piątek, 22 sierpnia 2014

Bezdomny Bang.A.P cz.1



      No dobra no to zacznijmy od początku. Mam na imię Jonna, w skrócie Jon, Joni (jak chcecie). Mam 20 lat. Pochodzę z Polski. Jestem studentką drugiego roku. W przyszłości chciałabym zostać tłumaczem. Dwa lata temu zastanawiałam się, który język wybrać. Na początku myślałam o angielskim, ale stwierdziłam, że zanim wybiję się przed szereg najlepszych, bym zarabiała tyle, ile bym chciała, minie ogromnie dużo czasu. Za to, jeśli wybiorę taki, którego tylko niektórzy decydują się uczyć, będę miała większą szansę, że to akurat mnie wybiorą, bym np. tłumaczyła przed telewizją polską wywiad naszej dziennikarki z jakimś sławnym azjatyckim zespołem, którego kochają miliony fanek na całym świecie…- Tak, byłoby cudnie. Dlatego też zdecydowałam się na j. koreański, w którym jestem już całkiem dobra, gdyż uczyłam się go, gdy byłam nastolatką (już wtedy interesowałam się Azją i tamtejszą k-popową muzyką). A tak na doczepkę dodałam do tego jeszcze język włoski, który był moim dodatkowym językiem już od klasy pierwszej gimnazjum. Tak, więc idę na dwa fronty.
      I tak właśnie znalazłam się w Korei. Są wakacje. Cisza i spokój. Wiecie jak musiałam się natrudzić, by się tu dostać? Na początek bilet. Tak dwoma słowami – kupa kasy. Zbierałam ją przez cały rok.
1/3 Pieniędzy (na bilet) to moje dorabianie w empiku. Następnie kilka groszy od moich rodziców. I na koniec… pomoc z uniwersytetu ( naprawdę wspierają uczniów, jeśli chodzi o takie akcje, oczywiście, jeśli nasz wyjazd ma nam pomóc w nauce). Do tego musiałam sobie znaleźć jakiś nocleg. I muszę powiedzieć, że to, co znalazłam jest naprawdę niezłe. Mieszkam w centrum Seulu w domu jakiejś bardzo miłej koreańskiej pary, która też wyjechała gdzieś na wakacje i powierzyła mi klucze do swojego mieszkania, w zamian za regularne sprzątanie w ich domu oraz podlewanie ich wspaniałego małego ogrodu na tyłach posesji, co jest bardzo proste, gdyż wystarczy uruchomić tylko zraszacze i gotowe. Przez Skypa musiałam wyglądać naprawdę przekonująco, jeśli bez większego wahania mi zaufali, och i to jak. Jestem z siebie naprawdę dumna.
       Taaa tylko szkoda, że ledwo, co zdążyłam na ostatni pociąg metra, jaki dzisiaj jeszcze przejeżdża obok mojego domu. Jest już godzina 23:46. Niby jeszcze nie jest tak późno, ale nie miałam ochoty iść na pieszo przez połowę miasta. Nie wiadomo, jakie typy krążą w tych okolicach o tej porze, a mnie raczej nie ciągnie by się tego dowiedzieć. Teraz siedzę w jednym z ostatnich wagonów przyglądając się kątem oka jakiejś bardzo słodkiej parze, która chyba wybiera się na jakąś imprezę, albo randkę… sama nie wiem, ale są słodcy. Taaaa, to najważniejsze. Ok. ok. Nie ważne. Dobra, to moja stacja, chyba muszę wysiąść.
        Wciskam swój bilet do automatu, po czym przechodzę przez bramki. Wychodząc z podziemi nakładam kurtkę przeciwdeszczową, gdyż strasznie leje. Czy to można nazwać udanymi wakacjami? Dla mnie tak. Nawet deszcz nie przeszkodzi mi w zwiedzaniu Seulu. Wtulam się najciaśniej jak mogę w swoje okrycie i przebiegam jak najszybciej na drugą stronę ulicy, prawie wpadając pod samochód. Już czuję pod wszystkimi warstwami ubrań zimną strużkę cieczy wędrującą coraz niżej i niżej. Kurczę, muszę się pospieszyć, bo znając moje szczęście zaraz będę chora. Skręcam za róg przyciskając się do ściany tak, by spadło na mnie jak najmniej wody z nieba. Jeszcze tylko kilka uliczek i będę na miejscu. Znów skręcam… i gwałtownie przystaję. Po mojej lewej stronie bije się kilka kolesi. Wydaje mi się, że trójka z nich trzyma się razem tłuc z całej siły tego leżącego już na ziemi. Choć moim zdaniem jest już pokonany, on się nie poddaje. Od czasu do czasu oddaje tamtym także mocnymi ciosami. Jednak właśnie wtedy dostaje jakąś metalową rurą w skroń i upada głową na bruk. W tym samym czasie jeden z nich spojrzał w moją stronę. Ooo nie. Zaczęłam iść do tyłu. Jeszcze tego mi brakowało, by mnie pobili, albo, co tam jeszcze sobie zażyczą. Zaczęłam uciekać. Po trzech minutach biegu już się zmęczyłam, więc postanowiłam się ukryć za jakimś kontenerem w małym, ciemnym zaułku. Po kilku sekundach już mnie minęli. Bez większego zastanowienia zaczęłam biec znów w kierunku domu, czyli skąd przybiegłam. Właśnie miałam minąć leżącego chłopaka, gdy jednak przy nim przystanęłam. Nie mogłam go tak zostawić. Obejrzałam się za siebie, by sprawdzić, czy tamci czasem nie wracają, po czym znów poświęciłam swoją uwagę poszkodowanemu. W ogóle się nie ruszał, jakby umarł. Jestem lekko przerażona. A co jak to jakiś pijak, który zaraz na mnie napadnie z nożem, żądając kasy lub jeszcze czegoś innego? Nigdy nie wiadomo. Stałam tak jeszcze przez jakieś trzy minuty, już całkiem przemoczona. Lecz koleś się dalej nie ruszał. No tak, ja głupia, jak ma mnie napaść, jeżeli jest nieprzytomny? Może trzeba mu pomóc? Nie wiedziałam, co zrobić. Był cały blady, a z boku głowy leciała mu strużka krwi z dość głębokiej rany. Nie wyglądało na to, by zrobił to sobie przy upadku. Raczej właśnie to była jego przyczyna. Musiał zemdleć, gdy oberwał. Jeszcze ta nieszczęsna pogoda. Kurcze. I co teraz? Mam zadzwonić po pogotowie? Nawet nie znam numeru. A polski numer raczej się tu nie przyda. No, ale do domu też go nie wezmę. Nawet go nie znam. Ale z drugiej strony…zostawić też go nie mogę.
         Po kwadransie w końcu zdołałam go doczołgać na taras przed domem. Jest tu chociaż kanapa do siedzenia i czytania gazet, no i oczywiście dach. Postanowiłam, że chociaż to mogę dla niego zrobić. Nie wpuszczę go do środka, ale i to powinno być lepsze niż leżenie na ulicy. Położyłam go na kanapie i otuliłam dwoma najcieplejszymi kocami, jakie miałam. Wpatrywałam się w niego jeszcze przez jakieś dziesięć minut. Miałam wrażenie, że jeszcze czegoś nie zrobiłam. Aaaa, no tak a co z raną na głowie? Nie chciałabym by wdarło mu się zakażenie. Pobiegłam do łazienki szukać apteczki, po czym wróciłam z wacikami i wodą utlenioną. Miałam nadzieję, że się nie obudzi. Zaczęłam mu odkażać zakrwawione miejsce tuż przy jego miękkich, czarnych włosach. Tak, były naprawdę miękkie, choć całe we krwi i błocie. To, co najmniej dziwne. Jego głowa spoczywała na moich kolanach, a ja wyczyściłam mu już chyba całą twarz, choć pewnie w świetle dziennym by już błyszczała i to z połyskiem. Ja jednak nie przestawałam jej dalej przeczyszczać. Nie mogłam od niego oderwać oczu. Od jego ciemnych, długich rzęs, idealnych różowych, teraz trochę sinych ust. No właśnie…sinych. Jeszcze nie wróciły mu kolory na twarz, choć był przykryty…już trzecim kocem. Też powinnam się przebrać. Mam nadzieję, że będzie z nim wszystko dobrze. Ciekawe, kto mu to zrobił? Kim byli ci ludzie? Dlaczego to zrobili? Nie wiem czy chcę wiedzieć. Mam nadzieję, że jak jutro wstanę, to już go tu nie będzie. Po prostu odejdzie wdzięczny za moją dość dziwną, ale prawdziwą gościnę.
        Umyłam się, ubrałam w piżamę składającą się z długich, granatowych spodni ze ściągaczami i białą bluzką w ciemne paski. Weszłam pod kołdrę, zgasiłam światło i wtuliłam się w poduszkę. Leżę już tak od dwóch godzin i nie wiem jak bardzo jestem już zmęczona, to i tak moje oczy nie mogą się zamknąć, za to druga połowa mnie chyba dalej czuwa przy tym facecie z zakrwawioną głową. Nie wytrzymam tak dłużej. Muszę usiąść. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Zaczynam się ciągnąc za włosy, to naprawdę boli. Wkładam kapcie i zmierzam w kierunku kuchni. Nalewam sobie wodę do szklanki. Piję dwa łyki, a trzeci…wypluwam do zlewu, wylewając przy tym wciąż niewypitą zawartość naczynia, po czym znowu go napełniam i chlustam sobie zimną cieczą w twarz. Nigdy tak nie robię, ale ten wieczór i noc nie należą do normalnych. Po pięciu minutach zdaję sobie sprawę, że stoję przy drzwiach na taras gotowa, by nacisnąć klamkę i znów go zobaczyć oraz sprawdzić, czy wszystko z nim ok. No, bo może już umarł? Taaa, jestem okrutna. Wychodzę na zewnątrz. Wciąż pada. Patrzę w bok i… wciągam powietrze. Okazuje się, że… przekręcił się na drugi bok. Podchodzę do niego, by sprawdzić, czy oprócz tego, czego przed chwilą byłam świadkiem, wszystko w porządku. Pochylam głowę tak by widzieć wszystkie jego kontury twarzy, gdy on właśnie otwiera oczy. Zaczynam wrzeszczeć i zataczam się do tyłu. 

