercu. Ogarnij się! - myślałam z całych sił
starając się pohamować cieknące łzy. O mały włos znów bym na niego
wpadła, stał teraz przede mną, miał zmieszanie wymalowanie na twarzy,
miałam ochotę wybuchnąć płaczem. Chłopak widząc co się dzieje mocno
mnie do siebie przytulił, pocałował w czoło.
- Spokojnie, jeśli nie chcesz bym dalej zabierał Ci czas to powiedz, ale
nie płacz.
- Nie o to chodzi - wykrztusiłam przez łzy, podniósł moją twarz tak
bym widziała jego oczy
- Nie wiem dlaczego ale czuje że jesteś dla mnie wyjątkowo ważna,
nadzwyczajna, wyjątkowa, obiecuje że postaram się Cię nie zranić...
- Tak, ja też nie wiem dlaczego nie potrawie przestać o Tobie myśleć
- No widzisz, uśmiechnij się -  posłał mi czarujący uśmiech po czym
pocałował mnie, namiętnie, tak jakby był to pierwszy i ostatni
pocałunek w jego życiu, nogi się pode mną ugięły - Spokojnie, nigdzie
się nie wybieram, będę teraz Twój, jeżeli tylko zechcesz...
- Dlaczego ja? Przecież możesz mieć każdą, jesteś sławny masz
talent, możesz mieć najpiękniejsze dziewczyny pod słońcem więc
dlaczego ja?
- Bo miłość nie wybiera - Znów pocałował mnie w ten wyjątkowy
sposób, będąc w jego ramionach czułam że to właśnie w tych ramionach
chce spędzić swoje życie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

To opowiadanie napisała moja siostra Shunrei. Chciałybyśmy podziękować Shunrei za pozwolenie opublikowania tego opowiadania :)
Pamiętajcie o komentowaniu ;)
KRIS

niedziela, 13 kwietnia 2014

Alicja i Niko cz.1

Tytuł: Alicja i Niko
Autor: 
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG

- Ej! Grubasko! - Odwróciłam się - Tak ty! Właśnie ty! - Krzyczał za mną Konrad, chłopak ze starszej klasy, ale ja szłam przed siebie szukając mojej przyjaciółki, Nikoli. Jednak on mnie dogonił i jak zawsze zaczął się ze mnie wyśmiewać. Nie miałam jak przed nimi uciec, oprawca wraz ze swoimi kumplami, Łukaszem i Dylanem stanęli wokół mnie przypierając do ściany.
- Hahahaha! Myślałaś, że uda Ci się przed nami zwiać? Zabawna jesteś!- Dylan wybuchnął śmiechem.
- Jesteś za gruba by nam uciec! Hahahah! - 
Śmiechem zawtórowali mu koledzy.
*Stop na chwilę*
Na imię mam Alicja, mam lekką nadwagę, to tylko trzy kilo, ale mimo to Konrad mi dokucza. Mam 16 lat, jestem też niska bo mam tylko 1,60 m wzrostu przez co wyglądam na jeszcze grubszą.
*Akcja toczy się dalej*
- Jezu nie dość że gruba to jeszcze brzydka! - Zaśmiał się Łukasz.
- Skąd biorą się takie szpetne istoty jak ty? - Tym razem odezwał się Konrad, a mnie do oczu cisnęły się łzy.
- I czego ryczysz? - Zapytał Łukasz.
- Grubasy nie ryczą, to tłuszcz im wylatuje oczami! Hahahahahaha! - Powiedział Dylan na co reszta się zaśmiała. Przestałam płakać prawie natychmiast, przestraszona widokiem jaki zobaczyłam zza pleców Konrada, stał tam on wraz ze swoją paczką, ubrani w czarne, skórzane kurtki, ciemne dżinsy i zwykłe białe bluzki z dekoltem w serek z  logami jakichś rockowych zespołów. To oni żądzą tą szkołą.
- Zostawcie ją! I to już! - Powiedział rozkazującym tonem, wszyscy w korytarzu spojrzeli na nas. Był to nie codzienny widok. Chłopak, którego boi się cała szkoła staje w obronie trzy lata młodszej dziewczyny. To musiało przyciągnąć uwagę. Moi oprawcy odwrócili się wystraszeni, pokiwali zgodnie głowami na znak że już sobie idą i odeszli. Ja stałam ze spuszczoną głową, czułam na sobie jego wzrok, nie odchodził, ale i się nie odzywał.
- Dziękuję... - powiedziałam nieśmiało i już chciałam odejść kiedy się odezwał.
- Nikodem jestem, ale to pewnie wiesz. - Uśmiechnął się do mnie widocznie zadowolony z tego że zna go cała szkoła.
- I nie musisz 
dziękować. Chłopaki możecie iść. - Jego przyjaciele odeszli, zaśmiałam się lekko, ponieważ każdy schodził im z drogi.
– Widzę, że 
już lepiej, bo się śmiejesz, masz słodki śmiech. - Jeszcze jeden uśmiech chłopaka. W Nikodemie kocha się większość dziewczyn ze szkoły, taki przystojny bad boy.
- Tak i dziękuję. Zwłaszcza za pomoc....To ja już pójdę - Powiedziałam lekko zawstydzona po usłyszeniu komplementu z jego ust.
Jednak on zagrodził mi drogę.
- Gdzie uciekasz? Chodź! - Chwycił mocno mój nadgarstek i pociągnął mnie za sobą. Próbowałam się wyrwać, ale był silniejszy, jest też wyższy o głowę, więc nie miałam najmniejszych szans. Poszłam grzecznie za nim.
- Gdzie w ogóle idziemy? - Zapytałam trochę wystraszona, lecz nie dostałam odpowiedzi, spróbowałam jeszcze raz wyrwać nadgarstek, ale on tylko wzmocnił uścisk. No nic, szłam dalej za nim korytarzami szkoły, przechodziliśmy nawet przez takie o których nie miałam pojęcia. Nikodem przyśpieszył, nie łatwo było mi za nim nadążyć, szczególnie kiedy szliśmy po schodach w górę. Wreszcie stanął przed jakimiś drzwiami i je otworzył. Do moich płuc dostało się świeże powietrze, a do nozdrzy dotarł zapach drzew i kwiatów. Okazało się że jesteśmy na dachu, gdzie woźna, która mieszka w szkole ma swój mały ogródek. Widok był nawet ładny, jeżeli komuś podoba się widok szkolnego boiska. Jednak było w tym miejscu coś urokliwego, to chyba przez te kwiaty przy balustradzie. Podeszłam i oparłam się o nią rękami, Niko (postanowiłam się tak do niego zwracać, no chyba że mi zabroni) wreszcie uwolnił mój nadgarstek ze swojego stalowego uścisku.
- Skąd znasz to miejsce? - odwróciłam się i zapytałam oniemiała widokiem tylu kwiatów.
- Kiedyś na blałce postanowiłem zwiedzić naszą szkołę i znalazłem ok? - Odpowiedział niemiło, przez co nieco się speszyłam. Chyba uznał to za zabawne bo lekko się uśmiechnął.
- Śmiesznie wyglądasz kiedy 