---------------------------------------------------------
No i oto pierwsza część mojego krótkiego trzy lub cztero rozdziałowca. Mam nadzieję, że początek wam się podoba... Coś dla k-poperów ;) Mam nadzieję, że następna część pojawi się jeszcze w tym miesiącu (wiem, że to długo, ale znów wyjeżdżam i nie będę mieć czasu na pisiupisiu, choć bardzo mnie do tego ciągnie, gdyż wczułam się w fabułę...)
Ach i chciałabym strasznie was wszystkich przeprosic za moją strasznie długą nieobecność na blogu. Ale nie martwcie się, to tylko przez wakacje ;) Podczas roku szkolnego będę tu tak długo, aż się mną znudzicie i zaczniecie rzucać wymyślonymi pomidorami ;)

sobota, 16 sierpnia 2014

Impreza nad basenem.

Autor: Suho
Typ: AU, komedia
Rated: PG
Paringi: Brak         


 Zapowiada się kolejny nudny dzień. Dlatego właśnie nie cierpię wakacji, mija dopiero drugi tydzień lipca, a ja w pierwszy tydzień zrobiłam prawie wszystko co miałam zaplanowane na te dwa miesiące.
A to wszystko dzięki mojej najlepszej przyjaciółce i naszej dwunastce przyjaciół: Suho, Kris'owi, Lay'owi, Luhan'owi, Kai'owi, Sehun'owi, Chanyeol'owi, Chen'owi, Xiumin'owi, D.O, Bakhyun'owi i Tao.
Strasznie ich wszystkich kocham, ale to już jakaś przesada, najpierw wykończyli wszystkie pomysły na wakacje w tydzień (tak, wiem że się powtarzam, ale jakoś muszę dać  upust mojej frustracji.) ,a teraz to nagle za gorąco i nikt nie chce wyjść.
           Usiadłam przy biurku i miałam włączyć komputer, gdy nagle po całym pokoju rozniosły się dźwięki mojej ulubionej piosenki BTS - Jump, co oznacza że to mój telefon. Ale ktoś ma wyczucie czasu, no po prostu konieczne było przerywanie mi użalania się nad sobą, w tej chwili żałosną egzystencją.
          Owym ktosiem okazał się Luhan, co, nie ukrywajmy, nie znacznie mnie ucieszyło. Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
- Lulu! Jak miło, że ktoś się w końcu do mnie odezwał.
- No hej kociaku ty nasz! - chłopak zaśmiał się do słuchawki, po czym krzyknął gdzieś w dal. - Chłopaki przywitajcie się!
         Niemal od razu usłyszałam głośne i nie równe "annyeong", przez co zachichotałam.
- Cześć! No to czemu zawdzięczam twój telefon? - Udawałam  poważną, ale coś mi to nie wychodziło.
- No bo, robię małe spotkanie na basenie, bo rodzice wyjechali i postanowiłem zaprosić chłopaków i... no wiesz... fajnie by było, jakbyś przyszła. - W Jego głosie słychać było lekkie zdenerwowanie.
- Najlepiej z Ahri! - Krzykną ktoś w tle, prawdopodobnie był to Lay.
- A i stroje kąpielowe są obowiązkowe, oczywiście. - Słyszałam że się szczerzy w tym momencie.
- Jasne, ja zawsze chętnie Jelonku, tylko nie wiem jak nasza mała "buntowniczka".
        Ahri jest specyficzną osobą, ciągle robi na przekór i zawsze jest ubrana w długie spodnie i długi rękaw, do tego najczęściej czarny, nawet gdy jest powyżej 30 stopni C, a mimo to jest niepoprawną optymistką.
- Mówiłem Ci, żebyś nie nazywała mnie Jelonkiem, to takie mało męskie, a ja jestem bardzo męski! - -Oburzenie w jego głosie było komiczne.
- Tak, kochanie. Masz rację, jesteś bardzo męski. - Walczyłam ze sobą, by się nie roześmiać, bądź co bądź ale to mogło go urazić.
- No, i masz to zapamiętać! - Pogroził mi, takim tonem, że trochę spoważniałam. - A co do naszej kochanej przyjaciółki, to wierzymy w ciebie, słońce. Pa. - I się rozłączył nie czekając na moją odpowiedź.
          Aish! Chincha?! Mój chłopak i jego przyjaciele, no po prostu załamka. Czemu nie wyślą Lay'a? To w końcu on jest chłopakiem Ahri.

Ahri pov :3

       Uwielbiam te dni gdy mogę sobie siedzieć  i nic nie robić, taki błogi stan.
       Kocham człowieka, który wymyślił klimatyzacje i wiatraki ( te do domu), za oknem 30 stopni, a w moim salonie zaledwie 15 stopni.
       Siedzę sobie tak na kanapie i oglądam marną jakąś dramę, która mnie wciągnęła, to jest trzeci odcinek.
        Jednak moje szczęście musiał przerwać  dzwonek przychodzącego sms'a. Łaskawie oderwałam wzrok od telewizora i przeczytałam treść wiadomości.

                 Od: Yeonrin <3
                 Otwórz mi drzwi zanim się tu rozpuszczę, na tej ufyfłanej wycieraczce :)

Że niby mam iść tak daleko? Nie ma mowy.

                Do: Yeonrin <3
                Wejdź. Jestem w salonie. :P

      Po chwili już słyszałam jej kroki po czym opadła na moją kanapę, cała upocona.
- Zbieraj się, idziemy do Luhana na basen. - Oznajmiła mi przyjaciółka.
- Ja nigdzie nie idę, tu mi dobrze.
- Lay chciał żebyś przyszła, reszta też próbowała mnie przekonać.
- Nawet, dla tego słodkiego jednorożca bez rogu i z dołeczkami w policzkach się stąd nie ruszam. - Ale ja byłam nieugięta.
       Yeon wstała bez słowa i gdzieś poszła, a ja wróciłam do oglądania dramy.
      Moja przyjaciółka wróciła po chwili z liną i... sankami? Na kołach? Skąd ona je wzięła?
- Jak nie chcesz po dobroci, to Cię porywam. - Obwieściła i najzwyczajniej w świecie rzuciła się na mnie.
       Próbowałam się bronić, ale nic z tego nie wyszło, zostałam brutalnie związana, następnie posadzona na sankach z kółkami i do nich przywiązana. Nie no, no to jest już chore!
      Moje krzyki i błagania by mnie zostawiła w spokoju, spełzły po niczym.
       Rin chwyciła za tasiemkę przywiązaną na przodzie mego pojazdu i wyjechała z domu. Zamknęła drzwi na kluczyk, jak dobrze że wiedziała gdzie on jest, bo gdyby nie zakluczyła mieszkania to bym ją udusiła.
       Dziewczyna ciągnęła za sobą sanki przez miasto, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie.
       Ludzie dookoła patrzyli na nas jak na jakieś niedorozwinięte.
       No bo jak to wygląda?
       Idzie dziewczyna ubrana odpowiednio do pogody i ciągnie sanki za sobą na, których siedzi związana dziewczyna w czarnych, długich spodniach i czarnej koszulce z krótkim rękawem obie są w wieku licealnym, a na dodatek jest środek lipca! 
       Przez całą drogę nie odezwałam się i próbowałam zakryć twarz grzywką, bo resztę włosów mam związane w kitkę. Aigoo! To żenujące!

Yeonrin Pov

      Dlaczego Ahri jest taka ciężka? To chyba przez tą pogodę tak się wydaje, bo normalnie tak nie jest.
      Gdy dotarłyśmy pod dom Luhan'a byłam już trochę zmęczona. Aghr, kto zamknął furtkę, no co za idiota!

              Do: Jelonka
              Rusz swój zgrabny tyłek i otwórz nam furtkę. :*

- Co tak długo? Robi mi się gorąco! - Porwana dziewczyna zaczęła się już niecierpliwić.
          Już miałam Jej odpowiedzieć gdy zza domu wyłoniła się sylwetka mojego chłopaka, w samych spodniach.
- Hej! - Przywitał się, otworzył "wrota", po czym mnie pocałował.
- Błagam was! Ciało mi cierpnie! - Uprowadzona zaczęła nas poganiać.
- Coś ty zrobiła! - Lulu spojrzał zaskoczony na naszą przyjaciółkę. - Kiedy mówiłem żebyś z nią przyszła nie chodziło mi o porwanie. - Chłopak zaśmiał się z zastałej sytuacji.
- No bo, ona nie chciała przyjść... - Zaczęłam się tłumaczyć.
- Dobra, dobra. Chodź i daj mi to. - Luhan wyjął mi z ręki tasiemkę od sanek i pociągnął je za sobą, chwytając mnie za rękę. Zaprowadził nas na tyły podwórka, gdzie już była reszta chłopaków.
- Jezusie brodaty! Co ona Ci zrobiła Ahri? - Jak tylko znaleźliśmy się w pobliżu naszych przyjaciół, Lay podbiegł do swojej dziewczyny i zaczął ją rozwiązywać.
- Chłopaki jest problem, bo zapomniałam zabrać nam stroje. - Na tą wieść, wszyscy zaśmiali się złowieszczo.
         Nagle, nie wiadomo skąd Kris wyciągnął dwie duże, jasne koszulki i dwie pary krótkich spodenek.
- O nie, nie, nie, nie, nie, nie i jeszcze raz nie! - Ahi zaczęła protestować, ale widząc że oni są całkiem poważni, rzuciła się w stronę drzwi tarasowych i wpadła do domu.
        Chłopcy pobiegli za nią, a zostali tylko ze mną Luhan, Lay i D.O.
- Ey! Lay, nie boisz się, że oni jej coś zrobią? - Zapytałam zdziwiona brakiem reakcji chłopaka.
- Nie, ufam im i Ahri też. - Odparł ze stoickim spokojem.
- Lu, nie przytulaj się do mnie w taką pogodę. - Chłopak nie był zadowolony tą wiadomością.
- Trzymaj i przebieraj się. - D.O podał mi spodenki i koszulkę.
- Okej. - Wzięłam od niego rzeczy. - Ale musicie się odwrócić i nie podglądać.
Chłopcy posłusznie się obrócili, więc jak najszybciej się przebrałam.

Ahri Pov

         Wbiegłam do domu i ruszyłam pędem w stronę schodów, jednak nie zdążyłam przebyć połowy drogi do nich, gdy kilka osób chwyciło mnie za rękę.
         Zostałam unieruchomiona i nawet nie wiem sama kiedy zostałam przebrana w tamte ciuchy od Krisa. Gdzie się podziewa Lay, kiedy go potrzebowałam?
        Po chwili zostałam wyniesiona przez chłopaków na rękach i wrzucona do basenu.
        Dziwi mnie to trochę, ponieważ jest on stawiany a nie w ziemi, a na dodatek ma około 1,60m wysokości.
        Zaczęłam się miotać w wodzie.
- Ona nie potrafi pływać! - Usłyszałam jak przez ścianę czyiś krzyk
       Teraz  jak przez mgłę widzę czyjąś sylwetkę, która po chwili wyciąga mnie na powierzchnię.
- Dzięki. - Wychrypiałam do Chanyeol'a , po czym kaszlnęłam.
      Chwyciłam się brzegu tego cholernego zbiornika wodnego w ogrodzie Luhan'a.
- Hej! Wszystko w porządku? - Lay jest chyba serio zmartwiony.
- Jasne! - Uśmiechnęłam się. - Dalej! Wskakujcie!
      Jak na komendę wszyscy skoczyli do basenu tylko mój kochany jednorożec wciąż stał przede mną.
- Nie ma co się martwić. - Upewniłam go i szybko pocałowałam.
    Wyszłam z basenu, chwyciłam dmuchany fotel i wrzuciłam go do miejsca gdzie prawie mnie zabito, po czym usiadłam na nim i zaczęłam tak pływać pomiędzy chłopakami.
 
--------------------------------------------
Oneshot na podstawie snu Kris'a. Mam nadzieję że się spodoba :)  Przepraszam po raz kolejny, ale miałam niespodziewany wyjazd i nie było jak wprowadzić poprawek itp.
Suho

sobota, 2 sierpnia 2014

Przepraszam!

Wiem że miałam dodawać raz w tygodniu, ale występują pewne komplikacje (nie chodzi o brak weny, bo jest jej aż za dużo xD), a mianowicie niezbyt częsty dostęp do komputera ;/ Jeszcze raz przepraszam i postaram się jak najszybciej coś dodać :)
Suho
PS. Zapraszam na stronkę na fb, gdzie adminuję z Junsu ^^ Zapraszamy :)