jesteś taka niepewna i z lekka wystraszona, wydajesz się w tedy taka bezbronna i słodka, że ma się ochotę Cię przytulić.
- Dziękuję... chyba. Powinieneś częściej się uśmiechać, wyglądasz wtedy sympatyczniej. - Powiedziałam bez namysłu.
- Jest wiele rzeczy które powinienem a ich nie robię. A może ja nie chcę wyglądać na sympatycznego? - Odpowiedział znów zimnym tonem. Kurcze ten koleś cierpi na bipolarność czy co?
- Powinniśmy wracać na lekcje. - Powiedziałam cicho nie chcąc go denerwować.
- Już mówiłem mała, jest wiele rzeczy które powinienem ale ich nie robię, i ty też nie musisz, więc dziś zostajesz tutaj ze mną.  - Uśmiech pojawił się na jego twarzy, odwzajemniłam go.
- Yyy.... okay ale co będziemy robić na tym dachu? i jak długo? - Czekałam na odpowiedź chyba z cztery minuty.
- Będziemy rozmawiać, zawsze można robić też inne rzeczy, jeżeli wiesz co mam na myśli. - Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem, na co on zareagował tylko głośnym, pięknym śmiechem.
- Żartowałem przecież.
- No mam nadzieję.
- A z resztą, odmówiłabyś mi? Wiem że tego chcesz. - Rzuciłam mu oburzone spojrzenie i kolejny perlisty śmiech bad boy'a.
- Dobra, dobra 
nie patrz tak na mnie, jak długo jeszcze nie wiem, możliwe że do końca dzisiejszych zajęć. - Usiadł na jednym z krzeseł nie spuszczając ze mnie wzroku, wyraźnie czekając na moją reakcję.  Ja jednak tylko odwróciłam się przodem do barierki i zaczęłam obserwować jedną z klas biegających w koło boiska. Po chwili delikatnie odchyliłam głowę w bok, spoglądając na Niko, czego nie zauważył, ja ujrzałam jego wpatrzonego w mój TYŁEK! Z powrotem się odwróciłam i wróciłam do patrzenia na biegających uczniów.  Udawałam bardzo zaciekawioną ich czynnością, kiedy poczuła za sobą ciepło jego ciała. Obrócił mnie przodem do siebie i oparł dłonie na poręczy za mną, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Spojrzałam w jego brązowe oczy z lekkim strachem, on jedynie ciepło się uśmiechnął, przez co mój strach odszedł.
- Co ty robisz? - Zapytałam zdziwiona jego zachowaniem.
-Stoję, nie widać? - Odpowiedział z głupim uśmieszkiem. Jego twarz zaczęła się zbliżać do mojej i zatrzymała się dopiero kilka milimetrów przed moim nosem, spojrzał w moje oczy próbując wyczytać z nich jakieś uczucia, oprócz zszokowania. Zrobił to tylko na kilka sekund, by po chwili wbić się w moje usta z taką siłą, że odchyliłam się lekko do tyłu. Oszołomiona z początku nie wiedziałam co robić, jednak odwzajemniłam pocałunek. Oderwał się ode mnie i znów spojrzał mi głęboko w oczy.
- Teraz jesteś już tylko moja. - Powiedział cicho, jakby bał się że ktoś to usłyszy. Uśmiechnęłam się delikatnie w reakcji na jego słowa, poczuła że moje policzki czerwienieją, więc spuściłam głowę. Nikodem chwycił moją brodę w dwa palce i podniósł tak, bym na niego patrzyła. Tą piękną chwilę jednak coś musiało przerwać, a mianowicie woźna, która właśnie otworzyła drzwi na dach. Oboje zwróciliśmy wzrok w jej kierunku, niemal natychmiast idąc do wyjścia. Ominęliśmy starszą kobietę i popędziliśmy schodami w dół. Kiedy znaleźliśmy się w korytarzu z klasami lekcyjnymi sprawdziłam godzinę, okazało się że skończyła się moja ostatnia lekcja. poszłam więc do domu. Reszta dnia nie była już tak interesująca.
Wieczorem dostałam sms'a, myślałam że to Nikoli, ale się pomyliłam, numer był nieznany. Odczytałam wiadomość "Dobrze całujesz mała ;*  Nikodem", zszokowana wpatrywałam się w ekran telefonu, bo nie przypominam sobie bym dała mu swój numer.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie chciałam pisać za dużo więc rozdzielam to na dwie lub więcej części, jeszcze nie wiem. Nowe części/oneszhoty będą się pojawiały w weekendy :) Dziękuję bardzo Patrycji za pomoc w tej części, gdyby nie ona byłaby to kompletna dupa za przeproszeniem. Mam już w planach z Przyjaciółką pisać wspólnie opowiadanie wieloczęściowe i w tej chwili są tworzeni bohaterzy :D no to chyba wszystko Suho pozdrawia ludzi :D XD