wtorek, 22 lipca 2014

Ja + 12 Świrów = ? cz.3

- I wanna, big cars, big house and big rin... Aish! - Podskoczyłam w miejscu.
     Zacięłam się nożem w palec... Boże kto stawia nóż ostrzem do góry? Nagle zza pleców usłyszałam oklaski, szybko odwróciłam głowę, mocno ściskając krwawiącą część ciała. To tylko Luhan, który dopiero teraz zauważył moją "ranę" i momentalnie rzucił się w moim kierunku. Włożył mój palec pod strumień wody, niestety dla mnie była ona ciepła...
- Ała! Ta woda jest gorąca!
- Przepraszam! - Wykrzyknął i tak szybko jak tylko potrafił zmienił wodę na chłodną.
- Co tu się dzieje? Dlaczego tak krzyczycie?... O Boże, coś ty zrobiła? - Przerażony D.O pobiegł po apteczkę. Wrócił już po dwóch sekundach i zaczął opatrywać mój zraniony palec, który wciąż dosyć mocno krwawi. 
    Zabiję tego, który tak zostawił ten cholerny przyrząd do torturowania warzyw.
- Wiesz co? My to skończymy, a ty idź się rozpakować do końca rozpakuj. - Uśmiechnął się do mnie, omo jego usta mają kształt serca, gdy się uśmiecha, jak słodko.
  Zrobiłam jak kazał, ruszyłam do pokoju i poukładałam resztę moich rzeczy na półkach, co zajęło mi około 30 minut. Zostały mi tylko kosmetyki, których miejsce jest w łazience, weszłam więc do pomieszczenia i zapukałam do drzwi Tao. Tak wiem pukam znajdując się w łazience, zamiast jak normalny człowiek - z korytarza.
   Mimo to drzwi zostały otworzone, a w nich stał zdziwiony pan panda.
- Dlaczego nie zapukasz do "głównych drzwi, tylko przychodzisz przez łazienkę?
- Eee, nieważne. Chciałam tylko zapytać czy możesz zwolnić mi kilka półek\, ka kosmetyki i te różne moje duperele. - Musiał wysoko podnosić głowę by patrzeć mu w twarz, co nie było zbyt wygodne. Aigoo! Zmalej człowieku!
- Chyba nie dam rady zmaleć, mianhe. - Zaśmiał się z mojej dru... Chwila! To ja to powiedziałam na głos? O, cholera! - A co do półek to jasne że zrobię dla ciebie miejsce. - Posłał mi czarujący uśmiech. Uważaj, jak będziesz się tak do mnie uśmiechał, to się jeszcze zakocham. 
- Może o to mi chodzi? - Chłopak zachichotał, przez co poczerwieniałam ze wstydu.
- Co? To też powiedziałam głośno? - Wymierzyłam sobie w myślach siarczysty policzek. Zabolało. - Mianhe, ok to ja już pójdę. - Jak najszybciej odwróciłam się do niego plecami i nie czekając na jego odpowiedź wyszłam z łazienki, po czym rzuciłam się na łóżko. Aigoo! O czym ja myślę, poprawka, ja nie myślę.
   Tyle lat bez przyjaciół i już mówię swoje myśli na głos. 
   Potrząsnęłam mocno głową, chcąc wyrzucić te wspomnienia z umysłu, o dziwo udało mi się to.
   Okay, to teraz sprawdźmy kim jest to całe EXO.
   Kurcze, ale ja nie mam komputera, może rudy kucharzyna mi pożyczy? 
   Wyszłam z pokoju i ruszyłam na drugie piętro, a następnie do drzwi, które miały według Suho, prowadzić do siedziby Xiu. Kulturalnie zapukałam do drzwi, oni pewnie tak nie robią. Z drugiej strony ściany rozległo się ciche "proszę". Nacisnęłam klamkę i delikatnie popchnęłam drzwi, ukazując mu tylko swą głowę.
- O, to ty. Mogłem się domyślić, te dzieci z dziczy niewiedzą co to znaczy pukać... Chociaż nie, jednak wiedzą, ale kiedy to ty wchodzisz do ich pokoju, nie pukając. - Zaśmialiśmy się. Brat patrzył na mnie znad książki. O Jezusie brodaty, Matko przenajświętsza i inne boskie istoty on czyta i to z własnej woli?
- Tak właśnie o nich pomyślałam. - Zaśmialiśmy się jeszcze raz, znowu w tym samym momencie, to jest jakieś dziwne. - A przyszłam tu by się dowiedzieć czy mogę skorzystać z twojego laptopa.
- Jasne weź go, leży na biurku. - Uśmiechnął się do mnie wesoło.
- Masz na myśli tą kupę ciuchów? Zawsze tak dbałeś o porządek, a teraz co? - Udawałam że się nim zawiodłam, minę miał przezabawną.
- Ale... To są ubrania na juto. - Spuścił głowę udając skruchę.
- Ne, ne... Tak czy siak, dzięki i mam nadzieję że wiesz że cię kocham! - Minseok zaśmiał się z tak nagłego wyznania.
- Tak siostrzyczko, ja też cię kocham. Poproszę Lay'a żeby kupił ci jutro od razu też laptop.
- Ale wiesz, nie chcę by wydawał tyle pieniędzy na mnie. Źle będę się z tym czuła. - To trochę dziwne, że chłopak którego dzisiaj poznałam, jutro kupi mi tyle rzeczy. 
- Ale ty wiesz, że za to wszystko płacę ja? Lay z tobą jedzie bo reszta jest zwyczajnie zajęta, a z Sehun'em cię nie puszczę, ze względu na to co już dzisiaj zrobił. - W jego oczach widzę, że ma ochotę się roześmiać.
- A, to już słyszałeś? - Zrobiłam się czerwona na twarzy. Mój brat pokiwał głową na "tak". Ja natomiast chwyciłam elektryczne urządzenie po które przyszłam i czym prędzej wyszłam, rzucając tylko krótkie "dzięki i pa". Zza drzwi usłyszałam stłumiony śmiech.  
   Chciałam jak najszybciej znaleźć się w moich "czterech ścianach", jednak los miał dla mnie inne plany.
    Przed pokojem spotkałam Chen'a, który z wielkim  uśmiechem na twarzy mnie zatrzymał.
- Ponoć słyszałaś jak Suho ogląda... filmy... dla... dorosłych...
- No tak, a co? - Serio? Tylko po to mnie zatrzymał? Grrrr.
- Bot y nie wiesz wszystkiego. Chodź. - Pociągnął mnie za rękę do swojego pokoju. Usiadł na łóżku i poklepał ręką miejsce obok siebie, wskazując bym usiadła. Jednak zignorowałam ten gest i wybrałam fotel w bezpiecznej odległości, nie chcę ryzykować po akcji z Tęczą. Teraz patrzyłam na chłopaka wyczekująco, ale też pospieszałam go wzrokiem.
- No bo... - Zaczął i zaczął się śmiać, nie mogąc przez to dokończyć.
- Aish! Po prostu to powieź! - Nie wytrzymałam już.
- Dobra, dobra... Od kiedy w tak młodym wieku można takich słów używać? - Patrzył na mnie całkiem poważnie, a ja myślałam że zaraz mu coś zrobię.
- Nie zmieniaj tematu! Mów!
- Okay, nie gorączkuj się tak. Bo Myeon nie oglądał takich filmów...  Reszta gdy się nudzi, a my mamy "gości", takich mniej ważnych, to podkładają mu głośniki... I puszczają z nich takie... Dźwięki... A on o tym nie wie, bo zawsze ma słuchawki na uszach. - Mówił przez śmiech, ale gdy skończył mówić wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem.
- Okay, zapamiętam i nic mu nie powiem. A teraz już idę. - Pożegnałam się z chłopakiem i wyszłam, zostawiając go wciąż śmiejącego się. Na szczęście mój pokój jest obok, więc już nikt mnie nie zatrzymywał. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. W wyszukiwarkę wpisałam "EXO", na początek trochę o nich poczytam, a potem przesłucham kilka piosenek.
    Że słucham? Luhan i Minseok są najstarsi? No chyba nie. Przecież oni wyglądają na najmłodszych...
    Jezu! Jakie oni mają świetne głosy!
    Spojrzałam na zegarek, że mwoh (tłum. co)? Siedzę tak już trzy godziny? No to chyba czas odłożyć ten komputer. Najpierw poukładam  kosmetyki na półkach, a potem pójdę coś zjeść.
  Jak pomyślałam tak zrobiłam, wzięłam wszystko co zostało do ułożenia i udałam się do łazienki. Gdy skończyłam usłyszałam że ktoś mnie woła. 
  Wyszłam na korytarz gdzie stał Kai.
- Chodź, nie możesz tak siedzieć sama w tym pokoju. - Chwycił rękaw mojej bluzy i pociągnął mnie schodami w dół, a następnie do salony. Co oni mają z tym ciągnięciem?
    W pomieszczeniu już wszyscy się rozsiedli i czekali na nas. Zostały tylko dwa wolne miejsca, jedno na podłodze, a drugie na kanapie. 
     Oczywiście sofę zajęli Tao z Sehunem, pomiędzy nimi było wolne miejsce, a obo tęczowego pana siedzieli jeszcze Baekhyun i Chanyeol. Przed kanapą, na ziemi siedzieli Kris, Suho, Lay i Lunah, a miejsce wolne było między Suho i Lay'em. Dwa fotele  zajęli D.o i Chen, a mój braciszek przyłączył się do podłogowiczów i położył się przed Kyungsoo.
    Chciałam usiąść na podłodze, ale zatrzymali mnie Tao i Sehun.
- A ty gdzie księżniczko? Tu masz wolne miejsce. - Czy Panda właśnie nazwał mnie księżniczką?
- Ale myślałam, że Kai chciałby tu usiąść. - Spuściłam lekko głowę, czemu ja się rumienię?
- Ty słoneczko nie myśl za dużo. - Zaśmiał się Sehun. Zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. Czy ktoś może mnie wesprzeć? Xiu parzył na nas lekko się uśmiechając, widział że spaliłam buraka, przez słowa jego przyjaciół i bezczelnie chciał się roześmiać.
- Siadaj. Specjalnie zostawiliśmy ci miejsce a ty narzekasz. - Wypowiadając te słowa Kai zajął miejsce na ziemi.
- Trzeba kupić jeszcze jedną kanapę, to siedzenie na na dywanie zaczyna się robić nie wygodne. - Zaczął narzekać Lay, ale Kris zatkał mu usta popcorn'em. Czyli będizmy oglądać film.
    Zostałam pociągnięta na sofę, o mało nie kopiąc przy tym Lulusia. Gry tylko wygodnie usiadłam zapytałam jaki film będziemy oglądać. Wszyscy się zaśmiali, oni chyba coś kombinują. 
- To będzie maraton. - Do ucha szepnął mi Sehun. Okay. - Ale to nie będą miejscowe filmy, to będą amerykańskie z lektorem. - Ponownie się do mnie odezwał, po czym zachichotał niczym mała dziewczynka.
     Zaczynam się bać. W głowie tylko powtarzałam "Oby nie horrory, błagam tylko nie horrory". Jednak los nie jest dla mnie dzisiaj zbyt sprzyjający. Gdy tylko zobaczyłam tytuł pierwszego filmu miałam ochotę się schować lub uciekać gdzie pieprz rośnie. Tao to zauważył, wyciągnął telefon i szybko coś na nim wystukał, a następnie mi go podał. "Jeżeli będziesz się bała to możesz się do mnie przytulić ;)" przeczytałam i "zmazałam" wszystko. "Komawo (tłum. dzięki/dziękuję) za propozycję, chętnie skorzystam ;)" napisałam i oddałam mu urządzenie. Gdy odczytał, tylko uśmiechnął się i schował telefon do kieszeni.
- Już? Dzieci nabawiły się telefonem? - Suho ma jakieś problemy czy co?
- Tak umma. Mianhe, nie bądź zła. - Ciut przerośnięta panda odpowiedziała swojej mamie (?)/
- To nie Lay jest waszą mamą? - Czuję się zdezorientowana.
- Nie, mamą jest Suho, tatą Kris, a Lay zastępczą mamą, no i czasem Xiu jest mamusią. - Wyjaśnił mi Baek.
- Okay, to włączcie ten film. - Powiedziałam, zauważyłam że podczas tej rozmowy emisja została wstrzymana.
   Już podczas pierwszej sceny....

---------------------------------------------------------------
Annyeong tu Suho. Sorki że dopiero teraz ale czasu nie było ;/ Mam nadzieję że się podoba :)
Suho :P

sobota, 12 lipca 2014

Ja + 12 świrów = ? cz.2

  Było pięknie.
  Białe ściany i ciemno brązowe meble. Na środku stoi wielkie, dwuosobowe łóżko ze stertą poduszek w kolorze beżu i tego samego koloru kołdrą. Po jego bokach stoją dwie małe szafki nocne, a za nim jest ogromne okno. Po lewej są dwie pary drzwi, które już sprawdziłam - pierwsze prowadzą do łazienki, a drugie do garderoby. Drogą dedukcji doszłam do wniosku, że skoro mam łazienkę z Tao, to jego pokój też jest  z lewej strony, a pokój Chen'a po prawej. Z prawej strony stoi biurko. Gdy wejdziesz do środka i odwrócisz się przodem do drzwi , ujrzysz półki na książki, a nad nimi plazmowy telewizor. Pod nogami czuć miękki, czarny dywan, aż się chce na nim położyć. Łazienka jest jak każda inna, no z wyjątkiem tego że w środku jest wanna z dżakuzi (nwm jak to się pisze, więc napisałam spolszczoną wersję) i prysznicem osobno, a no i na przeciw wanny jest kolejny plazmowy telewizor, jednak trochę mniejszy od tego w pokoju.
  Rozpakowałam część rzeczy i ruszyłam na dalsze zwiedzanie domu.
  Weszłam na drugie piętro, tam jest kolejne siedem par drzwi. Ten budynek jest niesamowicie długi. Chciałam otworzyć pierwsze z nich, jednak wydobywały się zza nich dziwne odgłosy, więc wolałam tego nie robić.
   Zapukałam do następnych drzwi, po chwili oczekiwania otworzył mi Sehun, który był już ubrany.... No dobra w połowie, ale to dobry początek.
- Chwała ci, że założyłeś buty i spodnie.
- O, jednak do mnie przyszłaś. Ale wiesz, ty byś mogła je zdjąć. - Puścił mi oczko i wciągnął za rękę do swojego pokoju, po czym usadził mnie na łóżku.
- Jesu! Koleś ogarnij się! Ty jakiś nie wyżyty czy co?! - Zaczęłam krzyczeć na chłopaka.
   Wstałam pospiesznie z materaca i usłyszałam za drzwiami śmiech przynajmniej dwóch osób. Otworzyłam je i do środka wpadli wciąż się śmiejąc Chanyeol, Kris i Baekhyun.
   Huk był straszny, pewnie opierali się o drzwi, a gdy nacisnęłam klamkę po prostu pod siłą nacisku się przewrócili i runęli na podłogę.
   Przez swój upadek zaczęli się śmiać jeszcze głośniej.
- Sehun, Yuki to chyba pierwsza dziewczyna, która cie nie chce! - Wykrztusił Baekhyun między salwami śmiechu, a ja stałam jak wmurowana.
- Ona mnie chce tylko jeszcze o tym nie wie! - Powiedział niczym naburmuszony pięciolatek chłopak z tęczową grzywą.
   Zgrabnie ominęłam leżących na ziemi chłopaków, mrucząc pod nosem "zboczona tęcza" i wyszłam na korytarz. W tym momencie z pierwszego pokoju wybiegł zdenerwowany Suho.
- Co się dzieje? Ktoś potrzebuje pomocy? Mów że kobieto! - Złapał za moje ramiona i zaczął mną potrząsać.
- Nic się nie dzieje. Spokojnie, to tylko Kris, Chanyeol i Baek się przewrócili.
- Aha, to ja wracam do siebie. - Już miał zniknąć za drzwiami, ale go zatrzymałam.
- Czekaj! Taki pomysł ścisz te filmy albo podłącz słuchawki. Myślę że to dobra rada. - Zaśmiałam się.
- Ale ja nie...? Przecież ja nie oglądam... Były podłączone... - Biedny nie mógł dokończyć żadnego zdania.
- To źle były podłączone. A, właśnie, gdzie pokój Xiumina? - Udawałam aniołka, tak jakbym przed chwilą nie mówiła o takich rzeczach.
- Na końcu po prawej. ale teraz go tam nie ma, bo robi dla ciebie obiad w kuchni. - Odpowiedział cały czerwony z zażenowania i wstydu.
- Ok, dzięki. - Kolejny raz się uśmiechnęłam i ruszyłam schodami w dół, wciąż słysząc śmiechy chłopców, tym razem z Suho.
   Zeszłam schodami dwa piętra niżej i skierowałam się do jadalni połączonej z kuchnią.
   Cicho usiadłam przy stole i przyglądałam się mojemu bratu, który krzątał się po kuchni. Chyba robi naleśniki i kawę. Zawsze lubił gotować, a szczególnie uwielbiał robić kawę. Jest tym teraz tak pochłonięty, że nawet mnie nie zauważył.
- Tęskniłam za twoimi obiadami. - Powiedziałam szczęśliwa do rudowłosego chłopaka, zachwycając się przy tym zapachem jedzonka. Chłopak lekko podskoczył, gdy usłyszał mój głos i o mało co nie rozlał sobie na rękę wrzątku. Odwrócił się i złapał walną ręką za miejsce w którym znajduje się serce, puszczając przy tym patelnię (w jednej ręce miał czajnik, a w drugiej patelnię), przez co cały tłuszcz rozlał się po płycie kuchennej.
- Jezu, nie strasz mnie tak więcej! - Wykrzyknął rudasek, ale po chwili się roześmiał. - Wiem że tęskniłaś za moją kuchnią, bo ojciec gotować nie potrafi, ty z resztą też. - Zaśmiał się ze swojej wypowiedzi, po czym zaczął sprzątać ten bałagan, który przez przypadek stworzył.
        Ale to prawda, nie umiałam gotować, ale odkąd się wyprowadził musiałam sama robić obiady w domu, dzięki czemuś czegoś się nauczyłam. Tak wiem mówią jak jakaś 10-cio latka, ale co z tego?
- Ya! Teraz już potrafię coś przygotować, co prawda nie jest to tak dobre jak twoje, ale jest zjadliwe. Tak więc ucz mnie mój mistrzu, magicznej sztuki gotowania. - Po tej wypowiedzi oboje wybuchnęliśmy śmiechem. - Bo ci się naleśnik przypali!
- Aish! Rzeczywiście. - Xiu wrócił do przyrządzania mi obiadku.
     Jakieś dwie sekundy później usłyszałam, że  ktoś biegnie po schodach w naszym kierunku.
- Czy ja usłyszałem naleśnik? - Z drugiego końca pomieszczenia krzyknął do nas Lay, który nie przestawał biec.
- Tak, dobry masz słuch. - Pochwaliłam jego zdolność wychwycenia jednego słowa, kiedy jest piętro wyżej.
- Yehet! - Chłopak odtańczył taniec radości, po czym zasiadł do stołu zajmując krzesło obok mnie. - Uwielbiam naleśniki, zwłaszcza gdy robi je Xiumin. - Wyszeptał mi do ucha, a ja pokiwałam głową na znak że się z nim zgadzam.