sobota, 12 kwietnia 2014

Nowa.

Tytuł: Nowa
Autor: Suho
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG
Paringi: Brak

Cześć! Jestem Mark, mam 17 lat, 1,75 m. wzrostu, pofarbowane na rudo włosy i jestem szczupły (Oto ja :) tak jestem koreańczykiem). Mam poczucie humory, dobrze tańczę i śpiewam(nie myślcie że się przechwalam bo tak nie jest). Taki jak to niektórzy mówią ideał. No ale nie ważne. Mam wspaniałego przyjaciela, Conora. Przyjaźnię się z nim od przedszkola. I teraz właśnie przemierzaliśmy szkolny korytarz w poszukiwaniu reszty naszej paczki, czyli Adama, Krisa  (on też jest koreańczykiem ;) ), Joe i Jay'a, kiedy przed nami ni z tąd, ni z owąd pojawiła się Patricia. Dziewczyna w moim wieku z długimi, blond włosami i brązowymi oczami. Jedną z cech przez którą znała ją cała szkoła był jej ździrowaty ubiór, tona tapety na twarzy i wyzywające zachowanie. Do tego co roku ma nowego głupka, który za nią biega (czytaj chłopaka). Nie wiadomo czemu upatrzyła sobie mnie na ten rok. Za każdym razem jej odmawiam, a ona mimo to dalej próbuje.
- Hej Mark! Co u Ciebie? - Zapytała z uśmiechem na twarzy. Jej głos wyrwał mnie z szoku, po jej nagłym pojawieniu.
- Hej Patricia. Wiesz co śpieszę się i nie mam czasu rozmawiać. - Chciałem ją delikatnie spławić, ale chyba nie wyszło bo dalej przede mną stała.
- Ej Patricia! - Do rozmowy wtrącił się Kris, który nie wiem kiedy się przy nas znalazł. - Kiciu, może przestaniesz mi męczyć przyjaciela bo jakby nie patrzeć i tak się z Tobą nie umówi, więc tracisz tylko czas.
Szkolny plastik wydął policzki w złości, odwrócił się na pięcie i odszedł od nas w szybkim tempie.
- Hahahahaha! Nieźle ją załatwiłeś Kris! - Jay pochwalił kumpla przybijając z nim piątkę, po chwili Kris powtórzył czynność ale z Joe. Nie no kiedy oni tu przyszli? - Ej Mark chyba będziesz miał od niej przerwę.
- Mam nadzieję. - Uśmiechnąłem się do przyjaciół.
- Widzieliście tą nową? - Zawału bym dostał przez Adama, który wyłonił się właśnie zza mnie. - Ponoć gorąca laska.
- Ja was kiedyś zabiję za to skradanie i straszenie mnie!. - Wydarłem się na kumpli, tak że kilka osób się na nas spojrzało. Odwróciłem się na moment i ją zobaczyłem. Była piękna, śliczny i szeroki uśmiech rozjaśniał jej twarz, duże oczy w kolorze błękitu przyciągały wzrok, a kasztanowe włosy spływały po jej ramionach. Odwróciłem się szybko do przyjaciół z wielkim uśmiechem.
- Ej chłopaki, znacie ją? - Zapytałem przerywając im rozmowę o deskach. W między czasie wskazując na dziewczyną.