    Mimo że nasz mistrz kuchni stał tyłem, wiedziałam że się uśmiechnął,  że w jakiś magiczny sposób usłyszał to co mówił do mnie Lay, usłyszałam jeszcze cichutkie "dziękuję".
   Nareszcie! Kilka sekund później stał przede mną talerz z naleśnikami ... No dobra przed Lay'em też stał, ale o mniej ważne. Patrzyliśmy na nie niczym ciele w malowane wrota, a na mego brata jak na bóstwo.
   Zjadłam pierwszego placka i myślałam że się rozpłynę, smak był tak cudowny, to tak jakbyś jadł chmurkę w sosie czekoladowym.
- Co ty do nich dodajesz, że one są takie pyszne? - Wlepiłam wzrok w Minseoka i sięgnęłam po kolejnego naleśnika.
- A, bo ja wiem? To normalne naleśniki. - Jak zawsze skromny chłopczyk, ale ja w jego oczach szło zobaczyć "Chwalcie mnie dalej!".
- Jednorożcu nie zjedź jej wszystkiego. -Chłopak obok mnie tylko pokiwał głową i jadł dalej chyba już ósmy placek. - A Siostra, a tak poza tym, to co ze szkołą?
- Jak to co? Przecież jest przerwa.
- W  Denver tak, ale nie tu, słoneczko. - Parsknął śmiechem przez moją niewiedzę.
   "Głupi rudy chomik!" - Pomyślałam - "Czy chociaż raz nie mógłbyś mi odpuścić?"
- No to do rzeczy. Lay pojedziesz z nią jutro do tej szkoły niedaleko, poprosisz by ją przyjęli i złożysz papiery. Potem kupisz jej wszystko co potrzebne, okay? Masz chyba ze sobą jakieś świadectwa czy coś, nie?
- No coś tam mam.
- No to masz szczęście, inaczej by cię po nie wysłał z powrotem. Jest piątek więc i tak pójdziesz tam od poniedziałku i ta szkoła ma tak plan że skończysz najpóźniej o 15, więc będziemy cię tam zawozić i odbierać, żebyś się nigdzie nie zgubiła. - Ruda małpa wyszła z pomieszczenia śmiejąc się, a jednorożec (muszę go zapytać dla czego tak na niego mówią) spojrzał na mnie z politowaniem i współczuciem (?)/
   Gdy skończyliśmy jeść wstałam od stołu i już miałam wyjść, gdy zatrzymał mnie mój "posiłkowy przyjaciel" prosząc karząc mi pozywać. Myślałam że się przesłyszałam, na pytanie "Dlaczego ja?" usłyszałam:
- Teraz jesteś częścią tej popierdzielonej rodzinki, a jako jedna z waszych matek jestem zmęczony.
   Odetchnęłam głęboko próbując się na niego nie zabić i cofnęłam się do kuchni. Aigoo, jak to możliwe że jest ich 12 i nie mają zmywarki?
 Zabrałam się za zmywanie, jak zawsze śpiewałam przy tym, myśląc że nikt mnie nie widzi.
- I wanna, big cars, big house and big rin... Aish! - Podskoczyłam w miejscu.

------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podoba i nie zepsułam tym razem. Niestety Megi ma zabrany komputer do końca wakacji, więc to ja będę przepisywać jego opowiadania, jedno już zaczęłam :D mam nadzieję że wam się spodobają :) Pozdro ode mnie xD Czekam na komentarze to serio motywuje :)
Suho :)

wtorek, 24 czerwca 2014

UWAGA!!!!

UWAGA!!

Więc pewnie zauważyliście, że do grana autorów na tym blogu doszła Junsu i  bardzo się z tego cieszymy :)

Ale również w tym tygodniu dojdzie kolejny autor. Będzie się on (to jest chłopak :) ) podpisywał Megi.

Dlaczego tak, a nie inaczej to już wam wyjaśni sam :) Jakoś w tym tygodniu 
powinien wstawić swoje pierwsze opowiadanie :) A i najważniejsze, jego 
wpisy będą trochę psychiczne (?) takie w stylu "lekki horror" (?)
Mamy nadzieję na to, że przypadną wam do gustu "wypociny" nowych autorów, jak i nasze stare (o ile dopiero nas znaleźliście) oraz nowe :D
Życzymy miłego czytania :)

Miłych ostatnich dni w szkole ;)

Kris xD i Suho

"Huang Zi Tao"

Tytuł: Huang Zi Tao
Autor: Junsu
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG


Tao

Wśród wielkich braw schodziliśmy ze sceny. W tle rozbrzmiewała jeszcze końcówka piosenki
Moonlight. Na naszych twarzach widniał ogromny uśmiech. Był to jeden z naszych najlepszych koncertów. Nasz dobry humor + wspaniała publiczność = wspomnienia do końca życia.
-Dobra robota chłopaki! –Krzyknął nasz menadżer. Zebraliśmy się w kupę i położyliśmy jedną rękę na drugą wykrzykując przy tym „WE ARE THE ONE!” Po czym wszyscy po kolei wybuchliśmy śmiechem.
-NO, koniec tego dobrego. Czas rozdawania autografów nadszedł. Ruchy kluchy! No dalej! –Zaczął nas popędzać, oczywiście kto?  M e n a d ż e r. Wszyscy ruszyli ku wyjściu, oprócz mnie.
-A ty co? Nie idziesz? –Spytał mnie Luhan.
-Daj spokój. Myślisz, że coś się zmieniło? Jestem na samym końcu. Każdy fan woli iść do was, a do mnie … jeśli w ogóle o mnie pamięta. Nie jestem słodki, mój głos nie jest nadzwyczajny, a sztuki walki to tylko przykrywka do tego, jaki jestem naprawdę i jaki mam charakter. -Stwierdziłem.
-Weź, przecież ostatnio przyszła do ciebie jakaś laska typu top model… -Zaczął Lulu.
-Chodzi ci o tą, którą siłą przegoniliście od waszego stolika i wybłagaliście, by do mnie podeszła? Też mi coś. –Prychnąłem. Luhan zrobił wielkie oczy.
-Co?! Myślałeś, że o tym nie wiem?! –Wykrzyknąłem trochę sfrustrowany. Chińczyk nic nie powiedział. Odwróciłem głowę, westchnąłem –Przepraszam, nie chciałem wybuchnąć. Nic mi się nie stanie. Pogodziłem się ze swoim marnym losem wokalisty. –Uśmiechnąłem się. –Idź. – Chłopak lekko uniósł kąciki ust, położył mi rękę na ramieniu, po czym ruszył za resztą zespołu. Przez chwilę stałem tak nic nie robiąc, tylko rozmyślając… Przypomniało mi się jak był jeszcze z nami Kris. On zawsze wiedział, co mi dolega. Niestety teraz bez niego zniknąłem w niepamięć w umysłach fanów. Nie ma i nie będzie już TaoRis… Pokręciłem głową. Nie ma, co nad tym dłużej rozmyślać. To tylko zniszczy resztę mojego dnia. Po czym skręciłem w kierunku szatni.

Paula

-Dobra dziewczyny przepychajcie się, bo tak to do jutra tam nie dojdziemy.- Powiedziałam już trochę zmęczona tym tłokiem. Uwierzcie, że stanie w kolejce, w której nie widać ani początku, ani końca jest trochę przytłaczające. Zresztą gdyby nie ja cała nasza babska grupka dawno by się pogubiła, a utrzymać ją w jednym kawałku wśród tych taranujących słoni jest dość wyczerpująca, szczególnie przez tak długi szmat czasu.
-Nie moja wina, że kolejka do Kaia w ogóle się nie rusza! –Wykrzyknęła Klaudia.
-Ja MUSZĘ zobaczyć Baek Hyuna i D.O! –Wypaliła  Sara.
-Będą mnie musieli siłą odciągać od Chena, bo ja nie mam zamiaru się od niego odkleić…żyrafy Chanyeola i jednorożca Laya też nie odpuszczę- Powiedziała Oliwia, która w tym samym momencie zaczęła chaotycznie poruszać rękoma, by mieć chociaż trochę prywatnego miejsca wokół siebie.
-Xiumin i Luhan są MOI !!!... A może Sehun? –Nie mogła się zdecydować Weronika, która zaczęła bić jakiegoś przypadkowego kolesia z boku (najwyraźniej miała już wszystkiego dość). Oczywiście to nie wszystko. Za mną stała jeszcze Wiktoria, która bez ustanku powtarzała „…SUHO, SUHO, SUHO…” OMG boję się o nasze zdrowie psychiczne. Złapałam się za końcówkę mojego nosa. Może to mi pomoże? Da mi się skoncentrować? Podobno niektórym ludziom to pomaga… Ale nie mi… Dobra wychodzę stąd. Pomachałam trochę zdziwionym mym kochanym koleżankom i ruszyłam w kierunku wyjścia. Po krótkiej chwili mogłam już zaczerpnąć świeżego powietrza. Co za ulga…
Usiadłam sobie na schodach. Co jakiś czas brałam większe oddechy. W końcu postanowiłam znów spojrzeć w kierunku sceny. Miałam szczęście, bo właśnie kątem oka zauważyłam wchodzącego do szatni mojego UB. Bez większego zastanowienia ruszyłam w tamtą stronę. Gdy byłam już przy wejściu do pomieszczenia zostałam zatrzymana przez dwóch ochroniarzy.
-A panienka gdzie? –Zapytał jeden z nich. Przełknęłam głośno ślinę. Co ja sobie myślałam? Że tak po prostu wpuszczą mnie sam na sam z jednym z członków EXO? Bym go zabiła ze szczęścia, od razu po tym, gdy go zobaczę? Kretynka.
-Ja…nic. Znaczy ja do Tao, ale… już nic. Nie ważne. –Pokręciłam głową i już miałam się odwrócić, gdy zostałam mocno złapana za ramię przez jednego z mężczyzn. Gwałtownie się odwróciłam. Zobaczyłam jak oboje spoglądają na siebie, po czym kiwają głową. Nie wiedziałam, o co im chodzi.
-OK, masz chwilkę, tylko tak żeby nikt nie widział. –Powiedział jeden z ochroniarzy. Na moją twarz wkradł się ogromny uśmiech. Ze szczęścia uściskałam dwójkę postawnych mężczyzn… za co też szybko przeprosiłam i wkroczyłam na zakazany teren. Zanim zorientowałam się gdzie dokładnie jestem podskoczyłam jeszcze ze trzy razy, po czym postanowiłam się ogarnąć. Stałam w jakimś podłużnym pomieszczeniu, co oznaczało, że najprawdopodobniej jestem w przedpokoju. No wiecie, jeszcze wszystkiego nie ogarniałam, taki jakby szok pourazowy. No, ale musiałam się pospieszyć, nie miałam za dużo czasu, szybko mogło się okazać, że dwójka moich nowych przyjaciół równie fajnie jak mnie wpuściła do środka może mnie stąd wykopać. Dlatego też bez wielkiego namysłu otworzyłam następną parę drzwi. Moje oczy dostały nową dawkę oślepiającego światła. Musiałam tak chwilę postać, by się do tego przyzwyczaić. Przede mną stał ogromny stół z jedzeniem, a wokół walało się ogromnie dużo męskich ubrań.
-WOW! Ale jazda! –Nie mogłam się pohamować.
-Hmm…? –Usłyszałam oddalony głos. Ruszyłam w tamtym kierunku. Okazało się, że istotą, która wydała ten dźwięk jest Tao we własnej osobie. Leżał na kanapie zajadając się chrupkami i oglądając telewizję.  Musiałam się przytrzymać… powietrza. Nic obok mnie nie stało, dlatego runęłam na podłogę.
-Nic ci nie jest? –Usłyszałam pytanie, po czym poczułam chwytające mnie dłonie, które życzliwie pomogły mi wstać.
-Nie, dzięki. –Podziękowałam, po czym szybko wyrwałam swoje ręce z niezręcznego uścisku i od razu się zarumieniłam. Przede mną stał Tao. Mój kochany Tao. Ten jedyny Tao… Zanim się zorientowałam już zdążył znów usiąść na kanapie.
-Ja przyszłam po autograf. –Powiedziałam przyciszonym głosem, patrząc w podłogę.
-Pfff. Nie trudź się, wiem, że to oni cię tu przysłali. –Odparł ciemnooki. Zmarszczyłam brwi. O co mu do cholery chodzi? Ja tu ledwo, co ustać mogę, a ten mi mówi, że ja zostałam przez kogoś zmuszona by tu przyjść? To jakiś obłęd.
-No nie do końca…No wiesz tak jakby jestem twoją fanką i przyszłam po twój podpis na zdjęciu. –Wymamrotałam. Nawet na mnie nie spojrzał. Chyba mi nie wierzył. Liczył na to, że zaraz stąd wyjdę, ale ja się nie ruszyłam, tylko dalej kontynuowałam swój monolog.
-Kocham twój sposób bycia, tą wrażliwość. To, że choć wyglądasz jak jakiś koleś z gangu, który na dodatek ćpa, a tak naprawdę to bardzo łatwo cię zranić. Pewnie jakby ktoś cię napadł na ulicy najpierw byś zaczął wrzeszczeć, a potem odprawiłbyś chaotyczny taniec rąk, po czym zacząłbyś biec przed siebie, a dopiero po ok. 1km biegu przypomniałbyś sobie, jaki dobry jesteś w sztukach walki… Jesteś bardzo przystojny, choć nie wiem, o co chodziło twojemu styliście z tą ostatnią fryzurą w
Overdose. Jakby to wszystko ująć w jednym zdaniu po prostu cię kocham i marzę o ślubie z tobą, co oczywiście rozumiem, że się nie stanie, no ale marzenia warto mieć, nie? –Tymi słowami zakończyłam swój wykład. Tao spojrzał na mnie niedowierzającym wzrokiem. Dopiero wtedy doszło do mnie to, że wszystkie te rzeczy wypowiedziałam na głos. Z obu dłoni wyśliznęły mi się zdjęcie i długopis, po czym szybkim krokiem( tak zwanym biegiem) ruszyłam do wyjścia ewakuacyjnego. Czułam się bardzo upokorzona. Wiedziałam, że moje policzki są całe czerwone. Pewnie teraz myśli, że jestem jakąś wariatką, która śledzi całe jego życie. OMG dostałam histerii. Nigdy się po tym nie pozbieram.