- Tak to właśnie ta nowa. - Odpowiedział Adam. - Chyba ma na imię Olivia. Jeżeli dobrze kojarzę to jest z Tobą w klasie. - Chłopak uśmiechnął się, wiedząc że już mi się spodobała. A właśnie bo nie wspomniałem w mojej grupie znajomych tylko ja jestem w osobnej klasie, cała piątka chodzi do innej klasy, więc jestem od nich jakby "odseparowany". W tym momencie usłyszeliśmy dzwonek zwiastujący pierwszą lekcję, więc ruszyliśmy na zajęcia. Chwilę po dzwonku do klasy weszła Olivia, przepraszając za spóźnienie, ponieważ nie mogła znaleźć sali (biedna). Rozejrzałem się po klasie i zauważyłem tylko jedno wolne miejsce na którym mogła by usiąść i było ono obok mnie. Strasznie się zestresowałem, kiedy zobaczyłem że dziewczyna idzie w moim kierunku. Usiadła na miejscu i spojrzała na mnie, już miałem się przywitać kiedy rozległ się głos nauczycielki od matmy. Starszej, wrednej kobiety, która nie wiadomo czemu uwzięła się na mnie. Wszyscy na chwilę zamilkli, lecz po chwili znów wzniosły się szepty uczniów.
- Hej. Jestem Mark, a ty to Oliwia tak? - Przywitałem się szeptem i przedstawiłem.
- Hej. Tak skąd wiedziałeś? - Zdziwiona dziewczyna spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Wzbudziłaś sensację wśród moich przyjaciół - Uśmiechnąłem się do niej lekko, co odwzajemniła.
- Okay można i tak - Powiedziała lekko się śmiejąc.
- Panie Tuan i panno... - Nauczycielka sprawdziła w dzienniku nazwisko Olivii - Tharow czy ja wam nie przeszkadzam? - Zapytała zimnym tonem starsza Kobieta.
- No troszeczkę Pani przeszkadza. - Odpowiedziałem niezbyt miło.
- Słucham? - Pani McLean (bo się nazywa) spojrzała na mnie z niedowierzaniem i furią w oczach. Widząc to uśmiechnąłem się tryumfalnie, bo uwielbiam doprowadzać ją do takiego stanu.
- Przepraszamy, już będziemy cicho, może pani wrócić do prowadzenia lekcji. - Powiedziała Olivia, myślałem że matematyczka nie odpuści ale wróciła do prowadzenia tematu. Zdziwiony wbiłem wzrok w dziewczynę obok mnie, nie rozumiejąc jak to zrobiła. Jedno proste zdanie z jej ust i stara McLean jest spokojna.
- Jak to zrobiłaś? - Tharow miała zdziwioną minę, gdyż nie wiedziała o co mi chodzi. - No powiedziałaś jedno proste zdanie które uspokoiło tą francę, to się nigdy nikomu nie udało.
- A czy ktoś kiedykolwiek ją przeprosił za swoje zachowanie? - Dalej patrzyła na mnie ale teraz raczej z zaciekawieniem.
- No w sumie to nie. - Powiedziałem z lekkim zakłopotaniem.
- No i tu jest pewnie pies pogrzebany. - Zaśmiała się uroczo, jednak po sekundzie jej mina zrobiła się poważna. - Może skupmy się na lekcji. - Nie rozmawialiśmy już do końca zajęć. Dopiero po lekcjach udało mi się z nią porozmawiać.
- Hej! Olivia! - Krzyknąłem by na mnie zaczekała. - Może pójdziemy razem do kawiarni do kawiarni za rogiem? - Zapytałem pełny nadziei.
- Chętnie - Uśmiechnęła się nieśmiało, a jej policzki nabrały rumieńców. To takie urocze. - To co idziemy?
- Pewnie - Odwzajemniłem uśmiech i ruszyliśmy. Na miejscu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Zajęło nam to ponad trzy godziny. - No to chyba będziemy się zbierać co? Może cię odprowadzę? - Dziewczyna uroczo pomachała głową na zgodę i podała mi swój adres. Ucieszyłem się bo mieszka niedaleko mnie.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