Tao

Nie mogłem się ruszyć. Czy te słowa naprawdę wyszły z ust tej nastoletniej dziewczyny? Nie wiedziałem, że tak łatwo jest wyczytać ze mnie te wszystkie skryte emocje. Nie wiedziałem też, że ktoś kiedyś powie mi tyle dobrych rzeczy i komplementów, a w szczególności nie sądziłem, że to będzie dziewczyna. Byłem bardzo wzruszony. Taaa już czuję łzy w kącikach moich oczu. Głupia wrażliwość. Nie mogłem tak stać. Wiedziałem, że zaraz ta tajemnicza dziewczyna ucieknie i nigdy więcej już jej nie zobaczę. Musiałem się ruszyć. Bez większego namysłu ruszyłem przed siebie. Może jeszcze gdzieś ją znajdę? Po kwadransie poszukiwań miałem zamiar już się poddać. Zgubiłem ją. W tym tłumie ludzi nic nie można było znaleźć, a już na pewno nie jakiejś konkretnej, znanej osoby. Byłem na skraju załamania. Pewnie zastanawiacie się, co mi się stało..? Dlaczego chodzę za jakąś przypadkową dziewczyną? Sam nie wiem. Po prostu czuję, że muszę jej podziękować. Taka zwykła wdzięczność, może coś więcej… nie wiem. Z wyczerpania zgiąłem się wpół. Dostałem zadyszki. Musiałem gdzieś usiąść. Postanowiłem pójść za róg. Tam powinny być jakieś schody. Gdy skręcałem za ścianą usłyszałem ciche szlochanie. Jakby ktoś próbował powstrzymać wciąż napływające łzy. Przyspieszyłem kroku. Okazało się, że to ta sama dziewczyna, co obdarzyła mnie swoją obecnością w szatni. Na mojej twarzy zagościł dość szeroki uśmiech. Bez większego pośpiechu zacząłem do niej podchodzić tak, by jej nie przestraszyć, po czym usiadłem na tym samym schodku, co ona. Nie odzywałem się. Czekałem aż się uspokoi. Zdecydowałem się tylko na ukradkowe spojrzenia w jej kierunku. Po jakimś czasie ona też spojrzała na mnie, lecz szybko schowała głowę między kolana. Domyśliłem się, że to przez to, że wstydzi się tego, co wcześniej powiedziała. Całkiem niepotrzebnie. Płożyłem jedną z dłoni na jej plecach i zacząłem nią lekko jeździć w górę i w dół. Może to doda jej otuchy? Miałem rację, gdyż po pewnym czasie to poskutkowało. Nieznajoma wytarła rękawem swoje zapuchnięte oczy, po czym wymamrotała ciche słowo „przepraszam”.  Lekko przysunąłem ją do siebie.
-Nie musisz za nic przepraszać. Łzy to nic złego. – Odpowiedziałem.
-Ale ja chciałam przeprosić za to, co powiedziałam. Nie powinnam była nic mówić. –Wymamrotała. Zauważyłem następną łzę na jej policzku, którą natychmiast wytarłem opuszkiem palca.
-Tak naprawdę to właśnie chciałem ci za to podziękować. Jesteś pierwszą osobą, która zauważyła te wszystkie rzeczy, których inni nie dostrzegają. Wiesz, jaki jestem naprawdę, a to mnie po prostu i zwyczajnie uszczęśliwia. Wiesz, że chyba cię polubiłem? A nawet się nie znamy. Ja o tobie nic nie wiem, nawet jak masz na imię. –Powiedziałem. Ona siedziała tak nic nie mówiąc, ani się nie ruszając. Pomyślałem, ze może ją czymś zraniłem lub obraziłem.
-Ja… -Rozpocząłem.
-Wiesz, nigdy nie myślałam, że będę miała okazję spotkać jakiegoś członka k-popowego zespołu, a co dopiero z nim rozmawiać. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Dla ciebie to taka mała rzecz, dla mnie cały świat.  –Powiedziała z lekko przeszklonymi oczami. Rzeczywiście nie zdawałem sobie sprawy jak ona widzi tą sytuację swoimi oczami. Byłem dumny, że mogłem ją uszczęśliwić, coś dla niej zrobić. W tym momencie przyszła do mnie pewna myśl. Pewnie trochę absurdalna, ale warto spróbować, nie?
-Emm… -rozpocząłem. – Przyszła mi do głowy taka myśl, że może chciałabyś pójść ze mną i całym zespołem na kolację? No wiesz musimy z resztą jakoś uczcić nasz dzisiejszy koncertowy sukces, a ja mógłbym się nieco więcej o tobie dowiedzieć… Co ty na to? –Zapytałem nie wiedząc, jaka będzie odpowiedź. Czekałem tak przez kilka minut na jakąkolwiek odpowiedź, która nie nadchodziła. Zacząłem się martwić, lecz nie chciałem jej się też narzucać. Jednak po jakimś czasie dziewczyna odważyła się na mnie spojrzeć. Miałem wrażenie, że próbowała ze mnie wyczytać, czy to, co powiedziałem jest prawdziwym pytaniem, czy tylko jej wymysłem. Potem znów odwróciła głowę.
-Paula. Mam na imię Paula… jak wolisz to możesz mnie nazywać Aula –Wymamrotała. Na moją twarz wkradł się jeden z tych nagłych uśmiechów.
-No, więc Aula pójdziesz? –Powtórnie zapytałem.
-Możesz mnie uszczypnąć? –Zapytała. Byłem trochę zmieszany. Nie wiedziałem, o co jej chodzi. Musiała się domyśleć, że nie wiem co zrobić gdyż od razu dodała:
-No wiesz, w moim kraju jak ktoś nie dowierza lub nie jest pewny czy to czasem nie sen, to prosi drugą osobę, by go uszczypnęła. Jeśli cię zaboli oznacza to, że to rzeczywistość. Jeśli nie to pewnie zaraz obudzisz się z tego magicznego snu. –Odpowiedziała trochę rozbawiona. Rzeczywiście dopiero teraz zauważyłem, że dziewczyna ma piękne, niebieskie oczy, które w moich stronach nie występują. Czy to Europejka? Nie wiem, ale się dowiem.
-Możesz być pewna, że to nie sen. –Powiedziałem.
-Skąd mam to wiedzieć? –Odpowiedziała, a ja w tym samym czasie szturchnąłem ją tak, że prawie spadła ze schodka (oczywiście miałem wszystko pod kontrolą).
-Eeeej! Prawie spadłam! –Wykrzyknęła rozbawiona Paula.
-Jeśli się nie zgodzisz pójść ze mną, to cię z niego zrzucę! –Wykrzyknąłem.
-Dobra, już! Pójdę. Tylko nie wiem czy będę tam mile widziana przez resztę EXO. –Odpowiedziała trochę niepewna.
-Jeśli ja jestem szczęśliwy to oni też. –Odpowiedziałem wiedząc, że to, co mówię to całkowita prawda. No, bo w końcu jak brzmi nasze hasło? „WE ARE THE ONE?” Oboje w tym samym czasie ruszyliśmy się z miejsca…

--------------------------------------------------------------
I jak wam się podobało? Mam nadzieję, że jesteście dość kreatywni, gdyż dalszy ciąg wydarzeń musicie wymyślić sb sami ;) Każdy ma inny gust, więc będzie też dla każdego z was inne zakończenie :)
Chciałabym jeszcze dodać, że wzorowałam się na jednym z kapopowych snów naszej założycielki bloga Suho :D
Pozdrawiam wszystkich czytelników :*
                         I PAMIĘTAJCIE O KOMENTARZACH! TO NAPRAWDĘ POMAGA