Znajomość moja i Olivii przeniosła się już na na pozom przyjaźni, jednak ja myślę że to coś więcej. Właśnie szliśmy całą paczką po dziewczynę, kiedy zauważyłem ją płaczącą na ławce po drugiej stronie ulicy, gdzie jest park. Powiedziałem chłopakom i szybko do niej podeszliśmy. Usiadłem obok i bez słowa ją przytuliłem. Olivia spojrzała na mnie załzawionymi oczami i wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.
- Cicho, już nie płacz, bo ja zaraz się rozpłaczę. - Powiedziałem do niej, podniosłem głowę by zobaczyć gdzie chłopaki, ale oni widocznie postanowili zostawić nas samych, w sumie to i dobrze.
- Dlaczego ty miałbyś płakać? - Zapytała zdziwiona, łamiącym się od płaczu głosem. - Przecież masz przyjaciół i rodzinę, a ja nie mam nikogo. - Powiedziała znów zaczynając płakać.
- Jak to nie masz nikogo? Masz mnie, masz Krisa, Joe, Adama, Conora i Jay'a. Czemu mówisz że nie masz rodziny? Proszę powiedź może będę mógł Ci pomóc.
- Bo.. Ja właśnie się dowiedziałam że... że jestem adoptowana - Odpowiedziała, co kompletnie mnie zszokowało. - Na to pomóc nie możesz.
- Ale co w tym złego że nie są twoimi biologicznymi rodzicami? To nie znaczy przecież że Cię mniej kochają prawda?
- Tak, ale nie o to tu chodzi. Płaczę bo biologiczni mnie nie chcieli. - I znowu ten płacz, jajku jak ja chciałbym temu zapobiec, no dobra trzeba dalej próbować.
- Skąd wiesz? Może matka zmarła przy porodzie, a tata nie miał sił by zająć się małym dzieckiem. Albo odebrali im cię, albo stwierdzili że tak będzie lepiej dla Ciebie. Proszę nie płacz już bo nie mogę patrzeć jak moja... - Tu się zaciąłem, ona spojrzała na mnie wyczekująco, czekając aż dokończę. - No dobra nie będę togo dłużej ukrywać. Mimo że znam Cię tak krótko to kocham Cię. I wiedz że zawsze będziesz mogła na mnie polegać. - Zwróciłem na nią pełen troski, niepewności i wyczekujący wzrok. Widziałem po niej że nie wiedziała z początku co powiedzieć, jednak po chwili powiedziała coś co mnie zdziwiło.
- Też Cię kocham. - Przestała płakać i zarumieniona spojrzała na mnie. Pocałowałem delikatnie jej ciepłe i miękkie wargi, odwzajemniła pocałunek. Oderwałem się od niej i otarłem jej twarz z łez, które zostały na jej pięknej twarzy. W tym momencie oboje się uśmiechnęliśmy do siebie. Cieszyło mnie to że już nie płacze z powodu rodziców, również cieszył mnie jej uśmiech kiedy na mnie patrzyła. Ona wtuliła się w mój bok i tak szliśmy na spacer w okół parku.

---------------------------------------------------------------------------------------------------
To mój pierwszy oneshot, mam nadzieję że nie jest aż taki zły :) mam nadzieję na pomocne komentarze. Mam również nadzieję ze nie ma zbyt wielu błędów. No to chyba tyle. do następnej notki Suho pozdrawia :D

piątek, 11 kwietnia 2014

Hej :)

Jest to mój pierwszy blog więc z góry przepraszam za wszystkie "wpadki". Jeszcze nie wiem kiedy będą się pojawiały wpisy i jak często. Będą to raczej tzw. oneshoty, czyli opowiadania w jednym rozdziale, ale nie wykluczone że jakieś dłuższe też się trafi :) Nie będzie też stałych bohaterów, czyli nie wybieram jakiegoś zespołu czy wokalisty będzie to przeplatane z osobami sławnymi ale i z normalnymi, "szarymi" ludźmi. Bardzo bym prosiła o wyrozumiałość i wytykanie mi błędów. Krytyka mile widziana tyle że najlepiej konstruktywna ;) Myślę że to chyba wszystko.